Jesienne grzybobranie ma u mnie swój stały rytuał. Wygodne buty, koszyk, nóż i wyjazd możliwie wcześnie rano. Najprzyjemniejszy jest oczywiście moment, kiedy między liśćmi zaczynają pojawiać się kolejne sztuki, a dno koszyka przestaje być widoczne. Po powrocie do domu entuzjazm trochę jednak opada. Zbiory trzeba przejrzeć, oczyścić i szybko zdecydować, co z nimi zrobić. Właśnie z tym ostatnim w tym roku miałam największy problem.
Pełny kosz grzybów cieszy, ale po powrocie do domu oznacza sporo pracy. Jesienią staram się od razu zaplanować, co zrobię ze swoimi zbiorami
Na grzyby jeżdżę regularnie i coraz częściej zdarzają mi się takie wyprawy, podczas których kolejne skupiska dorodnych kapeluszy trafiają się niemal na każdym kroku. Wtedy naprawdę trudno wrócić do domu z kilkoma sztukami.
Zobacz także:
Po powrocie do domu w kuchni zaczyna się druga część grzybobrania, bo przecież zebranych grzybów nie można zostawić na kilka dni w koszyku z myślą, że zajmiemy się nimi później. Ja staram się możliwie szybko je przejrzeć, oczyścić i podzielić według tego, jak zamierzam je wykorzystać.
Część przeznaczam do przygotowania od razu. Z innych z kolei robię zapasy. Moim ulubionym procesem jest suszenie, ponieważ mogę sięgnąć po aromatyczne grzyby również poza sezonem. Nie jest to jednak takie proste. Przy większych zbiorach, wysuszenie grzybów okazuje się bowiem niemałym wyzwaniem.
Przez lata suszyłam grzyby domowymi sposobami, ale w tym roku było ich znacznie więcej. Postanowiłam poszukać innego rozwiązania
Do tej pory nie czułam potrzeby kupowania osobnego urządzenia. Przy mniejszych zbiorach radziłam sobie metodami, które znałam od lat. Problem pojawił się dopiero wtedy, gdy jednego dnia miałam do przygotowania znacznie więcej grzybów. Nagle okazało się, że każdy kawałek wolnego miejsca jest na wagę złota. Zamiast cieszyć się udanym grzybobraniem, zaczęłam zastanawiać się, gdzie rozłożę kolejne porcje. Nie chciałam też, żeby część zbiorów się zmarnowała tylko dlatego, że nie zdążę ich odpowiednio przygotować.
Wtedy zaczęłam przyglądać się elektrycznym suszarkom do grzybów. To dość proste urządzenia składające się z kilku ustawionych jeden nad drugim tac. Rozkłada się na nich przygotowane produkty, a ciepłe powietrze krążące wewnątrz pomaga stopniowo pozbywać się z nich wilgoci. Dzięki temu nie muszę zajmować grzybami dużej części kuchennego blatu czy stołu.
Przy wyborze suszarki zwracam uwagę przede wszystkim na liczbę i pojemność tac. Przy większych zbiorach kilka poziomów naprawdę robi różnicę, bo mogę jednocześnie rozłożyć znacznie więcej przygotowanych grzybów. Ważna jest dla mnie również możliwość regulowania temperatury.
Praktyczne są też przezroczyste tace. Mogę wtedy obserwować zawartość bez ciągłego rozbierania całej konstrukcji. Sprawdzam także, czy poszczególne elementy łatwo się myje, bo po kilku partiach grzybów ostatnią rzeczą, na jaką mam ochotę, jest długie szorowanie urządzenia. Myślałam, że skoro mam takie wymagania, to będzie mnie czekał duży wydatek, jednak mocno się zaskoczyłam. Wszystko dzięki promocji Biedronki.
Suszarka do grzybów z Biedronki ma 5 pojemnych tac i regulację temperatury. Teraz kosztuje aż 55% mniej
Suszarka do grzybów Lafe NutriDry ma 5 pojemnych tac, więc jednocześnie można rozłożyć na nich sporą porcję przygotowanych produktów. Same tacki są przezroczyste. Dzięki temu łatwiej obserwować, co dzieje się w środku, bez ciągłego przekładania zawartości.
Urządzenie ma moc 250 W. Wyposażono je również w termostat pozwalający regulować temperaturę oraz wbudowany wentylator, który równomiernie rozprowadza ciepło. Przy suszeniu różnych produktów możliwość dopasowania temperatury jest dla mnie znacznie praktyczniejsza niż urządzenie działające tylko w jednym ustawieniu.
fot. home.biedronka.pl
Spodobał mi się również prosty szczegół związany ze sprzątaniem. Tace można myć w zmywarce. Po przygotowaniu większej ilości grzybów naprawdę doceniam rozwiązania, które nie dokładają mi później kolejnego długiego mycia w zlewie. Suszarka ma też zabezpieczenie przed przegrzaniem.
To również może cię zainteresować: Zmarzluchy, pędem do Lidla. Waniliowy kocyk jak puszysta chmurka właśnie wleciał na promkę. Pomieści całą rodzinę
Cena była tym, co ostatecznie zwróciło moją uwagę. W Biedronka Home urządzenie kosztuje 119 zł, podczas gdy podana cena regularna przed promocją wynosi 269 zł. Oferta ma obowiązywać do 31 października 2026 roku.

Obserwuj nas na Google







