Jesienią najbardziej lubię ubrania, przy których nie muszę długo zastanawiać się nad stylizacją. Zakładam prosty sweter, spodnie, wygodne botki i potrzebuję już tylko okrycia, które zbierze wszystko w całość. Nie przepadam za kupowaniem rzeczy wyłącznie na jedną okazję. Wolę znaleźć coś, co wykorzystam podczas zwykłego wyjścia na zakupy, spaceru czy rodzinnego spotkania. W tym roku wyjątkowo mocno ciągnie mnie do brązów. Są spokojniejsze od czerni, a jednocześnie łatwo zestawić je z tym, co już mam w szafie.

Przed 1 listopada szukałam czegoś eleganckiego, bo sporo czasu spędzę na zewnątrz. Płaszcz jest dla mnie najlepszym połączeniem wygody i odświętnego wyglądu

Wszystkich Św. oznacza u mnie sporo czasu poza domem. Najpierw przygotowania i porządkowanie grobów, później ponowna wizyta na cmentarzu 1 listopada. Pogoda o tej porze roku potrafi być kapryśna, dlatego nie chcę zostawiać wyboru ubrania na ostatnią chwilę.

Zobacz także:

Zależało mi na okryciu, które będzie wyglądało odpowiednio elegancko, ale później nie zawiśnie na kilka miesięcy w szafie. Z tego powodu szybko odrzuciłam rzeczy bardzo ozdobne oraz fasony, które pasowałyby mi wyłącznie do sukienki. Potrzebowałam czegoś znacznie bardziej uniwersalnego.

Płaszcz wydaje mi się w takiej sytuacji najrozsądniejszym wyborem. Mogę założyć pod niego sweter, a całość nadal wygląda schludnie. Dobrze komponuje się ze spodniami, sukienką oraz spódnicą. Nie muszę więc budować całej garderoby wokół jednego okrycia.

Co więcej, w tym sezonie zamiast klasycznej czerni zaczęłam szukać brązu. Czekoladowe odcienie mają w sobie coś eleganckiego, ale nie są tak formalne. Ładnie wyglądają z kremem, beżem, czernią i jeansem. I właśnie podczas takich poszukiwań zajrzałam do Sinsay. Wybór był ogromny, jak zwykle się nie zawiodłam.

Czekoladowy płaszcz z Sinsay kosztuje 119,99 zł i ma pasek podkreślający talię. Prosty krój oraz szeroki kołnierz sprawiają, że wygląda jak klasyka z włoskich ulic

Na wieszaku zauważyłam od razu głęboki, ciemnobrązowy kolor. Nie jest to jasny karmel ani wpadający w rudość brąz. Mnie przypomina gorzką czekoladę i właśnie dlatego tak dobrze wpisuje się w jesienną garderobę. Płaszcz z Sinsay kosztuje 119,99 zł. Przy tej cenie najbardziej spodobało mi się to, że projekt nie został przeładowany detalami. Ma duży kołnierz, długie rękawy, kieszenie i wiązany pasek.

fot. archiwum prywatne/Story.pl

To właśnie pasek jest dla mnie najważniejszy. Mogę przewiązać go w talii i w prosty sposób nadać sylwetce bardziej zaznaczony kształt. Przy luźniejszych jesiennych ubraniach bardzo lubię taki zabieg. Gruby sweter pod spodem nie musi oznaczać, że cała stylizacja będzie wyglądała ciężko. Pasek zbiera materiał w talii i pozwala dopasować płaszcz do własnej sylwetki. Podoba mi się również długość. Płaszcz zakrywa sporą część sylwetki, więc z pewnością nie zmarznę. Z kolei kieszenie przydadzą mi się na drobiazgi, które lubię mieć pod ręką.

Czekoladowy płaszcz jesienią łączę z kremem, czernią i jeansem. Jedna para botków wystarczy mi do kilku zupełnie różnych stylizacji

Pierwszy zestaw, który od razu przyszedł mi do głowy, jest bardzo prosty. Czekoladowy płaszcz z Sinsay połączyłabym z kremowym swetrem, czarnymi spodniami i brązowymi botkami. Na 1 listopada wybrałabym przede wszystkim wygodne buty i cieplejsze warstwy, ponieważ wiem, że będę długo chodzić i stać na zewnątrz.

Na zwykły dzień zrobiłabym odwrotnie. Pod płaszcz założyłabym jeansy, jasny golf i sportowe buty. Pasek można wtedy zawiązać luźniej albo pozostawić płaszcz otwarty. Od razu robi się mniej formalnie. Bardzo podoba mi się też połączenie czekoladowego brązu z beżem. Jasne spodnie, kremowa dzianina i ciemnobrązowe okrycie tworzą spokojny zestaw bez kombinowania z wieloma kolorami. Do tego wystarczy prosta torebka i gotowe.

To również może cię zainteresować: Ta satynowa spódnica midi aż prosi się o botki i mięciutki golf. Weszłam do Mohito i nie mogłam się zdecydować, którą wybrać

Na bardziej eleganckie wyjście wybrałabym czarną sukienkę albo dzianinową spódnicę. Tutaj pasek szczególnie dobrze spełni swoją funkcję, ponieważ pozwoli zaznaczyć wyraźnie talię. Nie dokładałabym za to wielu dodatków w różnych odcieniach. Ten czekoladowy kolor sam jest mocnym elementem stylizacji. Wolę pozwolić mu grać pierwsze skrzypce, a resztę garderoby utrzymać w kremie, czerni, szarości lub beżu.