Jesienią mam ten sam dylemat każdego ranka. Za ciepło na zimowy arsenał, ale zdecydowanie za chłodno, żeby wyjść tylko w kurtce. Najgorzej jest wtedy, gdy do niskiej temperatury dochodzi wiatr. Właśnie wtedy zaczyna się poprawianie kołnierza, zapinanie kurtki pod samą brodę i szukanie szalika, który chwilę później i tak okazuje się za gruby. Dlatego coraz bardziej przekonują mnie proste akcesoria, które nie wymagają kombinowania. Mają spełnić swoje zadanie i nie przeszkadzać.

Zamiast owijać szyję szalikiem, po prostu zakładam polarowy ogrzewacz. Niczego nie muszę wiązać ani poprawiać

Termo ogrzewacz z Action wygląda bardzo niepozornie. To czarny polarowy model przeznaczony do osłonięcia szyi przed chłodem. I właściwie na tym polega jego największa zaleta. Nie ma tutaj długich końców jak w klasycznym szaliku. Nie muszę zastanawiać się, czy zawiązać go raz, dwa razy, czy może wcisnąć wszystko głęboko pod kurtkę. Zakładam ogrzewacz i szyja jest osłonięta.

Zobacz także:

Dla mnie brzmi to szczególnie dobrze podczas spacerów. Szalik potrafi się przesunąć, rozluźnić albo zacząć przeszkadzać, gdy idę szybciej. Tutaj forma jest znacznie prostsza. Widzę go również podczas zwykłego porannego wyjścia po zakupy, spaceru z psem czy pracy na zewnątrz. Nie musi być elementem wymyślnej zimowej stylizacji. Ma przede wszystkim zapewnić przyjemne ciepło w miejscu, które bardzo szybko odczuwa zimny wiatr. Model jest czarny, więc łatwo połączyć go z kurtką w praktycznie dowolnym kolorze. To również produkt unisex. Nie trzeba więc szukać osobnej wersji damskiej i męskiej.

fot. action.pl

Polar otula szyję podczas chłodnych dni. Action poleca ten model także do sportów zimowych

Ogrzewacz wykonano z poliestru, a materiał został wykończony jako polar. Producent wskazuje wprost, że ma on pomagać utrzymać szyję w przyjemnym cieple zimą. To dokładnie ten rodzaj dodatku, który spakowałabym również na zimowy wyjazd. Action podaje, że model nadaje się do uprawiania sportów zimowych. Może więc przydać się podczas aktywności na świeżym powietrzu, kiedy zwykły długi szalik nie zawsze jest najwygodniejszym rozwiązaniem.

Szukasz modowych inspiracji? To również warto sprawdzić: Kremowy sweter, jeansy i te orzechowe botki z CCC. Są najtańsze ze wszystkich, a mają złoty detal i jakie wygodne

Podoba mi się też to, że ogrzewacz występuje w jednym rozmiarze. Odpada zastanawianie się nad numeracją jak przy odzieży. Przed zakupem i tak sprawdziłabym oczywiście, czy dobrze układa się przy szyi i czy odpowiada mi jego dopasowanie. Warto przy tym pamiętać, czym właściwie jest ten produkt. To polarowa osłona na szyję, a nie elektryczny ogrzewacz z grzałką. Nie generuje więc dodatkowego ciepła. Jego zadaniem jest otulić szyję i ograniczyć jej bezpośredni kontakt z chłodem. 

Za termo ogrzewacz na szyję Action chce 16,49 zł. To niedrogi dodatek, który wrzuciłabym do kieszeni kurtki

Cena wynosi dokładnie 16,49 zł za sztukę. Przy takim wydatku potraktowałabym ten produkt jako praktyczne uzupełnienie zimowej garderoby, a nie zamiennik wszystkich szalików, które mam w szafie. Szalika przecież wcale nie trzeba wyrzucać. Duży, miękki model nadal wybiorę do płaszcza, gdy zależy mi również na wyglądzie. Polarowy ogrzewacz zabrałabym natomiast tam, gdzie liczy się przede wszystkim wygoda.
Wyobrażam sobie chłodny sobotni poranek. Zakładam puchową kurtkę, wygodne buty i wychodzę na dłuższy spacer. Nie chcę wtedy co kilka minut poprawiać ubrania. Ogrzewacz ma siedzieć na swoim miejscu, a ja mam o nim zapomnieć.

Praktyczna jest również pielęgnacja. Można prać go w pralce w temperaturze do 40 stopni. Nie należy natomiast wkładać go do suszarki bębnowej ani prasować. Przy akcesorium noszonym blisko twarzy i szyi możliwość zwykłego wyprania w pralce jest dla mnie istotna. Szczególnie gdy zamierzam korzystać z niego regularnie podczas spacerów i zimowych aktywności.

Do płaszcza nadal wybiorę ładny szalik, ale na spacer biorę coś prostszego. Ten polarowy patent ma przede wszystkim nie przeszkadzać

Nie zamierzam udawać, że kawałek czarnego polaru zastąpi mi wszystkie szaliki. Nie o to tutaj chodzi. Do eleganckiego płaszcza nadal chętnie założę duży szal w ciekawym kolorze. Są jednak sytuacje, kiedy wygląd dodatku schodzi na drugi plan. Gdy idę na długi spacer, odśnieżam samochód albo spędzam więcej czasu na dworze, zależy mi przede wszystkim na wygodzie.

Widzę dla niego jeszcze jedno zastosowanie. Trzymałabym go po prostu przy kurtce, której najczęściej używam na spacery. Dzięki temu nie musiałabym rano szukać szalika po całym mieszkaniu. Zakładam buty, chwytam kurtkę i wszystko, czego potrzebuję, jest pod ręką. Właśnie takie drobiazgi lubię najbardziej. Nie obiecują rewolucji w garderobie i nie mają dziesięciu niepotrzebnych funkcji. Rozwiązują jeden bardzo konkretny problem. Kiedy zimny wiatr próbuje dostać się pod kołnierz, chcę po prostu zasłonić szyję i iść dalej.