Jako dziecko uwielbiałam przedświąteczne wyprawy do centrum miasta. Wcale nie chodziło o zakupy. Najlepsze były wystawy, na których stały małe choinki, bałwanki, domki i figurki otoczone sztucznym śniegiem. Mogłam przyglądać się im dłużej niż zabawkom. Dziś podobny klimat najczęściej tworzę w domu sama, choć zamiast zastawiać każdy parapet ozdobami, wybieram jedną większą dekorację. Gdy zobaczyłam czarną latarnię z zimową scenką w środku, dokładnie wiedziałam, z czym mi się kojarzy.
Zajrzałam przez szybkę i od razu wróciły wspomnienia sprzed lat. W środku latarenki ukryto małą świąteczną scenkę
Z zewnątrz przypomina klasyczną czarną latarnię z uchwytem. Ma przeszklone ścianki, daszek oraz wycięte gwiazdki. Cała zabawa zaczyna się jednak dopiero w środku. Zależnie od wariantu można zobaczyć tam niewielką zimową scenkę, choinki i świąteczne postacie. Na egzemplarzu ze zdjęcia widać między innymi bałwanki, białe gałązki z czerwonymi ptaszkami i miniaturowe drzewka. To właśnie ten efekt przypomniał mi dekorowane wystawy z dzieciństwa. Nie jest to kolejna zwykła lampka ani pusty lampion, do którego trzeba dokupić świecę. Scenka jest już gotowa. Stawiam latarnię na komodzie i właściwie nie potrzebuję niczego więcej obok.
Zobacz także:
Dekoracja jest też całkiem spora. Ma 42 cm wysokości i 21 cm szerokości, więc nie ginie między innymi ozdobami. Action podaje, że latarenka jest przeznaczona do wnętrz i ma uchwyt. Widzę ją nie tylko na komodzie. Dobrze wygląda na szerokim parapecie, stoliku pomocniczym albo w przedpokoju, gdzie staje się pierwszym świątecznym akcentem widocznym po wejściu do domu. Nie stawiam jej natomiast na niezadaszonym balkonie czy przed drzwiami. To dekoracja do wnętrza, więc właśnie tam szukam dla niej miejsca.
fot. mat. własne Story.pl
Dopiero po włączeniu latarenka pokazuje drugą twarz. Światło LED podkreśla maleńką zimową dekorację
W dzień największą uwagę przyciąga sama scenka. Wieczorem dochodzi do tego światło LED. Action sprzedaje produkt jako latarenkę świąteczną z oświetleniem, a źródło światła znajduje się już w zestawie. Nie traktuję jej oczywiście jak lampy do czytania. To oświetlenie dekoracyjne. Jego zadaniem jest wydobycie szczegółów ukrytych za szybkami i stworzenie niewielkiego świetlnego punktu w pomieszczeniu. Właśnie dlatego najlepiej podoba mi się po zmroku, gdy wyłączam główne światło w salonie.
Interesuje cię tanie urządzanie wnętrz? W takim razie to też warto sprawdzić: Tłoczony wzór, głęboka zieleń, a w dotyku niemal jak aksamit. Takiej pościeli nie powstydziłaby się nawet księżna Kate, a to z Lidla
Latarenka działa na trzy popularne baterie typu C. Trzeba je kupić oddzielnie, ponieważ nie znajdują się w zestawie. Dla mnie bateryjne zasilanie ma jedną dużą zaletę. Nie szukam gniazdka i nie ciągnę przewodu za komodą. Mogę ustawić dekorację tam, gdzie rzeczywiście najlepiej wygląda. Najpierw wylądowała u mnie na komodzie. Później przeniosłam ją bliżej okna i właśnie tam spodobała mi się najbardziej. Po zmroku widzę świąteczną scenkę, a w szybach pojawiają się delikatne odbicia. Niewielka rzecz, ale dokładnie taki nastrój pamiętam z grudniowych wystaw oglądanych wiele lat temu.
Za gotową dekorację ze światłem zapłaciłam 69,95 zł. Nie muszę dokładać do niej świecy ani osobnych lampek
Za 69,95 zł dostaję gotową dekorację o wymiarach 42 × 21 cm ze świąteczną scenką i źródłem światła LED. Nie jest to najtańsza drobnostka z działu świątecznego, dlatego przed zakupem zastanowiłam się, gdzie rzeczywiście ją postawię. Przy większych ozdobach mam prostą zasadę. Nie kupuję ich tylko dlatego, że ładnie prezentują się w sklepie. Muszę od razu widzieć dla nich konkretne miejsce w domu.
Tutaj nie miałam z tym problemu. Latarnia jest na tyle duża, że może zostać główną dekoracją komody. Nie dokładam do niej pięciu figurek, dwóch lampionów i sznura lampek. Wystarczą niewielkie gałązki albo kilka bombek położonych obok. Sama scenka robi resztę. Podoba mi się również czarny kolor obudowy. Nie ogranicza mnie do czerwono zielonych dekoracji. Mogę postawić obok złote bombki, drewniane ozdoby albo białe dodatki i nadal wszystko do siebie pasuje. Po świętach chowam jeden większy element zamiast pudełka pełnego przypadkowych drobiazgów.
W Action świąteczne półki już przyciągają wzrok, więc nie zostawiam zakupów na ostatnią chwilę. Z dostępnością konkretnego wariantu lepiej jednak nie zgadywać
Kiedy zobaczyłam kilka latarenek stojących na półce, od razu pomyślałam, że tym razem nie będę czekać do grudnia. W poprzednich latach nieraz odkładałam zakup dekoracji, a później wracałam i nie znajdowałam już wariantu, który najbardziej mi się podobał. Dlatego tym razem zastosowałam inną zasadę. Skoro dekoracja naprawdę mi się spodobała, pasuje wymiarami do miejsca, które dla niej wybrałam, i wiem, że będę jej używać przez cały okres świąteczny, nie odkładam decyzji tylko po to, żeby wrócić po nią za kilka tygodni. Najbardziej cieszy mnie jednak nie to, że kupiłam ją wcześniej. Chodzi o ten moment po pierwszym włączeniu. Stałam przed komodą, patrzyłam na maleńką scenkę za szybkami i nagle przypomniały mi się wystawy, przed którymi zatrzymywałam się jako dziecko. I właśnie za takie drobne skojarzenia najbardziej lubię wyciągać świąteczne dekoracje.

Obserwuj nas na Google







