Jesienią mam jeden domowy problem. Wieczorem jest mi chłodno znacznie wcześniej niż pozostałym domownikom. Zamiast od razu zwiększać temperaturę ogrzewania, najpierw wyciągam grubsze skarpetki, zamykam drzwi do sypialni i dokładam tekstylia, które dają mi większy komfort. Z czasem zauważyłam, że kilka takich drobiazgów potrafi zrobić sporą różnicę, a większość nie wymaga dużych wydatków.

Puchaty koc z Jyska dokładam na kołdrę w chłodne noce. Beżowy "futrzak" kosztuje 59,95 zł

Koc Myggblom z Jyska ma wymiary 130 na 170 cm i kosztuje 59,95 zł. To właśnie jego puchata, przypominająca futerko powierzchnia zwróciła moją uwagę. Wybrałabym go przede wszystkim jako dodatkową warstwę na łóżko albo kanapę. W chłodny wieczór można przykryć nim nogi podczas oglądania telewizji, a przed snem położyć go na kołdrze. W moim przypadku to znacznie przyjemniejsze rozwiązanie niż marznięcie i zastanawianie się w środku nocy, gdzie podział się drugi koc.

Zobacz także:

fot: jysk.pl

Podoba mi się również beżowy kolor. Jest spokojny i łatwo połączyć go z pościelą w różnych odcieniach, więc nie trzeba od razu wymieniać połowy tekstyliów w sypialni. Puchata faktura robi tu sporo pracy, bo nawet zwykłe łóżko wygląda dzięki niej bardziej miękko i przytulnie. Koc może też przydać się w salonie, szczególnie gdy wieczorami lubimy siedzieć na kanapie z książką czy serialem.

Na stronie Jysk produkt ma wysoką ocenę wystawioną na podstawie 83 opinii. W komentarzach kupujący zwracają uwagę przede wszystkim na miękkość i zadowolenie z zakupu. To dla mnie istotna wskazówka przy wyborze rzeczy, która ma mieć bezpośredni kontakt ze skórą. Sam wygląd to przecież za mało. Koc powinien być przede wszystkim przyjemny w codziennym użyciu.

Zanim zwiększę ogrzewanie, sprawdzam okna i drzwi. Uciekające ciepło potrafi popsuć nawet najprzyjemniejszy wieczór

Ciepły koc pomaga, ale przy jesiennym ochłodzeniu zaczynam od czegoś jeszcze prostszego. Sprawdzam, czy przy oknach i drzwiach nie czuć wyraźnego podmuchu. Nawet przy zamkniętym oknie można czasem poczuć chłodne powietrze przy ramie. Wtedy warto przyjrzeć się uszczelkom i upewnić się, że okno jest prawidłowo domknięte. Przy większym problemie najlepiej znaleźć jego przyczynę, zamiast próbować przykryć ją kolejną warstwą grubych zasłon.

Duże znaczenie ma też to, jak korzystamy z grzejników. Staram się ich nie zasłaniać meblami ani ciężkimi tkaninami. Długa zasłona oparta na kaloryferze może wyglądać ładnie, ale nie jest najlepszym pomysłem, gdy zależy nam na ogrzaniu pokoju. Warto więc zerknąć, czy ciepło ma możliwość swobodnie rozchodzić się po pomieszczeniu.

Nie rezygnuję również z wietrzenia. Zamiast jednak zostawiać lekko uchylone okno na bardzo długo, wolę na krótko otworzyć je szerzej. Przed wietrzeniem dobrze jest odpowiednio ustawić ogrzewanie, a po zamknięciu okna wrócić do zwykłych ustawień. Dzięki temu mieszkanie nie jest duszne, ale nie siedzę też godzinami przy ciągłym napływie chłodnego powietrza.

Wieczorem zamykam drzwi do pomieszczeń, w których aktualnie nie siedzę. Nie jest to żaden spektakularny patent, ale właśnie takie zwyczajne rzeczy najłatwiej wprowadzić bez kupowania kolejnych gadżetów. W sypialni dodatkowo opuszczam rolety lub zasłaniam okno, szczególnie kiedy na dworze robi się naprawdę zimno. Nie traktuję zasłon jako zamiennika sprawnych okien, tylko jako kolejny element, który pomaga stworzyć przyjemniejsze miejsce do odpoczynku.

To też warto obejrzeć w Jysk: Miesiącami czekałam na tę promocję. Wreszcie dębowa ławeczka z Jysk jest w normalnej cenie

Dywan, ciepłe światło i kilka miękkich tekstyliów zmieniają odbiór pokoju. Przytulny dom nie musi oznaczać pełnego koszyka dekoracji

Przy okazji jesiennych porządków zorientowałam się, że często kupujemy ozdoby, choć podobny efekt możemy uzyskać rzeczami, które już mamy. Najprostszy przykład to dywan. Przy zimnej podłodze różnica jest odczuwalna szczególnie rano, kiedy człowiek dopiero wysuwa nogi spod kołdry. Nie trzeba przy tym wykładać dywanem całego pokoju. Mniejszy model przy łóżku czy kanapie również może poprawić codzienny komfort.

Druga sprawa to światło. Jesienią znacznie częściej korzystam z małych lampek niż z jednego mocnego światła pod sufitem. Lampka przy fotelu, niewielkie światło na komodzie i ciepła barwa żarówki sprawiają, że wieczorem wnętrze jest po prostu przyjemniejsze w odbiorze. Nie podnoszą temperatury w mieszkaniu, ale budują poczucie przytulności, którego tak bardzo brakuje w ciemne, deszczowe dni.

Na kanapie wystarczą mi dwie poduszki i koc. Nie widzę potrzeby kupowania co sezon całego kompletu dekoracji w nowych kolorach. Czasem przekładam poszewki z sypialni do salonu, wyciągam z szafy grubszy pled albo zmieniam cienką narzutę na bardziej miękką. Takie drobne roszady nic nie kosztują, a mieszkanie przestaje wyglądać dokładnie tak samo jak latem.