Czasami wystarczy jeden niewielki dodatek, żeby salon przestał wyglądać tak samo jak przez ostatnie kilka lat. Sama najbardziej lubię takie zmiany, które nie wymagają przemeblowania całego pokoju ani kupowania kolejnej komody czy fotela. Dywan jest pod tym względem wyjątkowo wdzięczny, bo potrafi połączyć meble, ocieplić wnętrze i sprawić, że przestrzeń staje się bardziej przytulna. Ostatnio właśnie takiego dodatku zaczęłam szukać i zupełnie niespodziewanie znalazłam go w Lidlu.

Dywan z Lidla wygląda jak znacznie droższy dodatek. Tłoczona róża zrobiła w moim salonie największą różnicę

Od dłuższego czasu rozglądałam się za dywanem, który nie będzie po prostu gładkim kawałkiem materiału leżącym przed kanapą. Chciałam czegoś dekoracyjnego, ale bez przesady i bez wzorów, które po miesiącu zaczynają męczyć. Kiedy zobaczyłam ten dywan z Lidla, pierwsze co przyciągnęło moją uwagę, to duży tłoczony wzór przypominający różę.

Zobacz także:

Właśnie ten detal sprawia, że całość wygląda znacznie ciekawiej. Wzór nie jest kolorowym nadrukiem, który dominuje całe wnętrze, tylko tworzy dekorację na powierzchni dywanu. Po rozłożeniu go w salonie efekt naprawdę mnie zaskoczył. Wygląda elegancko i kojarzy mi się z dywanami, które oglądam czasami w sklepach wnętrzarskich, gdzie podobnie dekoracyjne modele potrafią kosztować znacznie więcej.

Mój salon nie jest duży, dlatego zależało mi też na rozsądnym rozmiarze. Ten model ma 80 na 150 cm. Nie jest więc gigantycznym dywanem przeznaczonym pod cały komplet wypoczynkowy, ale właśnie dzięki temu u mnie sprawdził się bardzo dobrze. Położyłam go przed kanapą, a na nim ustawiłam niewielki stolik kawowy. W ten sposób powstała wydzielona strefa wypoczynkowa, bez zastawiania praktycznie całej podłogi.

Ten dywan kosztuje tylko 59,99 zł i właśnie ta kwota dodatkowo mnie przekonała. Za tak dekoracyjny model z tłoczonym wzorem róży to naprawdę niewiele. W moim salonie wygląda na zdecydowanie droższy dodatek, dlatego tym bardziej cieszę się, że udało mi się znaleźć go w Lidlu.

fot. lidl.pl

Miękkie włosie sprawia, że aż chce się po nim chodzić boso. Praktyczne rozwiązania przydają się na co dzień

Sam wygląd pewnie nie przekonałby mnie na długo, gdyby dywan okazał się szorstki albo nieprzyjemny pod stopami. Tutaj jest zupełnie inaczej. Producent opisuje włosie jako puszyste i miękkie i rzeczywiście właśnie taki efekt daje ta powierzchnia. To szczególnie przyjemne w salonie, gdzie często chodzę bez kapci albo siedząc na kanapie opieram stopy właśnie na dywanie. Miękka powierzchnia dodatkowo wzmacnia wrażenie przytulności. Jesienią i zimą taki detal zaczynam doceniać jeszcze bardziej, bo sam widok puszystego dywanu sprawia, że pokój wydaje się cieplejszy.

Spodobała mi się również bardziej praktyczna cecha, czyli antypoślizgowy spód. Przy mniejszym dywanie jest to szczególnie istotne, bo taki model nie zawsze jest przytrzymywany ciężką kanapą czy dużym stołem. U mnie leży przed meblem, dlatego zależy mi, żeby przy zwykłym przechodzeniu nie przesuwał się po podłodze.

Co ważne, dywan nadaje się także do pomieszczeń z ogrzewaniem podłogowym. To dobra wiadomość dla osób, które nie chcą rezygnować z miękkiego dodatku tylko dlatego, że mają taki system ogrzewania. W efekcie dostajemy więc nie tylko ładną dekorację, ale też całkiem przemyślany miękki dywan do salonu.

Biedronka też mocno kusi perełkami. Zobacz: Sprawdziłam 3 razy, bo to chyba błąd. Biedronka ma zestaw kawowy z Chodzieży w takiej cenie, że to musi być pomyłka

Biszkoptowy odcień wybrałam do jasnego salonu. Zielony wariant daje zupełnie inny charakter

Do wyboru są dwa warianty kolorystyczne i przyznam, że chwilę zastanawiałam się, który będzie lepiej wyglądał w moim salonie. Pierwszy jest jasny, beżowy i wpada w ciepły biszkoptowy odcień. Właśnie na niego ostatecznie się zdecydowałam. Chciałam rozjaśnić przestrzeń, a jednocześnie nie kupować czysto białego dywanu, który mógłby wyglądać zbyt chłodno. Biszkoptowa barwa jest znacznie cieplejsza. Dobrze wygląda z jasną kanapą, drewnem, kremowymi dodatkami i brązowym stolikiem. Nie dominuje całego pokoju, ale sprawia, że aranżacja staje się bardziej spójna.

Drugi wariant jest zielony. To nie jest jednak jaskrawa zieleń, tylko znacznie bardziej stonowany, przygaszony odcień. Ten dywan widzę w salonach z dużą ilością drewna, brązów, beżu i roślin. Mógłby też dobrze wyglądać przy ciemniejszej kanapie albo fotelu, gdy zależy nam na mocniejszym akcencie na podłodze.

U mnie wygrała wersja biszkoptowa, bo chciałam uzyskać spokojniejszy i jaśniejszy efekt. Po rozłożeniu dywanu utwierdziłam się w tej decyzji. Za niespełna 60 zł udało mi się dodać do salonu coś, co wygląda dekoracyjnie, jest miękkie i naprawdę zmienia odbiór całej strefy przy kanapie.