Czasami mam wrażenie, że bałagan w mojej łazience pojawia się właściwie znikąd. Rano, gdy już zdążę przygotować się na dzień wypełniony zajęciami i obowiązkami, na blacie rozrzucone są kosmetyki do pielęgnacji, makijażu, szczotka do włosów i perfumy, które nigdy nie lądują z powrotem na “swoim” miejscu. Wieczorem dochodzi do tego jeszcze kilka innych drobiazgów i nagle okazuje się, że wokół umywalki nie ma już gdzie wcisnąć czegokolwiek innego. Jednak kiedy, zaciekawiona nową jesienną kolekcją, pewnego dnia wybrałam się do JYSK, zobaczyłam na półce różowy, nieco minimalistyczny organizer i od razu pomyślałam, że właśnie czegoś takiego mi brakowało.

Przybornik na kosmetyki z JYSK ma skandynawski vibe. Właśnie takiego dodatku potrzebowałam w swojej łazience

Moją uwagę w pierwszej kolejności przykuł kolor. To nie jest cukierkowy róż, który zdominowałby moją łazienkę, tylko spokojny, lekko przygaszony odcień. Organizer ma również zaokrąglone krawędzie, prostą formę i małe nóżki.

Zobacz także:

Moja najnowsza zdobycz z JYSK ma w sobie ten lekki skandynawski sznyt, którego prywatnie jestem wierną fanką. Lubię, kiedy w moim mieszkaniu czuć przytulną, wyciszającą atmosferę, a wnętrza są utrzymane w subtelnej kolorystyce i stylistyce.

fot. jysk.pl

Przybornik HUSUM kosztuje 20 zł. Widząc tylko metkę z ceną, spodziewałabym się raczej zwykłego plastikowego pudełka, które po prostu spełnia swoją funkcję, a w rzeczywistości dostałam o wiele więcej. Mój nowy łazienkowy dodatek jest na tyle estetyczny, że spokojnie postawiłabym go na widoku, zarówno w łazience, jak i na toaletce w sypialni. Dzięki temu drobiazgowi z JYSKA w końcu nie muszę chować wszystkich swoich kosmetyków za drzwiczkami szafki, żeby zrobiło się schludniej.

Kilka przegródek i kosmetyczny chaos nagle znika. Szkoda, że nie miałam go wcześniej

Organizer ma 22 cm szerokości, 16 cm długości i 14 cm wysokości, więc nie zajmuje połowy blatu. W środku podzielono go na kilka części o różnych rozmiarach. I dobrze, bo wrzucenie wszystkiego do jednego dużego pojemnika tylko zamieniłoby jeden bałagan w drugi.

W większych przegródkach mogę ułożyć kremy i generalnie większe opakowania kosmetyków, np. podkład do twarzy, puder i produkty do konturowania. Dorzucę również szczotkę do włosów, której używam kilka razy dziennie, przez co dobrze mieć ją pod ręką w łatwo dostępnym miejscu.

Mniejsze przegródki organizera z kolei aż proszą się o pędzle, tusz do rzęs, produkty do ust i wszystkie te drobiazgi, których używam w codziennym makijażu, a które do tej pory zwykle gubiłam gdzieś w całym porannym galimatiasie.

Właśnie ten podział na kilka mniejszych “kosmetycznych” stref zrobił największą robotę. Teraz wszystko ma swoje miejsce i rano naprawdę łatwiej jest się ogarnąć. Niby drobiazg, ale takie małe usprawnienia porannej rutyny, która i tak jest już wystarczająco wymagająca, potrafią być zaskakująco pomocne.

Co ważne, przybornik nie jest też przesadnie duży. Mieści sporo, a przy tym nadal wygląda lekko i nie zabiera mi całego blatu. Doceniam to szczególnie w łazience, gdzie przestrzeń wokół umywalki szybko robi się towarem deficytowym.

Może cię również zainteresować: Ostatnia sztuka czekała na mnie w Action. Tani stolik 2w1 w stylu scandi ogarnia bałagan w salonie, a ja mam miejsce na dyniowe latte

Za 20 zł uporządkowałam blat i przy okazji dodałam łazience trochę koloru. Organizer z JYSK sprawdza się znakomicie

Różowy organizer wykonano w 100 proc. z poliestru z recyklingu. Materiał jest gładki i łatwy do mycia, co zasługuje na duże wyróżnienie. Wystarczy przecież tylko kropelka podkładu albo odrobina pudru, żeby po kilku dniach nawet najładniejszy pojemnik przestał wyglądać estetycznie. Możliwość szybkiego wyczyszczenia takiego produktu jest na wagę złota.

Od teraz kremy, pędzle i wszystkie inne najczęściej używane przeze mnie kosmetyki w końcu stoją w jednym konkretnym miejscu, a blat nie wygląda jak po katastrofie. Przybornik z JYSK poleciłam już wszystkim swoim koleżankom, a to chyba najlepszy dowód na to, że zakup oceniam bardzo pozytywnie.