Jesienią wraca u mnie ochota na małe lampki, świece i ciepłe światło. Kiedy o 17 za oknem robi się szaro, górne oświetlenie wydaje mi się zdecydowanie za mocne. Wolę kilka delikatniejszych punktów rozsianych po mieszkaniu. Nie oznacza to jednak, że w październiku zamieniam salon w skład dyni. Coraz bardziej podobają mi się dekoracje, które tylko lekko nawiązują do pory roku. Dzięki temu nie muszę po kilku tygodniach pakować wszystkiego do pudeł i zastanawiać się, gdzie to przechowywać do następnej jesieni.
Nakrapiana ceramika robi tutaj największe wrażenie. Kremowy kolor uspokaja jesienny motyw
W Dino zauważyłam niewielki kominek zapachowy i pierwsza wcale nie rzuciła mi się w oczy dynia. Znacznie ciekawsza była sama ceramika. Jest jasna, kremowa i pokryta drobnymi ciemniejszymi kropeczkami. Do tego ma błyszczące wykończenie. Właśnie to nakrapianie sprawia, że całość kojarzy mi się z przedmiotami z małych pracowni ceramicznych. Nie twierdzę oczywiście, że kominek został wykonany ręcznie. Chodzi o sam efekt wizualny. Powierzchnia nie jest jednolita, dzięki czemu przedmiot wygląda ciekawiej i mniej masowo.
Zobacz także:
Na froncie znajduje się delikatny różowy motyw dyni. Jest subtelny, więc nie dominuje całej dekoracji. Obok widać też mały okrągły otwór, a z przodu większe wycięcie przeznaczone na tealight. Całość ma 8,8 na 8,5 na 9,4 cm. To naprawdę niewielka dekoracja, więc nie potrzebuje osobnej półki ani dużej komody. Można znaleźć dla niej miejsce nawet w małym mieszkaniu.
fot. mat. własne Story.pl
Jesienią postawiłabym go obok kubka z herbatą i kilku kasztanów. Później wystarczy zmienić otoczenie dekoracji
Dynia oczywiście najmocniej kojarzy się z jesienią. Dlatego we wrześniu czy październiku wykorzystałabym ten kominek właśnie w takim klimacie. Widzę go na drewnianej tacy obok świecy, małego wazonu z gałązkami albo kilku kasztanów przyniesionych ze spaceru. Nie trzeba dokładać pomarańczowych liści, figurek grzybków i całej armii dyń. Kremowa ceramika sama dobrze pasuje do brązów, beżów i naturalnego drewna.
Szukasz ciekawych rozwiązań do domu? To też może wpaść ci w oko: Myślałam, że mam za mało miejsca w kuchni. Tak naprawdę źle wykorzystywałam szafki, Sinsay ma rozwiązanie za grosze
Później wcale nie trzeba jej chować. Zimą postawiłabym kominek obok prostych białych świec. Wiosną może stanąć przy wazonie z kwiatami, a latem na jasnej tacy razem z innymi neutralnymi dodatkami. Oczywiście różowa dynia nie zniknie, więc osoba szukająca całkowicie uniwersalnej dekoracji może uznać ją za zbyt sezonową. Dla mnie jest jednak na tyle delikatna, że nie przeszkadzałaby mi poza październikiem. To nie jest duża pomarańczowa ozdoba, która od razu woła „Halloween”. I chyba właśnie dlatego ten model podoba mi się bardziej niż mocno sezonowe dekoracje. Mogę jesienią podkreślić jego charakter dodatkami, a później po prostu zestawić go z czymś spokojniejszym.
Kominek zapachowy z Dino kosztuje 7,99 zł. Przy tej cenie najbardziej zaskoczyło mnie jego wykończenie
Cena widoczna przy produkcie to 7,99 zł. Jego forma wskazuje na klasyczny kominek z miejscem na tealight na dole oraz miseczką na górze. I właśnie cena w połączeniu z wyglądem zwróciła moją uwagę. Nakrapiana powierzchnia, kremowa barwa i delikatny rysunek sprawiają, że nie wygląda jak typowa bardzo tania sezonowa ozdoba.
To również fajny sposób na małą zmianę w domu bez kupowania kolejnego obrusu, poduszek czy kompletu dekoracji. Czasami mam ochotę zrobić coś z mieszkaniem, ale jednocześnie wiem, że nie potrzebuję następnych dużych przedmiotów. Wtedy właśnie podobne drobiazgi mają najwięcej sensu. Postawiłabym go przede wszystkim tam, gdzie często spędzam wieczory. Może to być komoda w salonie, stolik albo półka ustawiona w bezpiecznym miejscu. Przy używaniu tealightu trzeba oczywiście pamiętać, że mamy do czynienia z otwartym płomieniem. Kominek powinien stać stabilnie, z dala od łatwopalnych przedmiotów, dzieci i zwierząt.
Nie potrzebuję całej kolekcji jesiennych ozdób. Jeden ceramiczny drobiazg wystarczy, żeby zrobiło się przytulniej
Kiedyś łatwo dawałam się skusić sezonowym dekoracjom. Jedna dynia, druga dynia, girlanda, ozdobna tacka i nagle po sezonie potrzebowałam sporego pudła, żeby to wszystko schować. Teraz wolę kupić jeden drobiazg, który naprawdę mi się podoba. Ten kominek pasuje do takiego podejścia. Jest niewielki, ma spokojną kolorystykę i można go łatwo wkomponować między rzeczy, które już mamy.
Nie wymaga też urządzania wokół niego całej aranżacji. Przy jasnym wnętrzu może po prostu stanąć na półce. W bardziej klasycznym salonie zestawiłabym go z drewnem i szkłem. W sypialni dobrze wyglądałby wśród kremowych i beżowych dodatków. Najbardziej przekonuje mnie jednak sama ceramika. Drobne nakrapianie jest szczegółem, który można byłoby łatwo pominąć, a to ono nadaje temu przedmiotowi charakter. Z daleka widzę prosty kremowy kominek. Z bliska pojawia się faktura, połysk i delikatny rysunek. Nie jest to dekoracja, która odmieni cały salon. I dobrze. Czasami nie potrzebuję wielkiej metamorfozy, tylko małego elementu, który wieczorem sprawi, że mój ulubiony kąt będzie wyglądał trochę przyjemniej.

Obserwuj nas na Google







