Jesienne wizyty na cmentarzu mają swój dobrze znany rytuał. Porządkujemy nagrobki, układamy kwiaty, wymieniamy wypalone świece i sprawdzamy, co trzeba dokupić przed 1 listopada. Sama coraz częściej wybieram proste dekoracje i staram się nie przesadzać z ich liczbą. Wolę kilka spokojnych dodatków niż nagrobek zastawiony od brzegu do brzegu. Przy okazji zwracam uwagę na rozwiązania, które później nie wymagają ciągłego poprawiania czy sprzątania.

W Dino znalazłam wkład LED do znicza za 4,99 zł. Wygląda jak niewielka biała świeca

Na półce w Dino wypatrzyłam wkład LED Subito S9 do znicza. Jedna sztuka kosztowała 4,99 zł. Z wyglądu jest bardzo prosty. Ma biały korpus, a na górze przezroczysty żółty element imitujący płomień. Dzięki temu po włożeniu do odpowiedniego znicza nadal przypomina tradycyjną świecę, choć nie ma tutaj prawdziwego ognia. Właśnie ten szczegół najbardziej mnie zainteresował. Przy zwykłym wkładzie mamy knot, wosk lub parafinę i płomień. Tutaj źródłem światła jest LED. Nie trzeba więc wyciągać zapalniczki ani zapałek, żeby go uruchomić.

Zobacz także:

Na opakowaniu widoczna jest również informacja, że to wkład do znicza LED. Na etykiecie samego produktu podano zasilanie bateryjne. I tutaj widzę sporą zaletę takiego rozwiązania. Nie ma spalania, więc nie powstaje sadza charakterystyczna dla prawdziwego płomienia. Nie ma też roztopionego wosku, który może spływać i zostawiać zabrudzenia. To szczególnie praktyczne przy ozdobnych zniczach, których nie chcę później długo czyścić. Szklane ścianki wyglądają znacznie lepiej, kiedy od środka nie pokrywa ich ciemny nalot. Wkład LED pozwala też uniknąć zaschniętych resztek wosku na dnie.

fot. mat. własne Story.pl

Brak otwartego płomienia zmienia sposób używania znicza. Nie trzeba też martwić się skapującym woskiem

Klasyczna świeca ma swój urok i trudno temu zaprzeczyć. Sama lubię widok prawdziwego płomienia, szczególnie wieczorem. Ma jednak również kilka praktycznych wad. Knot może zgasnąć, a środek wkładu podczas palenia stopniowo się zużywa. Zdarza się również, że wosk pozostawia ślady wewnątrz znicza. LED działa inaczej. Żółta końcówka ma imitować płomień, ale niczego nie spala. Dla mnie to ciekawa opcja zwłaszcza wtedy, gdy zależy mi przede wszystkim na świetle i schludnym wyglądzie dekoracji.

Szukasz ciekawych rozwiązań na Wszystkich Świętych? To też warto sprawdzić: Do znicza wkładam ją zamiast tradycyjnego wkładu. Z Pepco, świeci tygodniami, bez parafiny, a ma tańczący płomień

Takie rozwiązanie ma jeszcze jeden plus. Mogę wykorzystać ozdobny znicz, który już mam, zamiast za każdym razem kupować kolejny kompletny model. Wystarczy dobrać wkład pasujący do jego wnętrza. Przed zakupem zawsze sprawdzam więc wysokość i szerokość miejsca przeznaczonego na świecę. Nie każdy wkład będzie odpowiedni do każdego znicza, nawet gdy na pierwszy rzut oka wydaje się niewielki. Podoba mi się również to, że po wypaleniu tradycyjnej świecy nie zostaje tutaj pojemnik z resztkami parafiny. Przy większej liczbie zniczy takich drobiazgów zbiera się zaskakująco dużo.

Wkład LED może świecić długo, ale czas pracy zależy od baterii. Jest jednak trwalszy od tradycyjnego wkładu

Przy takich produktach najbardziej kusi mnie perspektywa długiego działania. W przypadku wkładu LED nie mamy przecież świecy, która wypala się wraz z upływem kolejnych godzin. Źródło światła korzysta z energii zgromadzonej w bateriach. W praktyce będzie on zależał między innymi od zastosowanych baterii i sposobu użytkowania. Dla mnie ważniejsze jest coś innego. Mogę włączyć wkład wtedy, kiedy chcę go używać, a później sprawdzić jego działanie podczas kolejnej wizyty na cmentarzu. Nie zakładam przy tym, że raz uruchomiony będzie świecił przez dowolnie długi czas.

Warto również pamiętać, że elektronika nie jest tym samym co tradycyjna świeca. Przed włożeniem wkładu do konkretnego lampionu sprawdzam, czy mieści się stabilnie i czy sam znicz zapewnia mu odpowiednią osłonę. To drobiazg, ale jesienią warunki na cmentarzu potrafią szybko się zmieniać.

Za kilka złotych można odświeżyć znicz, który już stoi w domu. To właśnie tutaj widzę największą oszczędność

Przed 1 listopada bardzo łatwo wpaść w pułapkę kupowania wszystkiego od nowa. Nowy znicz, nowa wiązanka, kolejne dekoracje i nagle z pozornie niewielkich wydatków robi się pokaźna suma. Dlatego najpierw zaglądam do pudeł, w których przechowuję rzeczy z poprzednich sezonów. Porządny szklany znicz może przecież posłużyć ponownie. Czyszczę go, sprawdzam stan obudowy i dopiero wtedy dobieram środek. W takim układzie niedrogi wkład LED jest dla mnie znacznie ciekawszy niż kupowanie kolejnej dużej dekoracji tylko dlatego, że poprzednia świeca się wypaliła.

Nie oznacza to oczywiście, że LED zawsze będzie lepszym wyborem od tradycyjnego wkładu. Kto lubi naturalny, migoczący ogień, zapewne nadal wybierze klasyczną świecę. Tutaj dostajemy jego imitację i warto mieć tego świadomość przed zakupem. Ja patrzę na to przede wszystkim praktycznie. Brak knota oznacza brak dymu z procesu spalania, a brak roztapiającego się wosku oznacza mniej zabrudzeń do usuwania. Do tego dochodzi niewielki koszt pojedynczego wkładu. Przy przygotowywaniu kilku zniczy przed Wszystkich Świętych właśnie takie drobne oszczędności potrafią mieć największy sens.