Ręczniki wymieniam zdecydowanie częściej niż pościel czy inne domowe tekstylia. Jedne tracą miękkość, inne po wielu praniach przestają wyglądać tak dobrze jak na początku. Dlatego od czasu do czasu robię przegląd łazienkowej szafki i pozbywam się najbardziej wysłużonych egzemplarzy. Tym razem chciałam dokupić kilka prostych ręczników do rąk. Miały być bawełniane, w ładnym kolorze i przede wszystkim niedrogie. Nie spodziewałam się, że na tak dobrej jakości ręczniki trafię w Sinsay i to po 10 zł sztuka.
Po ręcznikach za około 10 zł za sztukę nie oczekiwałam wiele. Parametr 400 GSM sprawił, że spojrzałam na ten zestaw z Sinsay zupełnie inaczej
Przy tanich ręcznikach, np. z Action czy Sinsay zawsze mam jedną obawę. Na pierwszy rzut oka wyglądają dobrze, a później okazują się tak cienkie, że bardziej przypominają większą ściereczkę. Właśnie dlatego zamiast sugerować się wyłącznie wyglądem, to w przypadku zestawu z Sinsay sprawdziłam również gramaturę. Wynosi ona 400 GSM, czyli 400 gramów materiału na metr kwadratowy.
Zobacz także:
Ten parametr mówi przede wszystkim o masie i gęstości tkaniny. Im wyższa gramatura, tym ręcznik jest zwykle cięższy i bardziej mięsisty, choć sama liczba nie przesądza jeszcze o jego jakości czy chłonności.
fot. sinsay.com
400 GSM jest dla mnie rozsądnym środkiem do codziennego użytkowania. Nie jest to ekstremalnie ciężki ręcznik, który długo schnie, ale jednocześnie nie mówimy o bardzo cienkim materiale, który straci formę po 2-3 praniach.
Butelkowa zieleń od razu wpadła mi w oko, ale skład jest równie ważny. Ręczniki wykonano z bawełny i wykończono prostym żakardowym pasem
Druga rzecz, która mnie przekonała, to kolor. Sinsay określa go jako butelkowa zieleń. Jest głęboki i spokojny, dlatego widzę go zarówno w jasnej łazience z drewnem, jak i w ciemniejszym wnętrzu.
Ręczniki mają bardzo prosty wygląd. Nie ma tutaj napisów, haftowanych kwiatów ani wzorów, które za kilka miesięcy mogłyby mi się znudzić. Powierzchnia jest gładka, a wykończenie materiału opisano jako żakardowe. Na dole widać dekoracyjny pas utrzymany w tej samej kolorystyce.
Najważniejszy jest jednak materiał. Ręczniki wykonano w 100% z bawełny. To dla mnie istotniejsze niż ozdobne detale, ponieważ kupuję je przede wszystkim do codziennego używania. Każda z 2 sztuk ma wymiary 50 x 90 cm. To rozmiar, który wykorzystałabym przede wszystkim do rąk, twarzy czy włosów. Zestaw może więc dobrze sprawdzić się przy umywalce albo jako dodatkowe ręczniki dla gości.
Bawełniane ręczniki mogą długo zachować miękkość i dobrą chłonność. Dużo zależy od tego, jak je piorę i suszę
Nawet dobry ręcznik szybko może stracić przyjemną fakturę, gdy niewłaściwie o niego dbam. Właśnie dlatego przede wszystkim zawsze sprawdzam metkę i piorę ręczniki zgodnie z zaleceniami producenta. To tam znajduje się właściwa temperatura prania oraz informacja o dozwolonym sposobie suszenia.
Staram się też nie przesadzać z ilością detergentu. Więcej proszku czy płynu wcale nie oznacza lepszego prania. Jego nadmiar może pozostać we włóknach i z czasem pogorszyć chłonność ręcznika. Z podobnego powodu ostrożnie podchodzę do płynów do płukania, które mogą osadzać się na włóknach bawełny.
Ręczników nie upycham również ciasno w pralce. Potrzebują miejsca, żeby woda i detergent mogły swobodnie przepływać pomiędzy nimi. Butelkową zieleń na początku prałabym z podobnymi, ciemnymi kolorami, żeby nie ryzykować zafarbowania jasnych tekstyliów.
To również może cię zainteresować: Postawiłam na komodzie małą butelkę dyniowego eliksiru. Teraz jesień czuć od samych drzwi, a zapłaciłam tylko 24,99 zł w Home&You
Po praniu najważniejsze jest dla mnie dokładne wysuszenie. Nie składam wilgotnego ręcznika i nie wrzucam go od razu do szafki, ponieważ zatrzymana wilgoć sprzyja powstawaniu nieprzyjemnego zapachu. Dopiero całkowicie suchy ręcznik składam i odkładam na półkę. Przy tak prostych zasadach nie potrzeba żadnych specjalnych preparatów ani działań, żeby na co dzień rozsądnie dbać o bawełniane ręczniki.

Obserwuj nas na Google







