Kupowanie kosmetyków dla drugiej osoby bywa zabawne. Szukamy czegoś dla męża, partnera czy syna i automatycznie kierujemy się do półki oznaczonej jako męska. Sama robię dokładnie to samo. Tym razem wróciłam do domu z niedrogim kremem do twarzy, który miał stać po jego stronie łazienkowej półki. Stał tam jednak bardzo krótko, bo któregoś dnia postanowiłam sprawdzić go na własnej skórze.

Najpierw kupiłam ten krem mężowi, później sama zaczęłam go używać. Napis „Men” szybko przestał mieć dla mnie znaczenie

Krem przeciwzmarszczkowy Isana Men Energy wpadł mi w oko podczas zakupów w Rossmannie. To przeciwzmarszczkowy krem do twarzy z SPF 15, który kosztuje 14,49 zł za 75 ml. Początkowo nie było żadnej historii o odkrywaniu niedocenionego kosmetyku. Po prostu kupiłam krem dla męża. Dopiero później sama zaczęłam go podkradać. Najpierw raz, z ciekawości. Potem kolejny. W końcu złapałam się na tym, że sięgam po jego tubkę zupełnie normalnie.

Zobacz także:

Nie mam z tym problemu, bo podział kosmetyków na damskie i męskie nie jest dla mnie najważniejszym kryterium. Patrzę przede wszystkim na to, czego potrzebuje moja skóra i jak reaguje na konkretną formułę. Oczywiście nie oznacza to, że krem będzie odpowiadał każdej kobiecie. Skóra może różnie reagować na te same składniki, dlatego przy nowym kosmetyku zawsze warto obserwować jej reakcję. W tym przypadku moje początkowe uprzedzenie wynikało właściwie tylko z jednego słowa na opakowaniu.

fot. rossmann.pl

Odwróciłam tubkę i zrozumiałam, dlaczego tak chętnie po niego sięgam. Q10 i peptyd to nie jedyne ciekawe składniki

Dopiero kiedy krem został już w naszej łazience na dobre, dokładniej zainteresowałam się jego formułą. I właśnie tutaj zrobiło się ciekawie. Rossmann wymienia koenzym Q10, czyli ubichinon. Producent przypisuje mu działanie antyoksydacyjne i wskazuje na ochronę przed stresem oksydacyjnym wywoływanym przez promieniowanie UV. W formule znajduje się również Palmitoyl Tripeptide 5, czyli peptyd. Do tego dochodzą witamina E oraz prowitamina B5. W INCI znajdziemy również glicerynę oraz oleje, między innymi makadamia, sojowy i słonecznikowy. Według informacji podanych przez Rossmanna zastosowany kompleks lipidowy ma wspierać naturalną barierę ochronną skóry. Formuła jest odpowiednia dla wegan.

Szukasz urodowych polecajek? To także może wpaść ci w oko: Nie pomadka i nie zwykły błyszczyk. W Rossmannie znalazłam karmelowy tint z peptydami. Nawilża, zostawia subtelny kolor i się nie klei

Właśnie takich konkretów szukam dziś częściej niż efektownego słoiczka. Nie oczekuję od kremu za kilkanaście złotych magicznego cofnięcia czasu. Interesuje mnie natomiast codzienna pielęgnacja, która jest prosta i nie wymaga kupowania pięciu kolejnych produktów. Producent deklaruje działanie przeciwzmarszczkowe i poprawę jędrności skóry. Na stronie Rossmanna podano, że deklaracje dotyczące redukcji widoczności zmarszczek oparto na badaniach po 28 dniach stosowania.

Rano nakładam go na twarz i szyję, ale o jednej rzeczy pamiętam. SPF 15 nie zastępuje mi mocniejszej ochrony przed słońcem

Isana Men Energy jest przeznaczony do stosowania rano. Zgodnie ze sposobem użycia krem nakłada się na oczyszczoną skórę twarzy i szyi, omijając okolice oczu. Dla mnie wygodne jest to, że krem zawiera SPF 15. Nie oznacza to jednak, że traktuję go jako pełne rozwiązanie przeciwsłoneczne na każdy dzień i każdą sytuację. Przy większej ekspozycji na słońce sięgam po osobny kosmetyk zapewniający odpowiednio wysoką ochronę.

Zwróciłabym też uwagę na kompozycję zapachową. W składzie widnieją między innymi linalool, limonene i citral. Dla mnie nie przekreśla to kosmetyku, ale osoby ze szczególnie wrażliwą cerą powinny wiedzieć o ich obecności przed pierwszym użyciem. I właśnie dlatego nie namawiałabym nikogo do wybierania kremu wyłącznie na podstawie tego, że mnie odpowiada. Możemy mieć zupełnie inne potrzeby skóry. Za to sama historia z męską tubką przypomniała mi, żeby nie skreślać produktu przed przeczytaniem etykiety.

Z ciekawości zajrzałam też do opinii innych klientów Rossmanna. Ocena 4,7 na 5 zrobiła na mnie wrażenie

Na stronie drogerii krem ma średnią 4,7 na 5 przy 68 opiniach oznaczonych jako zweryfikowane zakupem. Pokazują, jak produkt został odebrany przez osoby, które rzeczywiście go kupiły. Mnie ta historia nauczyła czegoś jeszcze. W drogerii bardzo łatwo poruszać się utartymi ścieżkami. Damska półka dla mnie, męska dla męża i właściwie nie ma nad czym się zastanawiać.

Tymczasem czasem wystarczy zajrzeć kawałek dalej. Nie dlatego, że każdy męski kosmetyk jest tajnym zamiennikiem drogiego kremu dla kobiet. Chodzi raczej o to, żeby nie płacić za obietnice zapisane dużymi literami na froncie opakowania, zanim nie sprawdzimy, co rzeczywiście znajduje się w środku. U mnie zaczęło się bardzo zwyczajnie. Kupiłam krem mężowi, później raz go spróbowałam, a z czasem zaczęłam korzystać z niego regularnie. Teraz napis „Men” właściwie przestałam zauważać. Znacznie bardziej interesuje mnie zawartość tubki. Tylko mąż czasami zauważa, że jego krem podejrzanie szybko się kończy.