Przed 1 listopada zawsze mam ten sam dylemat. Chcę wyglądać schludnie i elegancko, ale wiem też, że czeka mnie sporo czasu na zewnątrz. Raz jest kilkanaście stopni i słońce, innym razem wieje, pada i po godzinie marzę już tylko o gorącej herbacie. Dlatego ubrania na ten dzień kompletuję trochę inaczej niż na zwykłe wyjście. Zaczynam od wygodnych butów, później wybieram warstwy, a na końcu płaszcz. Powinien być na tyle długi, żeby osłaniał sporą część sylwetki, a jednocześnie wyglądać dobrze zarówno z sukienką, jak i ze spodniami. I właśnie dlatego zwróciłam uwagę na ten model z Sinsay.
Ten płaszcz z Sinsay ma 15 procent wełny i 5 procent wiskozy. Skład zaskoczył mnie bardziej niż sama cena
Na pierwszy rzut oka spodobał mi się fason, ale chwilę później zajrzałam do składu. I tu było moje największe zaskoczenie. Materiał główny składa się w 62 procentach z poliestru, 15 procentach z wełny, 12 procentach z akrylu, 5 procentach z poliamidu, 5 procentach z wiskozy oraz 1 procenta bawełny. Podszewka jest w całości poliestrowa. Od razu zaznaczę jedną rzecz. To nie jest wełniany płaszcz w takim znaczeniu, jak modele wykonane w większości z wełny. Głównym składnikiem pozostaje poliester. Mimo wszystko 15 procent wełny w płaszczu za 139,99 zł zwróciło moją uwagę, bo przy ubraniach z tej półki cenowej zazwyczaj nie spodziewam się jej w składzie. Podoba mi się też obecność wiskozy. Jest jej 5 procent, więc nie ma sensu robić z tego głównej zalety produktu, ale razem z pozostałymi włóknami tworzy materiał o ciekawszym składzie niż zwykłe stuprocentowo poliestrowe okrycie.
Zobacz także:
Sam płaszcz jest długi, ma klasyczny wykładany kołnierz i dwurzędowe zapięcie na guziki. Są też długie rękawy zakończone guzikami oraz pasek. Dla mnie ten ostatni detal ma spore znaczenie. Mogę pozostawić płaszcz luźno rozpięty albo przewiązać go w talii, kiedy zależy mi na bardziej uporządkowanej sylwetce. Materiał ma wzór w jodełkę, który bardzo pasuje mi do jesiennych i zimowych stylizacji. Dzięki niemu powierzchnia płaszcza nie wygląda zupełnie gładko, ale jednocześnie nie jest to wzór, który trudno zestawiać z innymi ubraniami. Do bordowego modelu założyłabym czarne spodnie, ciemną sukienkę albo prostą spódnicę i sweter. Producent określa krój jako regular i styl smart casual. To dobrze oddaje charakter tego modelu. Nie jest przesadnie formalny, więc nie widzę problemu, żeby później nosić go do jeansów. Jednocześnie na 1 listopada wygląda wystarczająco elegancko, szczególnie z ciemnymi dodatkami.
fot. sinsay.com
Na 1 listopada długość ma dla mnie większe znaczenie niż chwilowy trend. Pasek i dwurzędowe zapięcie pozwalają łatwo dopasować płaszcz do stylizacji
Wszystkich Świętych to nie jest dzień, kiedy mam ochotę poprawiać ubranie co pięć minut. Zdarza się, że spędzam na zewnątrz kilka godzin, dlatego stawiam na rzeczy praktyczne. Ten model jest długi i właśnie to przekonuje mnie najbardziej. Na zdjęciach sięga wyraźnie poniżej kolan, więc osłania znacznie większą część sylwetki niż krótka kurtka czy płaszczyk kończący się na biodrach. Dużą zaletą jest dla mnie pasek. W cieplejszy dzień mogę pozostawić płaszcz bardziej swobodny. Gdy zrobi się chłodniej, zapinam guziki i dodatkowo przewiązuję talię. To również prosty sposób na zmianę proporcji całej stylizacji bez kombinowania z dodatkami.
