Gdy robi się chłodniej, moja garderoba szybko przechodzi małą zmianę. Cienkie sneakersy lądują głębiej w szafie, wracają grubsze swetry, kurtki i buty z wyższą cholewką. Nie oznacza to jednak, że od października chcę chodzić wyłącznie w ciężkich czarnych kozakach.
Lubię jaśniejsze buty, bo potrafią zupełnie odmienić jesienny zestaw. Szczególnie dobrze wyglądają przy kremach, beżach, brązach i jeansie. Dlatego beżowe botki w stylu outdoor od razu zwróciły moją uwagę. Mają sportowy charakter, ale nie wyglądają jak obuwie przeznaczone wyłącznie na wycieczkę.

Beżowe botki z Pepco mają wyższą cholewkę i sznurowanie. Wyglądają jak buty, które spakowałabym na jesienny weekend w górach

Pierwsze wrażenie robi fason. To nie są delikatne botki na obcasie ani klasyczne miejskie trzewiki. Model z Pepco ma wyższą cholewkę, sznurowanie i grubszą podeszwę. Całość ma wyraźny outdoorowy charakter. I właśnie dlatego widzę w tych butach sporo możliwości. Założyłabym je do prostych jeansów i grubego swetra, kiedy jadę na weekend poza miasto. W mieście zestawiłabym je z legginsami, dłuższą pikowaną kurtką i dużą torbą. Nie potrzebuję do nich skomplikowanej stylizacji.

Zobacz także:

Beż jest dodatkowym atutem. Jesienią często automatycznie sięgam po czerń, a później okazuje się, że pół szafy wygląda niemal identycznie. Jasne botki przełamują ten schemat. Szczególnie podobają mi się w połączeniu z kremowym albo karmelowym swetrem. Do tego niebieskie jeansy i właściwie jestem gotowa. Po pięćdziesiątce nie mam już ochoty spędzać pół godziny przed szafą, żeby wymyślić zestaw na zwykły spacer czy zakupy.

fot. pepco.pl

W środku czeka miękkie futerko, a pod stopą grubsza podeszwa. To właśnie te szczegóły przydają się podczas chłodniejszych dni

Wygląd to jedno, ale przy jesiennych butach szybko zaczynam interesować się wnętrzem. Pepco wykończyło ten model miękkim futerkiem. Ma ono zwiększać komfort podczas chłodniejszych dni. To dla mnie ważne, bo cienkie jesienne obuwie szybko przestaje wystarczać, gdy rano temperatura mocno spada. Szczególnie podczas dłuższego spaceru zaczynam wtedy tęsknić za czymś bardziej otulającym stopę.
Drugim praktycznym elementem jest grubsza podeszwa. Ma pomagać w izolowaniu stopy od podłoża i zwiększać wygodę codziennego użytkowania. Właśnie takich szczegółów szukam w butach na chłodniejszą część roku.

Szukasz modnych ubrań na jesień? To też warto sprawdzić: W CCC szykowałabym za takie 200 zł, w Lidlu znalazłam skórzane botki taupe połowę taniej. Z ciepłą podszewką i stabilną podeszwą

Nie nazywałabym ich jednak od razu butami na każdą zimową pogodę. W opisie nie ma informacji o wodoodporności, dlatego nie zakładałabym, że poradzą sobie z ulewnym deszczem, mokrym śniegiem czy głębokimi kałużami. To ważne, bo wygląd outdoorowy łatwo pomylić z technicznymi właściwościami. Na chłodny, suchy dzień brzmią jednak bardzo zachęcająco. Zwłaszcza gdy planuję spacer, zakupy albo kilka godzin poza domem i nie mam ochoty marznąć w lekkich półbutach.

Za botki z futerkiem Pepco chce 70 zł. Dostępna rozmiarówka obejmuje numery od 36 do 41

I tutaj pojawia się największe zaskoczenie. Botki kosztują 70 zł. Przy wyglądzie kojarzącym mi się z droższymi modelami outdoorowymi jest to kwota, przy której sama zatrzymałabym się przy półce na dłużej. Nie twierdzę oczywiście, że są odpowiednikiem technicznych butów kosztujących cztery razy więcej. Sam wygląd nie mówi nic o takich parametrach jak wodoodporność czy przeznaczenie do górskich wędrówek. Wizualnie jednak mają sporo elementów, które znamy z droższych modeli utrzymanych w podobnej stylistyce.

Pepco przygotowało rozmiary od 36 do 41. To dość szeroki zakres, choć w przypadku konkretnego sklepu dostępność poszczególnych numerów może być różna. Sieć zaznacza, że oferta w placówkach może różnić się ilością i dostępnością produktów. Przy takich butach szczególnie nie kupowałabym rozmiaru wyłącznie z przyzwyczajenia. Ocieplane wnętrze może inaczej układać się na stopie niż w zwykłych botkach. Sama przymierzyłabym je również ze skarpetkami podobnymi do tych, które zamierzam nosić jesienią. Dopiero wtedy sprawdziłabym, czy palce mają odpowiednio dużo miejsca i czy cholewka dobrze układa się podczas chodzenia. Niska cena cieszy, ale buty nadal muszą pasować do stopy.

Po 50. nie potrzebuję wysokiego obcasa, żeby dobrze wyglądać. Te botki zestawiłabym z rzeczami, które już wiszą w szafie

Największy plus takich butów widzę w codziennych stylizacjach. Nie wymagają kupowania nowej garderoby. Mogę wyjąć z szafy rzeczy, które mam od kilku sezonów, i po prostu zmienić obuwie. Najprostsza wersja to jeansy, jasny sweter i kurtka. Do legginsów dorzuciłabym dłuższą pikowaną kamizelkę albo płaszcz. Przy spodniach z szerszą nogawką pozwoliłabym natomiast, żeby spod materiału było widać głównie masywniejszą podeszwę.

Podoba mi się również zestaw z dzianinową sukienką. Takie połączenie jest mniej oczywiste, ale właśnie cięższe, sznurowane buty mogą odebrać sukience zbyt elegancki charakter. Powstaje strój na zwykły dzień, a nie wyłącznie na specjalne wyjście. I wcale nie uważam, że po pięćdziesiątce trzeba omijać podobne fasony. Wręcz przeciwnie. Sportowe botki, sneakersy czy szerokie spodnie mogą wyglądać świetnie niezależnie od metryki. Znacznie ważniejsze jest to, czy dobrze czuję się w danym zestawie. Te z Pepco najbardziej podobają mi się właśnie za połączenie kilku prostych cech. Są beżowe, mają wyższą cholewkę, sznurowanie, futerko i grubszą podeszwę. Nie próbują udawać eleganckich kozaków. Mają luźny, jesienny charakter i aż proszą się o zestawienie z grubym swetrem oraz ulubionymi jeansami.