Kiedy dni robią się krótsze, mam większą ochotę zmienić kilka rzeczy w mieszkaniu. Nie robię wielkich sezonowych metamorfoz. Chowam letnie dodatki, wyciągam grubszy koc, zmieniam poszewki i dokładam jedno ciepłe źródło światła. Lubię takie drobne zmiany, bo nie wymagają ani przemeblowania, ani dużych zakupów. Właśnie w takim jesiennym klimacie utrzymana jest dekoracja, którą zauważyłam podczas zakupów w Dino.
Czarna latarenka wygląda jak dekoracja z górskiego pensjonatu. Jesienne liście dodają jej mnóstwo uroku
Latarenka z Dino ma klasyczną formę z daszkiem i uchwytem na górze. Najbardziej spodobało mi się jednak to, co dzieje się na jej przezroczystych ściankach. Zdobią je liście w odcieniach pomarańczu, rudości i żółci. Wyglądają trochę tak, jakby wiatr rozsypał je dookoła znajdującej się w środku świecy. Czarna oprawa dobrze pasuje do tej kolorystyki. Dzięki niej dekoracja nie robi się przesadnie słodka. Kojarzy mi się raczej z wnętrzem małego pensjonatu gdzieś w górach, w którym jesienią na stolikach pojawiają się sezonowe ozdoby. Nie trzeba przy tym dokładać obok dyni, figurek czy całej kolekcji drobiazgów. Sama forma jest na tyle dekoracyjna, że może stać osobno.
Zobacz także:
Widzę ją przede wszystkim na komodzie albo niskiej szafce w salonie. Ciekawie wygląda również ustawiona na większym parapecie, szczególnie na tle prostych zasłon. Przy drewnianych meblach jej jesienne barwy mogą stworzyć bardzo ciepłe zestawienie, natomiast na jasnej półce mocniej wybije się czarna rama. To jeden z tych dodatków, przy których nie trzeba specjalnie zmieniać reszty wystroju.
fot. mat. własne Story.pl
W środku zamiast zwykłej świecy jest LED. Tańczący płomień daje ciekawy efekt bez prawdziwego ognia
W centrum latarenki znajduje się jasna świeca LED z imitacją płomienia. To właśnie ten element sprawia, że dekoracja nabiera charakteru po włączeniu. Zamiast prawdziwego ognia otrzymujemy świetlny efekt nawiązujący do migotania świecy. Dla mnie ma to znaczenie szczególnie w mieszkaniu. Przy klasycznej świeczce pamiętam o jej zgaszeniu, uważam na firanki i pilnuję, żeby w pobliżu nie znalazło się nic łatwopalnego. Tutaj źródłem światła jest LED, więc nie ma otwartego płomienia.
Szukasz ciekawych dodatków aranżacyjnych? To również warto sprawdzić: Aż chce się przejechać po nim dłonią. Wyrwałam w Action puchaty dywan z tuftowanym wzorem. Boski karmel, a tylko 5 dyszek
Podoba mi się też połączenie tego efektu z motywem na ściankach. Po zapaleniu światło znajduje się za kolorowymi listkami, dlatego dekoracja nie wygląda jak zwykła latarka. To właśnie ten detal najbardziej odróżnia ją od prostych czarnych lampionów, których jesienią pełno jest w sklepach. Nie zakładałabym natomiast, że można bezpiecznie zostawić ją na deszczu czy wystawić na całą jesień przed domem. Na zdjęciu nie widać oznaczenia potwierdzającego odporność na warunki atmosferyczne. Bez takiej informacji traktowałabym ją przede wszystkim jako dekorację do wnętrza i trzymała się instrukcji znajdującej się przy produkcie.
Za jesienną latarenkę z Dino zapłacę 29,99 zł. Przy tej wielkości cena naprawdę mnie zaskoczyła
Latarenka ze świecą LED kosztuje w Dino 29,99 zł. Na etykiecie przy produkcie podano również wysokość 30 cm. Nie jest więc maleńką ozdobą, która zginie pomiędzy innymi rzeczami stojącymi na półce. Właśnie tutaj widzę sporą zaletę. Za niecałe trzydzieści złotych dostajemy dekorację, która może być głównym jesiennym akcentem w jednym miejscu mieszkania. Nie trzeba kupować kilku dodatkowych ozdób tylko po to, żeby aranżacja była zauważalna.
Przy zakupie zwróciłabym jedynie uwagę na określenie „mix” widoczne na sklepowej etykiecie. Może ono oznaczać, że w sprzedaży występują różne warianty produktu. Na zdjęciu obok czarnej wersji widać również inną latarenkę, utrzymaną w miedzianej kolorystyce i ozdobioną jesienną kompozycją. Dlatego wybierając konkretny egzemplarz, najlepiej po prostu dokładnie mu się przyjrzeć.
Nie dokładam już wielu sezonowych ozdób. Jeden mocniejszy akcent wystarcza mi na jesienną zmianę wnętrza
Kiedyś kupowałam na jesień sporo małych dekoracji i później miałam problem, gdzie je wszystkie przechowywać. Teraz wolę jedną większą rzecz, która od razu zmienia charakter wybranego miejsca. Taka latarenka dobrze wpisuje się właśnie w ten sposób urządzania domu. Postawiłabym ją obok stosu książek, ceramicznej doniczki albo prostego wazonu. Nie potrzebuje specjalnego towarzystwa. W bardziej rustykalnym wnętrzu można zestawić ją z drewnem i wikliną. Przy nowoczesnych meblach wystarczy pozostawić wokół trochę pustej przestrzeni, żeby wzór nie konkurował z innymi dekoracjami.
Po zakończeniu sezonu dochodzi jeszcze praktyczna kwestia przechowywania. Zamiast pudełka wypełnionego kilkunastoma drobiazgami chowam jedną rzecz i wracam do niej za rok. Dla mnie to zdecydowanie wygodniejszy sposób na sezonowe dekorowanie mieszkania. Ta propozycja z Dino spodobała mi się właśnie dlatego, że nie udaje całorocznego dodatku. Jest wyraźnie jesienna i na tym polega jej urok. Gdy za oknem robi się szaro, taki niewielki świetlny akcent potrafi zmienić charakter wieczoru bez urządzania salonu od początku.

Obserwuj nas na Google