Do wyboru są rozmiary od XS do XXL. Według informacji dostępnych przy produkcie większość klientów ocenia rozmiar jako zgodny z typową rozmiarówką. Mimo tego przy płaszczu zawsze sprawdziłabym tabelę wymiarów. Jesienią nie przymierzam przecież okrycia wyłącznie na cienką bluzkę. Chcę mieć trochę miejsca na sweter, marynarkę albo dodatkową warstwę.
I tu dochodzimy do bardzo ważnej informacji. Ten model nie ma ocieplenia i nie jest wodoodporny. Nie traktowałabym więc 15 procent wełny jak gwarancji, że w bardzo zimny listopadowy dzień można wyjść w cienkiej bluzce i będzie ciepło. Przy niskiej temperaturze dołożyłabym sweter, szalik i odpowiednie buty. Plusem jest podszewka. Przy długim płaszczu doceniam ją szczególnie wtedy, gdy zakładam pod spód sukienkę lub bardziej miękki sweter. Całość łatwiej się układa i nie zaczepia tak mocno o inne warstwy ubrania.
Bordowy kolor wygląda jesiennie, ale jest też spokojniejsza wersja beżowa. Za 139,99 zł można wybrać wariant pasujący do własnej szafy
Najpierw zwróciłam uwagę na bordowy wariant. Ten odcień od razu kojarzy mi się z jesienią, ale nie jest tak oczywisty jak czerń czy granat. Przy wzorze w jodełkę wygląda moim zdaniem jeszcze ciekawiej. Na 1 listopada zestawiłabym go bardzo prosto. Czarne spodnie albo sukienka, ciemne botki, szalik i niewielka torebka wystarczą. Sam płaszcz ma już charakter, więc nie potrzebuję wielu ozdób. Dzięki temu później mogę wykorzystać go w zupełnie codziennych zestawach, na przykład z jeansami i swetrem. Osoby, które wolą spokojniejsze kolory, mają do wyboru także wariant beżowy. To bezpieczniejsza opcja, jeśli w szafie dominują brązy, kremy, szarości i inne jasne odcienie. Beż łatwo zestawić praktycznie z całą jesienną garderobą. Bordowy natomiast będzie bardziej wyrazisty.
Cena obu wariantów wynosi 139,99 zł. Przy takim budżecie skład z 15 procentami wełny, 5 procentami wiskozy oraz pełną podszewką uważam za wart uwagi. Nie udawałabym jednak, że dostajemy odpowiednik drogiego, wełnianego płaszcza za kilkaset złotych. Poliester stanowi 62 procent materiału i warto mieć tego świadomość. Mimo tego w tym modelu podoba mi się coś, czego szukam w jesiennych ubraniach coraz częściej. Nie jest stworzony wyłącznie na jedną okazję. Na Wszystkich Świętych mogę założyć go do eleganckiego zestawu, a tydzień później narzucić na sweter i jeansy przed wyjściem do miasta.
To również może cię zainteresować: Na Wszystkich Św. założę czekoladowy płaszcz z Sinsay. Ma krój jak z mediolańskiego butiku i podkreśla talię. Cena jak za sweter
Za 139,99 zł dostaję długi płaszcz, dwa kolory do wyboru, pasek, podszewkę, klasyczny kołnierz i domieszkę wełny. Bordowy zdecydowanie bardziej pasuje mi do listopadowego klimatu, ale beżowy jest łatwiejszy do zestawiania. Ja przed 1 listopada wybrałabym ten pierwszy, dołożyła gruby sweter oraz szalik i dopiero wtedy uznała, że jestem przygotowana na kilka godzin poza domem.
Obserwuj nas na Google







