Mam słabość do bożonarodzeniowych dekoracji, które wyglądają tak, jakby można je było znaleźć w starym domu pełnym rodzinnych pamiątek. Nie muszą błyszczeć brokatem ani grać kolęd. Wolę kilka dobrze dobranych ozdób, ciepłe światło i zapach pierników dobiegający z kuchni. Co roku obiecuję sobie, że nie dokupię już niczego nowego. Potem przychodzi październik, w sklepach pojawiają się świąteczne kolekcje i znów mam ochotę przestawić pół salonu. Tym razem zainteresowała mnie latarenka, która łączy klasyczną czerń, głęboką czerwień i delikatne światło.

Czerwona kokarda robi tu całą robotę. Latarenka z Sinsay wygląda jak dekoracja z eleganckiego nowojorskiego sklepu

Świąteczna latarnia LED z kokardą z Sinsay przypomina niewielką, tradycyjną latarenkę z uchwytem. Ma czarną obudowę, przezroczyste ścianki i ozdobną czerwoną kokardę zawiązaną u góry. W środku znajduje się świecąca imitacja świecy oraz zielone gałązki, które dodają całości bożonarodzeniowego charakteru. A teraz najlepsze. Ta świąteczna latarenka LED z Sinsay kosztuje 19,99 zł i ma 26 cm wysokości. Za niecałe dwie dyszki można więc kupić dekorację, która spokojnie znajdzie miejsce na komodzie, parapecie albo niewielkim stoliku. W sklepie oznaczono ją jako nowość, a jej wygląd naprawdę zachęca, żeby przyjrzeć się jej bliżej.

Zobacz także:

Najbardziej podoba mi się kokarda. Jest duża, w głębokim czerwonym kolorze i wygląda trochę jak wstążka z elegancko zapakowanego prezentu. Bez niej latarenka byłaby po prostu klasyczną ozdobą. Z nią od razu kojarzy się z Bożym Narodzeniem. Przypomina mi dekoracje z filmów, w których bohaterowie spacerują po zaśnieżonym Nowym Jorku i zatrzymują się przed pięknie oświetlonymi witrynami domów towarowych. Wszędzie widać czerwone wstążki, zielone gałązki i ciepłe światełka. Właśnie taki klimat chciałabym odtworzyć w mieszkaniu, nawet bez wielkiej choinki i stosu ozdób. Podoba mi się też połączenie kolorów. Czerń sprawia, że całość nie wygląda zbyt słodko, a czerwień przyciąga wzrok. Dzięki temu latarenka może pasować zarówno do jasnego salonu, jak i do wnętrza z ciemniejszymi meblami.

fot. sinsay.pl

Nie potrzebuję kominka ani ogromnej choinki. Taka latarenka wystarczy, żeby zrobić świąteczny kącik

Najpierw postawiłabym ją na komodzie. Obok ułożyłabym kilka książek w twardych oprawach i niewielką gałązkę świerku. Nie dodawałabym już wielu czerwonych dekoracji, bo kokarda sama w sobie jest mocnym akcentem. W małym mieszkaniu dobrze sprawdzi się również na parapecie, o ile stoi stabilnie i nie przeszkadza w otwieraniu okna. Wieczorem światło widoczne przez ścianki może wyglądać szczególnie przytulnie. Taki detal jest znacznie subtelniejszy niż migające lampki rozwieszone po całym pokoju.

Szukasz ciekawych dodatków do wnętrz? To też może wpaść ci w oko: Miałam dość zimnych płytek. W Biedronce wyhaczyłam patent, dzięki któremu mam ciepło w stópki, a łazienka wygląda jak nowa

Mam też pomysł na przedpokój. Zimą często wracamy do domu już po zmroku. Miło byłoby od progu zobaczyć delikatnie świecącą ozdobę zamiast pustej półki na klucze. A na świątecznym stole? Postawiłabym ją raczej z boku, na pomocniczym stoliku lub szerokim blacie. Dzięki temu nie zabierałaby miejsca półmiskom i talerzom, a nadal tworzyłaby nastrój podczas kolacji.

Świąteczne światło bez prawdziwego płomienia. To wygodna alternatywa dla tradycyjnych świeczek

Lubię świece, ale nie zawsze mam ochotę pilnować płomienia. Szczególnie wtedy, gdy w pobliżu stoją gałązki, papierowe dekoracje albo firanki. Dlatego imitacja świecy z oświetleniem LED jest dla mnie ciekawym rozwiązaniem. W takiej latarence nie trzeba zapalać knota ani martwić się o skapujący wosk. Można cieszyć się efektem świecącej świecy bez otwartego ognia. Nadal jednak warto ustawić ozdobę w bezpiecznym miejscu, zgodnie z zaleceniami producenta. Co ważne, sama forma latarenki wygląda dekoracyjnie również wtedy, gdy światło jest wyłączone. To dla mnie spory plus, bo nie chciałabym mieć na półce przedmiotu, który dobrze prezentuje się wyłącznie wieczorem.

Nie wszystkie świąteczne ozdoby muszą być czerwone i złote. Ta latarnia ma w sobie elegancję dawnych świąt

Co roku widzę mnóstwo dekoracji z reniferami, Mikołajami i brokatowymi napisami. Nie mam nic przeciwko nim, ale czasem wolę coś spokojniejszego. Takiego, co będzie dobrze wyglądało również obok zwykłych mebli, a nie tylko na tle bogato ubranej choinki. Latarenka z Sinsay pasuje mi właśnie do takiego pomysłu na Boże Narodzenie. Mogłabym zestawić ją z zielonym wieńcem, kremowymi świecami LED albo prostym obrusem. Czerwona kokarda wystarczyłaby za główny świąteczny akcent.

Widzę ją również jako element dekoracji na rodzinne spotkanie. Nie trzeba przecież urządzać całego salonu od nowa. Czasem wystarczy uprzątnąć komodę, położyć miękki pled na kanapie i zapalić kilka światełek, żeby zrobiło się przyjemniej. Warto tylko pamiętać, że jest to ozdoba do ustawienia w odpowiednich warunkach, a nie automatycznie latarnia przeznaczona na mróz czy deszcz. Bez potwierdzenia odporności na warunki atmosferyczne nie stawiałabym jej na odkrytym balkonie ani przed domem.

Najbardziej przekonuje mnie jednak jej ponadczasowy wygląd. Za rok mogę zmienić kolor bombek, kupić inny bieżnik albo zrezygnować z połowy dekoracji, a czarna latarenka z czerwoną kokardą nadal będzie pasować do grudniowego wystroju. I chyba właśnie takich rzeczy szukam przed świętami. Nie kolejnego drobiazgu, który po tygodniu mi się znudzi, tylko ozdoby, na którą przyjemnie będzie patrzeć podczas długich zimowych wieczorów.