Porządek w kuchni potrafi zniknąć w jeden dzień. Rano stawiam na blacie kawę i herbatę, później dochodzą przyprawy, pieczywo, serwetki i kilka drobiazgów, których nie chce mi się za każdym razem chować. Wieczorem okazuje się, że miejsca do przygotowania kolacji zostało tyle, co nic. Zamiast szukać większego mebla, wolę więc organizować przestrzeń w pionie. W niewielkim pomieszczeniu każdy dodatkowy poziom może się przydać.
Półka kuchenna z Sinsay tworzy drugi poziom do przechowywania. W małej kuchni taki prosty patent naprawdę ma sens
W Sinsay znalazłam beżową półkę kuchenną. Na zdjęciu produktu widać organizer zbudowany z dwóch otwartych pojemników umieszczonych jeden nad drugim. Dolny jest większy i głębszy, natomiast górny znajduje się na dwóch czarnych wspornikach. To właśnie ten układ najbardziej mnie zainteresował, bo pozwala wykorzystać wysokość nad blatem zamiast rozstawiać wszystko obok siebie.
Zobacz także:
Pojemniki mają wygląd naturalnego bambusa, a ciemne elementy konstrukcji tworzą z nimi wyraźny kontrast. Całość jest prosta, bez napisów i ozdobników. Dzięki temu organizer nie wygląda jak typowy plastikowy koszyk, który najchętniej schowałabym za drzwiczkami. Dolna część może pomieścić większe rzeczy, a górna nadaje się do drobiazgów, które dobrze mieć pod ręką. Brzegi obu pojemników są podwyższone, więc zawartość nie stoi bezpośrednio na odkrytej półeczce. Najważniejsza jest jednak sama konstrukcja. Na powierzchni zajmowanej przez jeden organizer dostaję dwa miejsca do przechowywania. W małej kuchni właśnie takie wykorzystywanie przestrzeni w pionie interesuje mnie najbardziej.
fot. sinsay.pl
Kubki na dole, miseczki na górze i wreszcie wszystko widzę. Nie muszę budować chwiejnej wieży z naczyń
Najbardziej oczywiste zastosowanie widzę w szafce z kubkami. Zamiast ustawiać jedne na drugich, dzielę przestrzeń na dwa poziomy. Na dole trzymam rzeczy, po które sięgam najczęściej, a wyżej te używane trochę rzadziej. Podobnie można rozdzielić małe talerzyki i miseczki.
To drobna zmiana, ale przy codziennym korzystaniu z kuchni może być bardzo wygodna. Nie muszę zdejmować kilku rzeczy, żeby dostać się do tej znajdującej się na samym spodzie. Od razu widzę też, co mam w szafce.
Szukasz ciekawych rozwiązań aranżacyjnych? To też warto sprawdzić: Wcisnęłam między lodówkę, a szafkę i mam 3x więcej miejsca w kuchni. Biedronka przeceniła o 49% spiżarnię na kółkach
Druga opcja to przyprawy i niewielkie produkty spożywcze. Przy jednej płaskiej powierzchni wszystko szybko ustawia się w rzędzie. To, co trafi do tyłu, po kilku dniach przestaje istnieć w mojej świadomości. Dodatkowy poziom daje możliwość rozdzielenia produktów według częstotliwości używania albo rodzaju. Nie pakuję jednak organizera do granic możliwości. Dla mnie jego zadaniem nie jest zmieszczenie jak największej liczby przedmiotów, tylko zrobienie porządku. Gdy na dwóch poziomach ponownie powstaje sterta, cały pomysł traci sens.
Na blacie też znajdę dla niej zastosowanie. Dodatkowa półka porządkuje rzeczy, które zwykle stoją obok siebie
Organizer nie musi trafić do szafki. W małej kuchni równie cenny jest blat, szczególnie gdy ekspres, czajnik i kilka pojemników zabierają większość dostępnej powierzchni. Przy kąciku kawowym wykorzystuję takie pięterko do rozdzielenia drobiazgów. Filiżanki mogą znaleźć się na jednym poziomie, a akcesoria do przygotowania kawy na drugim. Podobnie działa to przy herbacie. Zamiast rozstawiać kilka opakowań szeroko po blacie, wykorzystuję również przestrzeń nad nimi.
Innym miejscem jest okolica, w której przechowuję często używane dodatki do gotowania. Tutaj ważna jest jednak jedna zasada. Nie ustawiam organizera tam, gdzie mógłby przeszkadzać podczas pracy albo znajdować się zbyt blisko źródła ciepła. Wolny blat jest dla mnie cenniejszy niż dodatkowe miejsce zdobyte za wszelką cenę. Taki sposób organizacji sprawdza mi się również dlatego, że niczego nie muszę przebudowywać. Gdy zmieniam układ kuchni, po prostu przenoszę półkę w inne miejsce. Dzisiaj pomaga przy kubkach, za jakiś czas może uporządkować zapasy.
Zanim kupię organizer do szafki, robię jedną prostą rzecz. Mierzę przestrzeń i sprawdzam, co naprawdę chcę na nim trzymać
Przy takich akcesoriach łatwo zachwycić się pomysłem, a dopiero w domu odkryć, że zabrakło kilku centymetrów. Dlatego przed zakupem mierzę wnętrze szafki. Interesuje mnie nie tylko jej szerokość, ale też wysokość dostępna pomiędzy półkami. Później patrzę na rzeczy, które rzeczywiście chcę uporządkować. To szczególnie ważne przy wysokich kubkach, szklankach czy pojemnikach. Dodatkowy poziom ma przecież ułatwiać dostęp, a nie sprawić, że wszystko zostanie ściśnięte.
Właśnie w tym widzę największą zaletę kuchennych organizerów. Nie potrzebuję remontu, dodatkowej szafki ani kolejnego regału stojącego na podłodze. Zaczynam lepiej wykorzystywać to, co już mam. W małej kuchni takie rozwiązania cenię bardziej niż kolejne dekoracyjne gadżety. Półka nie sprawi, że pomieszczenie nagle stanie się większe. Potrafi jednak wykorzystać przestrzeń w pionie, o której wcześniej zwyczajnie zapominałam. I czasem właśnie tego jednego pięterka najbardziej mi brakowało.

Obserwuj nas na Google







