Przygotowania do Bożego Narodzenia lubię zaczynać od drobiazgów. Jeszcze zanim wyciągnę choinkę i zawieszę lampki, zastanawiam się, jak nakryję stół. Nie chodzi mi o idealnie dopasowane serwetki ani wystawne dekoracje. Najbardziej lubię, kiedy jest po prostu przytulnie i każdy z przyjemnością siada do wspólnego posiłku. Mam też słabość do naczyń, które nie wyglądają jak zwykła zastawa z supermarketu. Delikatny wzór, spokojne kolory i odrobina nostalgii wystarczą, żebym zaczęła wyobrażać sobie na nich domowe ciasto albo świąteczne śniadanie.
W Sinsay znalazłam talerze z zimowym pejzażem. Wyglądają jak malowane akwarelą w starej pracowni
Talerze z motywem zimowym z Sinsay od razu zwróciły moją uwagę swoim wzorem. Na jasnym tle widać ośnieżone drzewa, zielone gałązki i jelenie. Całość przypomina delikatny obrazek namalowany farbami wodnymi, a nie typowy świąteczny nadruk z Mikołajem czy kolorowymi bombkami. Najbardziej podoba mi się to, że ilustracja nie zajmuje całej powierzchni naczynia. Spora część pozostaje jasna, dzięki czemu wzór wygląda lekko i elegancko. Są też subtelne szarawe plamki, które dodają talerzom charakteru.
Zobacz także:
W sklepie sprzedawane są w zestawie dwóch sztuk. To dobry pomysł, gdy nie chcemy od razu wymieniać całej zastawy. Można kupić niewielki komplet na początek albo wykorzystać go do podawania deserów i przekąsek. Te talerze mają w sobie coś z dawnych zimowych pocztówek. Kojarzą mi się z domem, w którym na parapecie stoją świece, za oknem pada śnieg, a w kuchni ktoś właśnie wyciąga z piekarnika makowiec. Nie twierdzę, że są rzeczywiście ręcznie malowane. To ich wzór daje takie wrażenie. I właśnie dlatego tak bardzo mi się podobają.
fot. sinsay.pl
Nie potrzebuję nowego serwisu na dwanaście osób. Dwa zimowe talerze też zrobią piękny efekt
Przez lata wydawało mi się, że świąteczny stół musi być idealnie skompletowany. Wszystkie talerze takie same, filiżanki z jednej kolekcji, do tego dopasowany półmisek. Dziś coraz bardziej podoba mi się mieszanie naczyń, które po prostu dobrze do siebie pasują. Takie talerze z Sinsay zestawiłabym ze zwykłą białą zastawą. Zimowy wzór byłby wtedy ciekawym akcentem, a nie konkurencją dla pozostałych dekoracji. Szczególnie ładnie wyglądałby na jasnym obrusie lub naturalnym lnianym bieżniku.
Szukasz ciekawych rozwiązań do domu? To też warto sprawdzić: Nakrapiana ceramika wygląda jak z małej pracowni. A to z świecznik z Dino za 7,99 zł. Robi mi klimat nie tylko jesienią
Wyobrażam sobie na nich kawałek sernika, pierniczki albo mandarynki. Można też wykorzystać je podczas spokojnego śniadania w grudniowy weekend. Nie trzeba przecież czekać do Wigilii, żeby wyjąć z szafki ładniejsze naczynia. Podoba mi się również pomysł ustawienia jednego talerza na kuchennej półce jako ozdoby. Wzór jest na tyle dekoracyjny, że sam w sobie może wprowadzić trochę zimowego klimatu. Warto tylko zadbać o stabilne ustawienie. W małym mieszkaniu to szczególnie wygodne rozwiązanie. Nie trzeba przechowywać ogromnego kompletu naczyń używanego raz w roku. Dwa talerze łatwiej znaleźć miejsce w szafce, a przy odpowiedniej aranżacji potrafią naprawdę ładnie wyglądać.
Świąteczny stół jak z angielskiej pocztówki. Wystarczy kilka prostych dodatków
Przy takich talerzach nie przesadzałabym z dekoracjami. Sam zimowy pejzaż jest na tyle ciekawy, że szkoda byłoby zagłuszyć go kolorowymi serwetkami i błyszczącymi ozdobami. Wybrałabym kremowy obrus, zielone gałązki i kilka szyszek. Do tego zwykłe kieliszki oraz sztućce, które już mam w domu. Taki zestaw wyglądałby spokojnie, trochę staroświecko i bardzo przytulnie.
Nie dodawałabym też wielu czerwonych akcentów. Zieleń drzew i delikatne brązy widoczne na talerzach dobrze komponują się z naturalnymi kolorami. Można postawić na stole mały wazonik z gałązkami albo świecznik z ciepłym światłem. Najbardziej lubię dekoracje, które nie przeszkadzają podczas jedzenia. Wielkie stroiki wyglądają pięknie na zdjęciach, ale przy rodzinnym obiedzie szybko zaczyna brakować miejsca na półmiski. Tutaj to właśnie naczynia mogą być główną ozdobą. I jeszcze jedna rzecz. Taki zimowy wzór nie musi znikać ze stołu zaraz po Bożym Narodzeniu. Jelenie i ośnieżone drzewa będą pasowały również w styczniu czy lutym. To dla mnie duży plus, bo nie lubię kupować rzeczy, które przydają się tylko przez trzy dni.
Zanim wrzucę talerze do koszyka, sprawdzę kilka szczegółów. Ładny wzór to nie wszystko
Choć wygląd bardzo mnie przekonuje, przy zakupie naczyń zawsze zwracam uwagę również na ich praktyczną stronę. Chcę wiedzieć, czy mogę włożyć je do zmywarki, czy nadają się do mikrofalówki i jak najlepiej dbać o dekoracyjny wzór. W przypadku tych talerzy warto sprawdzić zalecenia producenta przed pierwszym użyciem. Nie zakładałabym, że każde dekoracyjne naczynie można myć w wysokiej temperaturze. Szkoda byłoby zniszczyć tak ładną ilustrację przez niewłaściwą pielęgnację.
Przy zakupach internetowych przyjrzałabym się też wymiarom. Na zdjęciu talerz może wyglądać na duży obiadowy, a w rzeczywistości okazać się mniejszy. Lepiej wiedzieć wcześniej, czy szukamy naczyń na główne danie, czy raczej do deserów. Mnie najbardziej przekonuje możliwość kupienia niewielkiego kompletu bez wymieniania całej zastawy. Wystarczy dołożyć go do tego, co już mamy, żeby grudniowe śniadanie albo popołudniowa kawa wyglądały odświętnie. Nie wiem, jak ty, ale ja właśnie takie zakupy lubię najbardziej. Niby zwykłe talerze, a już wyobrażam sobie, jak podaję na nich kawałek makowca i słyszę od kogoś przy stole: „Ojej, jakie ładne! Skąd je masz?”.

Obserwuj nas na Google







