Jeszcze kilka lat temu potrafiłam spędzić pół poranka, zastanawiając się, jakie buty dobrać do spodni czy płaszcza. Dziś chcę otworzyć szafę, wsunąć stopy w coś wygodnego i po prostu wyjść. Szczególnie jesienią i zimą, kiedy dochodzą grube skarpety, kurtka, szalik i milion drobiazgów do zabrania. Lubię więc buty proste, ale nie nudne. Takie, które równie dobrze wyglądają z jeansami, jak i dzianinową sukienką. Brązowe botki wróciły u mnie do łask właśnie dlatego, że łatwo budować wokół nich codzienne zestawy.

Brązowe botki Graceland wystarczy wsunąć na stopy. Żadnych sznurówek i zamków do zapinania

W Deichmannie wypatrzyłam zimowe botki Graceland w brązowym kolorze. Model nie ma sznurowania ani innego zapięcia, więc rano nie trzeba bawić się paskami czy zamkami. Wsuwam stopę i właściwie jestem gotowa do wyjścia. Właśnie takich butów szukam na zwyczajne dni. Kiedy wychodzę tylko po zakupy, jadę do pracy albo wyskakuję na kawę, ostatnią rzeczą, jakiej potrzebuję, jest skomplikowane obuwie. Wsuwany fason ma też tę zaletę, że łatwo zdjąć go po powrocie do domu.

Zobacz także:

Botki mają okrągły nosek i niewielki obcas o wysokości 2,3 cm. Podeszwa jest syntetyczna, podobnie jak część materiału zewnętrznego, w którym producent wymienia również mikrofibrę. Dla mnie ciekawy jest przede wszystkim sam fason. Takie proste brązowe botki można nosić do klasycznych jeansów i puchowej kurtki, ale równie dobrze widzę je z legginsami i długim swetrem. Do tego dochodzą spodnie z szerokimi nogawkami, które królują teraz w jesiennych kolekcjach. Nie trzeba więc budować garderoby specjalnie pod jedną parę butów. Kolor też robi swoje. Brąz lubię jesienią nawet bardziej niż czerń. Pasuje do beżowego płaszcza, kremowych dzianin, granatu, oliwkowej zieleni i oczywiście jeansu. Dzięki temu jedna para może obsłużyć naprawdę sporo codziennych zestawów.

deichmann.pl

W środku zamiast chłodnej wyściółki jest sztuczne futerko. Właśnie ten detal przekonał mnie na zimniejsze dni

Wygląd wyglądem, ale przy zimowych butach zawsze zaglądam do środka. Tutaj producent zastosował tekstylny materiał oraz sztuczne futro. Sztucznym futerkiem wykończona jest również wkładka. I to właśnie sprawia, że wizualnie botki przypominają mi trochę kapcie, w których można wyjść z domu. Oczywiście określenie „grzeją jak kaloryfer” traktuję z przymrużeniem oka. Producent nie podaje konkretnego poziomu izolacji termicznej ani temperatur, do których obuwie jest przeznaczone. Można jednak powiedzieć, że mamy do czynienia z modelem zimowym wyposażonym w futerkową wyściółkę.

Szukasz modowych hitów na jesień? To też warto sprawdzić: Otula niczym kaszmirowa chmurka i dodaje elegancji nawet staremu płaszczowi. A to szal bouclé z Action za 25,95 zł

Nie zakładałabym też automatycznie, że botki są wodoodporne. Na stronie produktu nie znalazłam takiej deklaracji. Przy śniegu, błocie pośniegowym czy intensywnym deszczu to istotna różnica. Ciepłe wnętrze nie oznacza przecież odporności na przemakanie. Na suche, chłodne dni taki fason bardzo mi się jednak podoba. Szczególnie że nie mamy tutaj wysokiego obcasa. Sama coraz rzadziej mam ochotę spędzać cały dzień kilka centymetrów nad ziemią tylko dlatego, że but ma wyglądać bardziej elegancko. Okrągły nosek również odpowiada codziennemu charakterowi tego modelu. Całość jest prosta i nie ma wielu ozdobników. To dobra wiadomość dla osób, które szukają jednej pary do częstego noszenia, a nie butów pasujących tylko do konkretnego płaszcza czy torebki.

Nie potrzebuję pięciu par butów do pięciu kurtek. Ten fason połączyłabym z połową jesiennej szafy

Najbardziej praktyczne zakupy ubraniowe robię wtedy, kiedy przed kasą potrafię wymienić przynajmniej kilka rzeczy z własnej szafy, do których nowy nabytek będzie pasował. Przy tych botkach nie miałabym z tym problemu. Pierwszy zestaw jest banalnie prosty. Jeansy, ciepły sweter, puchowa kurtka i brązowe buty. Drugi to legginsy, długa dzianinowa góra i pikowana kamizelka. Do pracy wybrałabym proste spodnie, golf i długi płaszcz. Botki mogą też ciekawie wyglądać z dzianinową sukienką oraz grubymi rajstopami. Właśnie dlatego lubię neutralne fasony. Nie muszę rano zastanawiać się, czy coś do siebie pasuje.

Model kosztuje obecnie 159,99 zł. Nie jest to kwota jak za najtańsze obuwie z marketu, ale w kategorii zimowych botków nadal wygląda rozsądnie, szczególnie gdy szukamy pary do częstego noszenia. Przed zakupem sprawdziłabym tylko dwie rzeczy. Po pierwsze rozmiar, zwłaszcza jeśli zimą lubimy nosić grubsze skarpety. Po drugie sposób, w jaki but leży na stopie. Wsuwane modele są bardzo wygodne w zakładaniu, ale muszą dobrze trzymać piętę podczas chodzenia. Nie kupowałabym ich też z myślą o wyprawach przez głęboki śnieg. Widzę je raczej jako codzienne zimowe botki do miasta, na zakupy, do pracy czy na spotkanie. I właśnie w takiej roli najbardziej mi się podobają. Rano nie sznuruję, nie zapinam i nie kombinuję. Wsuwam stopy, narzucam kurtkę i wychodzę. A jeśli jedna para pasuje przy okazji do jeansów, legginsów, sukienki i długiego płaszcza, moja szafa tylko na tym zyskuje.