Mam kilka kosmetyków, przy których promocja uruchamia we mnie tryb robienia zapasów. Nie dlatego, że każda czerwona metka działa na mnie jak magnes, ale dlatego, że jeśli coś regularnie zużywam, wolę kupić trzy opakowania za dobrą cenę niż za miesiąc wracać po jedno w cenie regularnej. Z mgiełką Liquid Miracle od Eveline było dokładnie tak. Normalnie 100 ml kosztuje 29,99 zł, ale obecnie na oficjalnym sklepie Eveline Cosmetics widnieje cena 17,99 zł. Przy trzech sztukach w koszyku wychodzi 53,97 zł, czyli nadal mniej niż jedna trzecia ceny sprayu od Charlotte Tilbury za 185 zł.
Przestałam poprawiać puder po kilku godzinach. Ta mgiełka scala makijaż i zabiera efekt suchej „maski”
Mgiełkę Liquid Miracle od Eveline najbardziej lubię za moment tuż po aplikacji. Kiedy kończę makijaż nałożeniem pudru, bronzera, różu i rozświetlacza czasami mam wrażenie, że na twarzy widać każdą warstwę osobno. Kilka psiknięć Liquid Miracle sprawia u mnie, że wszystko zaczyna wyglądać bardziej spójnie. Pudrowość robi się mniej widoczna, a cera nabiera delikatnego blasku.
Zobacz także:
Nie oczekuję od fixera cudów. Jeśli podkład nie pasuje do skóry albo puder od początku wygląda źle, żadna mgiełka tego magicznie nie naprawi. Tutaj widzę jednak różnicę przede wszystkim w trwałości. Makijaż po kilku godzinach nadal wygląda u mnie świeżo, róż i rozświetlacz nie znika tak szybko, a podkład mniej się przeciera. Producent deklaruje utrwalenie nawet do 16 godzin i opisuje formułę jako lekką oraz niewyczuwalną. Sama nie siedzę ze stoperem i nie sprawdzam każdej aplikacji przez dokładnie 16 godzin, dlatego traktuję tę liczbę jako deklarację marki. Na mój zwykły dzień od rana do wieczora efekt jest jednak wystarczający.
fot. eveline.pl
Eveline daje bardzo podobny efekt do Charlotte Tilbury. Tyle że kosztuje ułamek ceny
To porównanie wcale nie jest naciągane. Liquid Miracle od Eveline naprawdę daje efekt bardzo zbliżony do Airbrush Flawless Finish Setting Spray od Charlotte Tilbury. Obie mgiełki mają przedłużać trwałość makijażu nawet do 16 godzin, scalać jego warstwy i zostawiać skórę świeżą, a nie suchą i przesadnie przypudrowaną.
Na mojej skórze Eveline działa dokładnie tak, jak oczekuję od dobrego fixera. Makijaż po aplikacji wygląda bardziej miękko, mniej pudrowo i dłużej trzyma się w ryzach, dlatego spokojnie traktuję ją jako zamiennik Charlotte Tilbury. Największą różnicę widać dopiero przy kasie. Za Charlotte Tilbury trzeba zapłacić 185 zł, a Liquid Miracle kosztuje teraz 17,99 zł. Przy takiej różnicy cenowej naprawdę trudno mi znaleźć powód, żeby nie zrobić zapasu.
PDRN, CICA i ceramidy w utrwalaczu? Skład przypomina bardziej pielęgnację niż zwykły fixer
To właśnie tutaj Liquid Miracle najbardziej odróżnia się od innych dostępnych na rynku mgiełek, które mają w zasadzie tylko jedno zadanie: stworzyć na twarzy warstwę utrwalającą. W składzie pojawiają się między innymi PDRN, ferment z CICA, ceramidy, mleczko ryżowe i kofeina. PDRN jest tutaj jednym z najbardziej przyciągających uwagę haseł, bo od pewnego czasu ten składnik mocno przewija się w kosmetykach inspirowanych koreańską pielęgnacją. Zastosowane PDRN ma wspierać procesy regeneracyjne i poprawić wygląd skóry. Do tego dochodzi Centella asiatica, czyli CICA. Eveline Cosmetics przypisuje jej działanie łagodzące i wspierające barierę skóry. Są też ceramidy, czyli lipidy naturalnie obecne w skórze, które w kosmetykach stosuje się przede wszystkim z myślą o wsparciu bariery hydrolipidowej i ograniczaniu utraty wilgoci. Mleczko ryżowe ma natomiast wspierać wygładzenie i zmiękczenie skóry, a kofeina została dodana z myślą o świeższym wyglądzie cery. Nie oczekiwałabym oczywiście, że fixer zastąpi serum, krem czy pełną rutynę pielęgnacyjną. Podoba mi się jednak, że produkt noszony na twarzy przez wiele godzin nie kończy swojego działania na samym „lakierowaniu” makijażu.
To również może cię zainteresować: Gdy na głowie „siwa awaria”, sięgam po to cacko za 19,99 zł z Rossmanna. Kilka ruchów gąbeczką i odrost znika bez farbowania
Psikam w trakcie i po makijażu. Z odległości 20 cm robi największą różnicę
Liquid Miracle można stosować przed makijażem, w trakcie albo po jego wykonaniu. Producent zaleca wstrząsnąć butelką i rozpylić produkt z odległości około 20 cm, pamiętając o zamknięciu oczu. Ja najczęściej używam jej do scalania kolejnych warstw make-upu i już na sam koniec. Nie przykładam atomizera blisko twarzy, bo zależy mi na możliwie równomiernej warstwie. Mgiełka od Eveline to kosmetyk, który faktycznie zużywam, więc trzy butelki nie będą leżały latami w szufladzie. Zużycie jednej 100 mililitrowej to u mnie kwestia miesiąca.
Przy regularnej cenie też uważałam ją za rozsądny zakup. Teraz różnica względem Charlotte Tilbury robi się jednak absurdalnie duża. Nie twierdzę, że droższy spray nie ma sensu, ma bowiem nieco inne wykończenie, własną formułę i swoje grono fanek. Ale skoro Eveline za 17,99 zł daje mi efekt, którego potrzebuję na co dzień, tym razem 185 zł zostawiam w portfelu.
Obserwuj nas na Google







