Pogoda tej jesieni naprawdę nas rozpieszcza i można chodzić w lżejszych butach. Mam jednak świadomość, że mokasyny i sneakersy za chwilę mogą już nie wystarczyć, szczególnie rano i wieczorem, gdy robi się wyraźnie chłodniej. Zaczęłam więc powoli rozglądać się za bardziej zabudowanym obuwiem, które będzie pasowało zarówno do spodni, jak i sukienek czy dłuższych płaszczy. Początkowo planowałam zajrzeć do CCC, ale tym razem jesienną perełkę znalazłam w Sinsay.
Skórzane sztyblety z Sinsay od razu zwróciły moją uwagę. Czarny kolor i prosty wygląd sprawiają, że szybko się nie znudzą
Przeglądałam nowości na jesień i zimę w Sinsay właściwie bez większych oczekiwań. Kojarzę ten sklep przede wszystkim z ubraniami i dodatkami do domu, dlatego tym większe było moje zaskoczenie, gdy trafiłam na czarne sztyblety. Już na pierwszy rzut oka wyglądały dokładnie tak, jak lubię. Bez zbędnych ozdób, bez klamerek, ćwieków czy dekoracyjnych przeszyć. Po prostu klasyczne, czarne botki, które można zestawić z większością rzeczy z szafy.
Zobacz także:
Właśnie czarny kolor najbardziej mnie przekonał. Jest uniwersalny, ponadczasowy i bardzo łatwo łączy się z innymi barwami. Pasuje zarówno do jasnych beży, kremów i szarości, jak i do brązów, granatu czy innych ciemnych odcieni. Jesienią większość kobiet stawia właśnie na czarne buty i ja zdecydowanie należę do tego grona. To kolor, który nie wychodzi z mody, dlatego mam poczucie, że takie sztyblety będę nosić nie tylko w tym sezonie.
Największym zaskoczeniem był dla mnie materiał, ponieważ są to skórzane sztyblety. Kosztują 139,99 zł, co jak na takie obuwie jest naprawdę niewielką kwotą. Długo się więc nie zastanawiałam i dodałam je do koszyka. Teraz mam sztyblety na jesień, które wyglądają klasycznie, mają uniwersalny kolor i nie wymagały ode mnie wydawania kilkuset złotych.
fot. sinsay.com
Masywna podeszwa dodaje kilka centymetrów i ładnie unosi sylwetkę. Wyższa cholewka sprawia, że te sztyblety wyglądają jeszcze zgrabniej
Sam kolor to jedno, ale w tych butach bardzo spodobał mi się również ich krój. Cholewka jest wyższa i sięga ponad kostkę, więc sztyblety wyglądają konkretniej niż bardzo niskie botki. Po bokach mają elastyczne wstawki, czyli charakterystyczny element tego typu obuwia. Dzięki nim cholewka może lepiej dopasować się w okolicy kostki, a same buty łatwiej wsunąć na stopę.
Najbardziej podoba mi się jednak podeszwa typu traktor. Z tyłu ma 4,5 cm wysokości, a z przodu 3 cm. Nie jest więc zupełnie płaska, choć nadal pozostaje wygodna do codziennego chodzenia. Taka wysokość dodaje mi kilka centymetrów i wizualnie unosi sylwetkę. Mam też wrażenie, że przy takiej podeszwie nogi wyglądają smuklej, szczególnie kiedy zakładam węższe spodnie albo legginsy.
Okrągły nosek również jest na plus. Nie wygląda przesadnie masywnie, a przy tym pasuje do prostego, miejskiego charakteru sztybletów. Całość jest dość minimalistyczna, dzięki czemu masywna podeszwa nie przytłacza butów. Mogę je założyć do jeansów i kurtki, ale spokojnie widzę je też przy dzianinowej sukience i długim płaszczu.
Warto zerknąć również na ten komplecik z Lidla: Karmelowy komplet z Lidla jest wart wcześniejszej pobudki. Wysoki stan, warkoczowy splot i niska cena mnie kupiły, 8.10 będę polować
Skórzane sztyblety są miękkie i wygodne na co dzień. Naturalny materiał dobrze dopasowuje się do stopy
Skórzane buty mają tę zaletę, że przy odpowiednim użytkowaniu mogą dobrze służyć przez długi czas. Naturalna skóra jest elastyczna, potrafi dopasowywać się do stopy i zwykle jest przyjemniejsza w noszeniu niż wiele sztywnych, syntetycznych materiałów. Pozwala też stopom lepiej oddychać, co dla mnie ma duże znaczenie, zwłaszcza kiedy noszę zabudowane buty przez kilka godzin.
W tych sztybletach podoba mi się również zamszowe wykończenie. Wygląda bardzo elegancko i sprawia, że czerń nie jest zupełnie płaska. Zamsz wymaga jednak trochę więcej uwagi, szczególnie jesienią, kiedy łatwo o wilgoć, błoto i plamy. Przed pierwszym wyjściem zaimpregnowałam więc buty specjalnym preparatem przeznaczonym do zamszu. Chcę w ten sposób zwiększyć ich odporność na wilgoć i zabrudzenia, zanim pojawią się pierwsze jesienne deszcze. Taki krok zajmuje dosłownie chwilę, a później może oszczędzić sporo nerwów przy czyszczeniu.

Obserwuj nas na Google







