Moja jesienna szafa nie potrzebuje kolejnej rewolucji. Zamiast co sezon wymieniać swetry, spodnie i płaszcze, wolę znaleźć jeden dodatek, który pozwala inaczej nosić to, co już mam. Najczęściej tę robotę robią buty. Czarne botki potrafią połączyć jeansy, dzianinową sukienkę i elegancką spódnicę, dlatego właśnie od nich zaczynam kompletowanie rzeczy na chłodniejsze miesiące. Problem zaczyna się wtedy, gdy klasyczny model jest tak zachowawczy, że właściwie niczym się nie wyróżnia. Tym razem znalazłam kompromis między prostotą a detalem, który od razu przyciąga wzrok.

Czarne sztyblety Claudia Ghizzani nie są kolejną nudną parą. Zwierzęcy detal dodaje im charakteru bez przesady

Mam w szafie rzeczy, które lubię, ale jesienią często kończę w tym samym zestawie. Jeansy, sweter, płaszcz i czarne buty. Jest wygodnie, tylko po kilku tygodniach zaczynam mieć wrażenie, że codziennie wychodzę z domu ubrana identycznie. Dlatego spodobały mi się botki Claudia Ghizzani. Bazą jest czerń, więc nie trzeba budować całej garderoby pod nowe obuwie. Model wyróżnia jednak detal ze zwierzęcym motywem. I właśnie taka proporcja najbardziej do mnie przemawia. Nie dostaję butów pokrytych od góry do dołu wzorem, który za chwilę zaczyna mnie męczyć. Jest klasyczna podstawa i mały element przełamujący całość.

Zobacz także:

Pierwszego dnia zestawiam je z prostymi jeansami i jasnym swetrem. Przy takim stroju buty nie konkurują z ubraniami, ale też nie giną. Następnego zakładam je do czarnej dzianinowej sukienki. Wtedy detal staje się bardziej widoczny i zastępuje mi dodatkowe ozdoby. To dla mnie najprostszy sposób na jesienne stylizacje. Nie dokupuję od razu nowej kurtki, trzech swetrów i torebki. Zmieniam buty, podwijam lekko nogawkę albo sięgam po spódnicę midi i rzeczy, które znam od kilku sezonów, wyglądają inaczej.

fot. deichmann.pl

Do jeansów są codzienne, a przy spódnicy nabierają zupełnie innego charakteru. Jedna para zamyka mi kilka jesiennych zestawów

Najczęściej zaczynam od jeansów, bo właśnie w nich spędzam sporą część tygodnia. Przy czarnych sztybletach nie zastanawiam się długo nad kolorem spodni. Pasuje klasyczny granat, sprany błękit, czerń, a nawet kremowe jeansy, które jesienią łączę z karmelowym swetrem. Dużo ciekawiej robi się jednak ze spódnicami. Botki za kostkę zestawiam z długością midi i grubszymi rajstopami. Do tego prosty golf albo kardigan i mam strój na rodzinny obiad, wyjście do miasta czy spotkanie z koleżanką. Nie jest przesadnie elegancki, ale zdecydowanie nie wygląda jak zestaw złożony w pięć minut z pierwszych rzeczy znalezionych w szafie.

Szukasz modowych inspiracji? To także może wpaść ci w oko: "Dopiero je wykładam". Pani z Pepco ledwo powiesiła spódnicę, a ja już miałam ją w rękach. Modne 50-tki wybierają ten krój do botków

Mam też słabość do połączenia czerni z beżem. Jasny płaszcz, czarne spodnie i takie botki tworzą bardzo prostą bazę. Wtedy zwierzęcy akcent przy obuwiu ma więcej przestrzeni i nie potrzebuję już wzorzystego szalika ani mocnej torebki. Przy sukience robię odwrotnie. Wybieram jednolity model, najchętniej w kolorze czekoladowym, bordowym albo ciemnozielonym. Dzięki temu całość nadal jest spokojna, a buty nie wyglądają przypadkowo. 

Najbardziej przyciągnęła mnie przecena o połowę. Przy takim rabacie klasyczne botki od razu wyglądają znacznie ciekawiej

To właśnie obniżka sprawiła, że zatrzymałam się przy tym modelu na dłużej. W przypadku butów staram się nie kupować wyłącznie dlatego, że widzę czerwony znaczek z rabatem. Najpierw zadaję sobie bardzo proste pytanie, czy założę daną parę do przynajmniej kilku rzeczy, które już mam. Tutaj odpowiedź przyszła szybko. Czerń jest jedną z najłatwiejszych baz na jesień, a sztyblety nie wymagają konkretnego rodzaju spodni czy jednego fasonu płaszcza. Właśnie dlatego promocja ma dla mnie większy sens niż przy mocno charakterystycznych butach, które zakładam dwa razy i później przesuwam coraz głębiej w szafie.

Przy wyprzedażach zwracam jednak uwagę na rozmiar. To szczególnie ważne przy końcówkach kolekcji, bo atrakcyjna cena nic mi nie daje, gdy but jest za mały albo stopa przesuwa się w zbyt dużym modelu. Nie biorę innego numeru tylko dlatego, że mój zniknął. Buty mają być noszone, a nie podziwiane w pudełku. Nie kupuję też na zapas drugiej podobnej pary. Wolę jedne czarne botki, które rzeczywiście pasują do mojej garderoby, niż trzy przecenione modele pełniące dokładnie tę samą funkcję.

Jesienią nie chcę rano urządzać narady przed szafą. Takie botki zakładam do prostych rzeczy i jestem gotowa

Najlepszy test przychodzi kilka dni po zakupie. Nie podczas pierwszej przymiarki, kiedy wszystko jest nowe i ekscytujące, ale w zwykły wtorkowy poranek. Wtedy nie mam ochoty zastanawiać się przez kwadrans, jakie buty pasują do spodni i czy potrzebuję jeszcze innej torebki. Właśnie w takich sytuacjach doceniam klasyczne kolory. Wyciągam czarne sztyblety, jeansy i sweter. Gdy chcę wyglądać bardziej elegancko, zamieniam spodnie na spódnicę. Przy chłodniejszym dniu dokładam dłuższy płaszcz. Nie zmieniam całej koncepcji stroju tylko dlatego, że wybrałam inne ubranie na dół.

Zwierzęcy detal zostawiam jako jedyny mocniejszy element. Nie dokładam do niego panterkowej torebki, szalika i paska. Lubię, kiedy taki wzór pojawia się raz. Wtedy wygląda ciekawie, ale nie dominuje całego stroju. To jest też mój sposób na rozsądniejsze korzystanie z wyprzedaży. Nie pytam już wyłącznie: „ile zaoszczędziłam?”. Pytam przede wszystkim: „ile razy to założę?”. Gdy odpowiedź brzmi: do jeansów, sukienek, spódnic i płaszcza, zakup zaczyna mieć dla mnie sens. I dokładnie tego szukałam na jesień. Nie butów, wokół których muszę budować stylizację od zera, ale pary, którą stawiam przy drzwiach i rano po prostu zakładam. Resztę mam już w szafie.