Czasem wystarczy zmienić jeden element na stole, żeby całe nakrycie wyglądało schludniej i bardziej elegancko. Nie zawsze jednak mam ochotę sięgać po obrus, który trzeba długo prasować i pilnować przy każdym rozlanym napoju. Dlatego coraz częściej wybieram praktyczne materiały, które dobrze wyglądają, ale nie wymagają przesadnej ostrożności. Taki obrus sprawdza się zarówno na co dzień, jak i wtedy, gdy przy stole siada więcej osób.
Obrus z Jysk kosztuje 90 zł i ma 140 na 200 cm. Przy większym stole taki rozmiar naprawdę robi różnicę
Obrus z Jysk Hjertgras kosztuje 90 zł i właśnie jego rozmiar zwrócił moją uwagę jako pierwszy. Ma 140 cm szerokości i 200 cm długości, więc nie jest to mały obrusik na stolik w kuchni, tylko model, który można położyć na większym stole przygotowanym na rodzinny obiad. Przy spotkaniach z bliskimi ma to znaczenie. Znam ten moment, gdy po dostawieniu dodatkowych krzeseł okazuje się, że obrus kończy się niemal razem z blatem. Tutaj mamy już sporo materiału do dyspozycji.
Zobacz także:
fot: jysk.pl
Podoba mi się też jego spokojny, beżowy kolor. Przy takim odcieniu nie trzeba długo zastanawiać się nad dekoracjami. Biała zastawa będzie wyglądała elegancko, ale równie dobrze można postawić na brązowe, zielone albo bordowe dodatki. Na Wszystkich Świętych wyobrażam go sobie z prostymi świecami i niewielkim bukietem w jesiennych kolorach. Na święta wystarczy zmienić dodatki na czerwone lub ciemnozielone i stół od razu nabierze innego charakteru.
Sam wzór jest bardzo delikatny. Z daleka obrus wygląda niemal jednolicie, dopiero z bliska widać subtelną strukturę nadruku. I właśnie takie rozwiązanie lubię najbardziej. Nie konkuruje z talerzami, serwetkami i potrawami, a jednocześnie stół nie wygląda nudno.
Plamy przy rodzinnym obiedzie przestają być aż takim problemem. Akrylowa powłoka ma tu praktyczne zadanie
Najbardziej zaciekawiło mnie jednak to, z czego ten obrus został wykonany. Materiał to 52 proc. poliestru i 48 proc. bawełny, a jego powierzchnię pokryto w 100 proc. akrylem. W praktyce właśnie ta warstwa sprawia, że obrus jest znacznie bardziej praktyczny przy stole niż klasyczna tkanina, która szybko chłonie rozlane płyny i zabrudzenia.
Dla mnie to ważniejsze niż najbardziej wymyślny wzór. Wystarczy większy obiad i zawsze coś się wydarzy. Komuś kapnie sos, dziecko potrąci szklankę, kawa wyląduje kilka centymetrów od filiżanki. Przy zwykłym obrusie człowiek od razu myśli o praniu. Tutaj powierzchnia została pomyślana tak, żeby łatwiej radzić sobie z codziennymi zabrudzeniami.
Jysk zastosował też antypoślizgowy spód. To drobiazg, którego na zdjęciu prawie nie widać, a przy użytkowaniu może okazać się bardzo wygodny. Obrus powinien mniej przesuwać się po blacie, gdy ktoś odsuwa talerz albo poprawia półmisek. Przy długim stole, na którym stoi kilka naczyń, ma to więcej sensu niż ozdobne frędzle czy hafty.
Nie jest to jednak obrus dla kogoś, kto szuka naturalnego lnu i właśnie za jego charakterystyczne zagniecenia go lubi. Tutaj mamy mieszankę bawełny i poliestru oraz dodatkową powłokę. Wygląd jest bardziej uporządkowany i praktyczny, ale materiał ma zupełnie inny charakter niż naturalna, miękko układająca się lniana tkanina.
A po zastawę możesz zajrzeć do Dino: Nie potrzebuję porcelany za krocie, w Dino wyhaczyłam eleganckie szkło jak z dawnej cukierni. Na nóżce i z falowanym rantem
Po obiedzie nie trzeba urządzać wielkiej operacji z praniem. Trzeba jednak pamiętać o kilku zasadach pielęgnacji
Praktyczny obrus najbardziej doceniam nie podczas nakrywania stołu, tylko później. Producent pozwala prać ten model w temperaturze 30 stopni. Nie należy go wybielać ani wkładać do suszarki bębnowej. Nie jest też przeznaczony do prania chemicznego.
Można za to prasować go w niskiej temperaturze, maksymalnie do 110 stopni. To ważna informacja właśnie ze względu na akrylową powłokę. Nie traktowałabym go bardzo gorącym żelazkiem tak jak grubego bawełnianego obrusu. Zresztą przy materiale z dodatkiem poliestru mocne prasowanie zwykle nie jest tym, czego szukam. Dla mnie cały sens takiego obrusu polega na tym, żeby po praniu i wysuszeniu szybko wrócił na stół, a nie czekał godzinę na deskę do prasowania.
Przy codziennym użytkowaniu zrobiłabym jeszcze jedną rzecz. Gdy coś się rozleje, zebrałabym płyn możliwie szybko miękką ściereczką zamiast od razu intensywnie pocierać powierzchnię. Dzięki temu łatwiej uniknąć rozcierania sosu czy kawy na większym fragmencie materiału.
I chyba właśnie dlatego ten obrus spodobał mi się przed sezonem rodzinnych spotkań. Nie udaje luksusowego, ciężkiego lnu i nie musi tego robić. Jest duży, spokojny kolorystycznie i pomyślany tak, żeby dało się normalnie przy nim jeść, rozmawiać i dolewać kompotu bez ciągłego zerkania na stół. A kiedy przyjeżdża rodzina, właśnie takiego spokoju potrzebuję najbardziej.

Obserwuj nas na Google







