Początek chłodniejszych dni zawsze kończy się u mnie tym samym. Otwieram szafę, patrzę na płaszcze z poprzednich sezonów i dochodzę do wniosku, że właściwie niczego im nie brakuje. Po prostu trochę mi się opatrzyły. Zamiast wymieniać całą garderobę, wolę wtedy pobawić się dodatkami. Szal potrafi zrobić zaskakująco dużo, bo znajduje się blisko twarzy i zajmuje sporą część stylizacji. Nowy kolor albo ciekawa faktura wystarczają, żeby dobrze znany płaszcz dostał drugie życie.

Szal bouclé z Action kosztuje 25,95 zł. Puszysta struktura przypomina mi miękką kaszmirową chmurkę

W Action znalazłam szal bouclé za 25,95 zł. Jest tkany, ma charakterystyczną nierówną strukturę i został wykończony frędzlami. Sklep opisuje go również jako bardzo miły w dotyku. Dostępne są różne wzory oraz kolory, więc nie trzeba ograniczać się do jednej wersji. Najbardziej podoba mi się właśnie powierzchnia materiału. Bouclé ma w sobie coś, co wizualnie daje poczucie miękkości i otulenia. Stąd moje skojarzenie z kaszmirową chmurką. Trzeba jednak zaznaczyć, że kaszmir jest tutaj wyłącznie porównaniem wyglądu i przytulnego charakteru. Szal wykonano z poliestru.

Zobacz także:

I wcale mi to nie przeszkadza, kiedy szukam niedrogiego dodatku na jeden z najbardziej intensywnie używanych okresów w roku. Szal noszę przecież niemal codziennie. Wrzucam go do samochodu, przewieszam przez krzesło w kawiarni, chowam do torby i zabieram na spacer. Nie potrzebuję więc rzeczy, z którą będę obchodziła się jak z porcelaną. Frędzle dodatkowo przełamują prostą formę. Przy gładkim płaszczu taki detal wystarczy, żeby stylizacja nie wyglądała zbyt zachowawczo. Nie potrzeba już dużej broszki, wzorzystej czapki ani kilku innych ozdób.

fot. action.pl

Stary płaszcz nie musi od razu wylądować na dnie szafy. Wystarczy zmienić to, co noszę najbliżej twarzy

Mam płaszcz, który co roku przechodzi mój jesienny przegląd garderoby. Za każdym razem dochodzę do wniosku, że nadal dobrze wygląda, więc szkoda wydawać pieniądze na następny. Problem pojawia się dopiero po kilku tygodniach, gdy zaczyna mi się zwyczajnie nudzić. Właśnie tutaj szal robi największą różnicę. Przy czarnym płaszczu wybrałabym jaśniejszą albo wzorzystą wersję, która rozświetla górną część stroju. Do beżowego czy karmelowego okrycia pasują z kolei zarówno spokojne odcienie, jak i mocniejszy wzór. Przy granatowym można pozwolić sobie na kontrast.

Szukasz modowych polecajek? To także warto sprawdzić: Kolor kawy z mlekiem i gruba podeszwa. Botki z Lidla wyglądają jak z kolekcji za kilka stówek, a modne 50-tki biorą na potęgę

Nie trzeba też za każdym razem wiązać go pod szyją w identyczny sposób. Raz zarzucam oba końce swobodnie z przodu, innym razem owijam szal wokół szyi. Przy rozpiętym płaszczu można pozwolić mu opaść niżej, dzięki czemu staje się właściwie częścią całej stylizacji. To mój ulubiony sposób na oszczędne odświeżenie szafy. Zamiast kupować nowe okrycie za kilkaset złotych, zaczynam od drobnej zmiany. Czasem okazuje się, że dokładnie tego brakowało mi, żeby znowu polubić rzeczy z poprzednich lat.

Bouclé najlepiej wygląda przy prostych fasonach. Przy gładkiej kurtce jego faktura wychodzi na pierwszy plan

Szal o wyrazistej powierzchni nie potrzebuje skomplikowanego towarzystwa. Założyłabym go do klasycznego jednorzędowego płaszcza, prostej pikowanej kurtki albo jesiennego trencza. Im spokojniejsza baza, tym bardziej widać ciekawą strukturę materiału. Pod spodem wystarczy gładki sweter. Do tego jeansy albo materiałowe spodnie i skórzana torebka, którą mam od kilku sezonów. W takim zestawie nie ma nic skomplikowanego, ale szal sprawia, że całość nie wygląda jak ubranie założone w pośpiechu.

Podoba mi się również pomysł zestawienia go z dzianinową sukienką. Wtedy nie traktuję szala wyłącznie jako ochrony przed chłodem. Staje się dodatkiem podobnym do biżuterii czy torebki, tylko znacznie bardziej widocznym. Właśnie dlatego lubię większe szale bardziej niż niewielkie apaszki w chłodnych miesiącach. Mogę się nimi rzeczywiście otulić, a jednocześnie wykorzystać je do zmiany proporcji stroju. Nie muszę przy tym wymyślać skomplikowanych stylizacji. Całą robotę robi faktura.

Z takim szalem obchodzę się delikatniej niż ze zwykłym polarem. Pralka tak, ale nie każdy program będzie odpowiedni

Przy puszystych dodatkach zawsze sprawdzam metkę przed pierwszym praniem. Ten model można prać w programie przeznaczonym do tkanin delikatnych. Nie powinno się go natomiast prasować ani wkładać do suszarki bębnowej. To ważne szczególnie przy takiej powierzchni materiału. Nie chcę przecież kupić szala właśnie dla jego charakterystycznej struktury, a później potraktować go tak, że straci swój wygląd.

Po sezonie nie upycham podobnych dodatków pomiędzy ciężkimi rzeczami. Wolę je luźno złożyć i odłożyć na półkę. Dzięki temu jesienią nie zaczynam od walki z pozaciąganymi frędzlami i mocnymi zagnieceniami. Najbardziej przekonuje mnie jednak coś zupełnie innego. To nie jest zakup, wokół którego trzeba budować całą nową garderobę. Biorę płaszcz, który już mam, prosty sweter i ulubione spodnie. Dodaję puszysty szal bouclé i nagle zestaw, który nosiłam przez poprzednią jesień, nabiera innego charakteru. Czasami właśnie taki drobiazg wystarcza, żeby nie mieć ochoty kupować kolejnego płaszcza.