Jesienią robię pranie tak samo często jak latem, ale jego suszenie wygląda już zupełnie inaczej. Nie mogę wystawić rzeczy na balkon i liczyć, że po kilku godzinach będą suche. Zaczyna się więc rozstawianie suszarki w mieszkaniu, przekładanie jej z pokoju do pokoju i omijanie jej za każdym razem, gdy chcę przejść. Przy dużym praniu jeszcze jestem w stanie to zaakceptować, ale dla kilku drobnych rzeczy zaczęłam szukać wygodniejszego rozwiązania.
Duża suszarka na pranie zajmuje sporo miejsca i nie zawsze jest mi potrzebna. Przy kilku rzeczach wolę korzystać z mniejszego rozwiązania
Klasyczna rozkładana suszarka przez lata była u mnie podstawą. Nadal z niej korzystam, szczególnie kiedy piorę pościel, ręczniki albo większą porcję ubrań. Problem zaczyna się wtedy, gdy do wysuszenia mam tylko kilka rzeczy. Rozstawianie całej konstrukcji dla paru koszulek, skarpet czy bielizny zwyczajnie przestało mieć dla mnie sens.
Zobacz także:
Najbardziej przeszkadza mi to jesienią i zimą. Latem część prania mogę wynieść na zewnątrz, natomiast w chłodniejsze miesiące wszystko zostaje w mieszkaniu. Rozłożona suszarka zajmuje kawałek salonu albo sypialni i potrafi stać tam przez dłuższy czas.
W niewielkim mieszkaniu każdy wolny fragment podłogi ma znaczenie. Zaczęłam więc szukać sposobu, dzięki któremu przy mniejszym praniu nie będę musiała za każdym razem wyciągać dużej suszarki. Najbardziej zainteresowały mnie niewielkie modele przeznaczone do zawieszenia. Nie potrzebują własnego miejsca na podłodze, a po skończonym suszeniu można je zdjąć i schować. To proste rozwiązanie, ale właśnie takich rzeczy najbardziej brakuje mi podczas codziennych domowych obowiązków.
Gdy zaczyna się sezon grzewczy, kaloryfer może przydać się nie tylko do ogrzewania mieszkania. Ten gadżet pozwala wykorzystać przestrzeń, która zwykle pozostaje pusta
Tak trafiłam na suszarki zawieszane na kaloryferze. Spodobały mi się przede wszystkim ze względu na niewielkie rozmiary. Zamiast rozstawiać duży stelaż, wykorzystuję miejsce przy grzejniku. Dla mnie to szczególnie wygodne w łazience albo w niewielkim pokoju, gdzie każdy dodatkowy przedmiot stojący na podłodze szybko zaczyna przeszkadzać.
Takie rozwiązanie najlepiej sprawdza mi się przy mniejszych rzeczach. Nie traktuję go jako całkowitego zamiennika dużej suszarki. Po wypraniu kilku drobiazgów nie potrzebuję jednak kilku metrów powierzchni do rozwieszania.
Podoba mi się również to, że po wszystkim mogę odzyskać przestrzeń praktycznie od razu. Zdejmuję suszarkę i odkładam ją na miejsce. Nie muszę zastanawiać się, gdzie przesunąć dużą konstrukcję, gdy chcę odkurzyć albo po prostu swobodnie przejść przez pokój.
Suszarka na kaloryfer z Aldi kosztuje 15,99 zł i wytrzymuje do 4,5 kg prania. Składane ramiona ułatwiają mi jej przechowywanie
Sprawdziłam ofertę dobrze znanych sieciówek i miałam dużo szczęścia, bo w nowej ofercie Aldi zobaczyłam właśnie taką suszarkę na kaloryfer. Kosztuje 15,99 zł, więc przy tej cenie postanowiłam sprawdzić, czy rzeczywiście ułatwi mi suszenie mniejszych porcji prania.
Najważniejsza jest dla mnie sama konstrukcja. Suszarkę zawieszam na kaloryferze, dzięki czemu nie zajmuje miejsca na podłodze. Jej maksymalne obciążenie wynosi 4,5 kg. Nie muszę więc ograniczać jej do jednej pary skarpet, choć oczywiście ilość rozwieszonych rzeczy dopasowuję do dostępnego miejsca.
fot. aldi.pl
Model ma również składane ramiona. Ten szczegół przekonał mnie szczególnie, bo w małym mieszkaniu problemem bywa nie tylko korzystanie z domowych akcesoriów, ale później także ich przechowywanie. Po zdjęciu suszarki mogę ją zwyczajnie złożyć, dzięki czemu łatwiej znaleźć dla niej miejsce.
To również może cię zainteresować: Zmarzluchy, pędem do Lidla. Waniliowy kocyk jak puszysta chmurka właśnie wleciał na promkę. Pomieści całą rodzinę
W ofercie dostępne są dwa warianty kolorystyczne. Dla mnie kolor ma tutaj jednak drugorzędne znaczenie. Znacznie ważniejsze jest to, że za 15,99 zł dostaję dodatkowe miejsce do rozwieszenia prania bez stawiania kolejnego przedmiotu na środku pokoju.

Obserwuj nas na Google







