Jesienią zaczynam inaczej patrzeć na dekoracje ze światłem. Kiedy po południu szybko robi się ciemno, zwykła świeca potrafi stworzyć przyjemniejszy klimat niż cały zestaw nowych ozdób. Lubię stawiać takie punkty światła na tarasie, przy wejściu do domu albo w spokojnym kącie salonu. Coraz częściej wybieram też rzeczy, które można przenosić i wykorzystywać na różne sposoby. Nie chcę wydawać pieniędzy na dekorację, która przez kilka dni wygląda ładnie, a później nie mam pojęcia, co z nią zrobić. Dlatego przed listopadem zaczęłam rozglądać się za czymś prostym, trwałym i na tyle uniwersalnym, żeby po święcie nadal miało swoje miejsce w domu.
Zwykły ozdobny znicz zostaje na cmentarzu, ten lampion zabiorę ze sobą. Za 19,99 zł dostaję dekorację na więcej niż jedną okazję
W IKEA znalazłam czarny lampion Borrby za 19,99 zł. To właśnie jego prostota najbardziej zwróciła moją uwagę. Ma klasyczny kształt, czarne metalowe ramki, przeszklone boki i uchwyt u góry. Nie ma napisów, ozdobnych aniołków ani bardzo dekoracyjnych elementów, dlatego wygląda spokojnie i łatwo dopasować go do różnych miejsc. IKEA podaje, że model jest przeznaczony zarówno do wnętrz, jak i na zewnątrz.
Zobacz także:
I tu pojawił się mój pomysł na 1 listopada. Zamiast kolejnego dużego ozdobnego znicza mogę wykorzystać lampion ze świecą, a później zabrać go z powrotem do domu. Dla mnie właśnie ta wielofunkcyjność jest największą zaletą. Kilka dni czy też tygodni po Wszystkich Świętych mogę postawić lampion przy drzwiach tarasowych, na balkonie albo w salonie. W grudniu spokojnie wykorzystam go w zimowej aranżacji. Wystarczy zmienić otoczenie i ten sam przedmiot wygląda zupełnie inaczej.
Podoba mi się też to, że nie muszę kupować kilku identycznych sztuk, żeby uzyskać ładny efekt. Jeden lampion ze światłem już jest wyraźnym punktem dekoracji. Jeśli mam więcej miejsca, mogę później dokupić kolejną sztukę albo połączyć różne wielkości.
Coraz częściej liczę koszt nie tylko przy kasie. Zastanawiam się też, ile razy naprawdę wykorzystam daną rzecz. Lampion, który służy w listopadzie, później na tarasie, a zimą przy świątecznej dekoracji, po prostu bardziej mi się opłaca niż przedmiot bez drugiego zastosowania.
fot. ikea.com
Czarna stal i szkło wyglądają spokojnie i elegancko. Prosty lampion nie konkuruje z kwiatami i dekoracją nagrobka
W przypadku dekoracji na Wszystkich Świętych nie szukam czegoś krzykliwego. Im prostsza forma, tym lepiej. Kwiaty, wiązanka i światło same tworzą już wystarczającą kompozycję.
Borrby ma 28 cm wysokości, 15 cm długości i 15 cm szerokości. Producent podaje też wagę około 1,07 kg. To nie jest więc maleńka latarenka, która zupełnie ginie w aranżacji, ale jednocześnie nie zajmuje ogromnej powierzchni. Konstrukcja wykorzystuje stal i szkło, a metalowe elementy mają poliestrową powłokę proszkową.
Czarny kolor podoba mi się szczególnie, bo jest neutralny. Pasuje do jasnych chryzantem, wrzosów, zielonych gałązek i klasycznych wiązanek. Nie muszę zastanawiać się, czy za miesiąc będzie wyglądał zbyt sezonowo. Po przeniesieniu na taras równie dobrze zestawię go z drewnianym stolikiem, donicami albo jesiennym wrzosem. Dużą rolę odgrywa też szkło. Płomień jest częściowo osłonięty, a całość wygląda bardziej uporządkowanie niż świeca stojąca samodzielnie.
Po Wszystkich Świętych możliwości robi się znacznie więcej. Na tarasie widzę go przy fotelu i ciepłym kocu. Na balkonie może stanąć w kącie przy donicach. W salonie ustawiłabym go na podłodze obok komody albo w pobliżu okna, oczywiście w bezpiecznej odległości od zasłon. Nie potrzebuję nawet wymyślnej aranżacji. Czarny lampion, światło i kilka naturalnych dodatków wystarczą. Właśnie dlatego podoba mi się bardziej niż mocno dekoracyjne modele. Nie znudzi mi się po jednym sezonie.
Po Wszystkich Świętych nie chowam go do szafy. Jesienią stawiam na tarasie, zimą wykorzystuję ponownie w domu
Październik i listopad to idealny czas na światło świec. Wieczory są coraz dłuższe, więc na tarasie szybko robi się ciemno. Lampion ustawiony przy stoliku daje przyjemniejszy efekt niż mocna lampa zewnętrzna. Do tego można go łatwo przenieść tam, gdzie akurat jest potrzebny.
W grudniu wykorzystałabym go jeszcze raz. Wystarczy kilka zielonych gałązek ułożonych obok, szyszki, prosta kokarda albo sama świeca i mam spokojną zimową dekorację. Nie wkładałabym żadnych łatwopalnych ozdób do środka obok płomienia. W takim przypadku najprostsze rozwiązanie jest najlepsze.
Podoba mi się też cena. 19,99 zł to kwota, przy której nie mam poczucia, że kupuję kolejną kosztowną dekorację do przechowywania przez większość roku. Lampion ma przy tym ocenę około 4,9 na 5 przy setkach opinii na stronie IKEA, więc jest produktem lubianym i od dawna wybieranym przez klientów.
Zobacz również: W Dino znalazłam nowoczesny znicz, na którego złodzieje się nie połaszą. Ma eleganckie żłobienia i jest tani jak barszcz
Nie oznacza to, że tradycyjne znicze nagle przestały mieć sens. Sama nadal widzę dla nich miejsce, szczególnie gdy zależy mi na gotowym rozwiązaniu, które po prostu stawiam i zapalam. Lampion wybieram z innego powodu. Chcę kupić jedną rzecz, którą po święcie zabiorę ze sobą i wykorzystam ponownie. Takie drobne zmiany naprawdę pomagają mi ograniczyć impulsywne wydatki. Zamiast przed każdą okazją szukać nowych ozdób, coraz częściej zaglądam do tego, co już mam, albo kupuję produkty z kilkoma zastosowaniami.
Ten lampion właśnie taki jest. Przed 1 listopada może stworzyć spokojną oprawę światła przy nagrobku, jeśli pozwalają na to zasady danego cmentarza. Potem wraca ze mną do domu. Na tarasie nie będzie wyglądał jak rzecz kupiona specjalnie na Wszystkich Świętych, tylko jak klasyczna dekoracja, którą równie dobrze mogłam mieć tam od początku.
Obserwuj nas na Google







