Lubię celebrować małe rzeczy, szczególnie jesienią, gdy coraz więcej czasu spędzam w domu. Kawa wypita w biegu z przypadkowego kubka smakuje mi inaczej niż ta przygotowana spokojnie, z mleczną pianką i podana przy stole. Podobnie jest z lemoniadą, sokiem czy zwykłą wodą z cytryną. Niby zawartość ta sama, a ładne szkło sprawia, że człowiek od razu ma ochotę usiąść na kilka minut. Dlatego przy domowych zakupach zwracam uwagę na rzeczy, które nie kosztują fortuny, a naprawdę później wykorzystuję.

Te szklanki z Dino przypominają mi szkło z modnej kawiarni. Prosta forma sprawia, że pasują niemal do wszystkiego

Nie ma tu złotych rantów, kolorowych napisów ani fantazyjnych wzorów. I właśnie to zwróciło moją uwagę. Szklanki Nest, które znalazłam w Dino, są wysokie, przezroczyste i mają bardzo prostą formę. Na opakowaniu widzę również informację o pojemności 420 ml. To całkiem sporo, dlatego od razu pomyślałam o kawie z mlekiem. W takiej szklance można ładnie pokazać warstwy latte, zwłaszcza gdy najpierw wleję mleko, a dopiero później kawę. Latem widziałabym w niej wersję z kostkami lodu. Jesienią zdecydowanie wybieram coś cieplejszego.

Zobacz także:

Oczywiście nie zamykałabym tych szklanek wyłącznie w kawowym zastosowaniu. Ich największą zaletą jest dla mnie właśnie neutralny wygląd. Rano mogę nalać do nich soku, do obiadu wody, a kiedy przychodzą znajomi, podać lemoniadę czy inny zimny napój. Nie mam poczucia, że kupuję kolejne szkło przeznaczone tylko do jednej konkretnej rzeczy. W zestawie znajdują się trzy sztuki, a cena widoczna przy produkcie wynosi 14,99 zł. Po przeliczeniu wychodzi więc około 4,99 zł za jedną szklankę. Właśnie przy takich zakupach lubię zatrzymać się na chwilę. Zamiast dokładać do koszyka dekorację, która po tygodniu zacznie zbierać kurz, wolę coś, czego rzeczywiście będę używać przy śniadaniu, obiedzie czy wieczornym spotkaniu.

Minimalistyczny wygląd ma jeszcze jedną zaletę. Nie muszę zastanawiać się, czy szkło będzie pasowało do talerzy, kubków albo dzbanka, które już mam. Przezroczysta szklanka jest pod tym względem bardzo wdzięczna. Można ją postawić obok białej porcelany, kolorowych talerzy albo bardziej rustykalnej zastawy i nie robi się na stole wizualny bałagan.

fot. mat. własne Story.pl

Latte to dopiero początek pomysłów na ich wykorzystanie. Duża pojemność przyda się też do zimnych napojów

Najpierw oczywiście zrobiłabym sobie kawę. I to taką, której normalnie nie chce mi się przygotowywać w środku tygodnia. Spienione mleko, espresso, może odrobina cynamonu na wierzchu. W przezroczystym szkle całość wygląda zdecydowanie ciekawiej niż w moim wysłużonym kubku. Ale już chwilę później zaczęłam wymyślać kolejne zastosowania. Woda z plasterkami cytryny i pomarańczy, domowa lemoniada, mrożona herbata, sok, koktajl. Przy pojemności 420 ml nie muszę co chwilę dolewać napoju, co szczególnie doceniam, kiedy siadam przy komputerze albo oglądam wieczorem film.

Szukasz ciekawych rozwiązań do domu? To także może wpaść ci w oko: Chaos w kuchni mnie wykańczał. W Dino wyrwałam patent na szybkie porządkowanie przestrzeni. Tanie, a piękne

Takie szkło przydałoby mi się również podczas wizyty gości. Mam w domu ten irytujący problem, że z czasem komplety szklanek zaczynają się kurczyć. Jedna się stłucze, druga gdzieś znika, trzecia jest z zupełnie innego zestawu. Później stawiam na stole pięć różnych modeli i próbuję sobie wmówić, że to celowy eklektyzm. Tutaj trzy identyczne sztuki pozwalają przynajmniej trochę uporządkować kolekcję. Podoba mi się też brak ozdób. W sklepach można znaleźć mnóstwo szkła z tłoczeniami, kolorami i dekoracyjnymi rantami. Takie rzeczy potrafią wyglądać pięknie, ale nie zawsze mam ochotę dopasowywać do nich resztę stołu. Prosty model jest dla mnie bezpieczniejszy na co dzień. Nie znaczy to oczywiście, że trzy szklanki nagle zastąpią całą zastawę. Przy większej rodzinie jeden komplet może być po prostu za mały. Wtedy warto od razu zastanowić się, ilu sztuk rzeczywiście potrzebujemy. Mnie taki zestaw kojarzy się raczej z dobrym początkiem albo uzupełnieniem tego, co już stoi w kuchennej szafce.

Nie trzymam ładnego szkła wyłącznie dla gości. Codzienna kawa też zasługuje na trochę lepszą oprawę

Kiedyś miałam osobne rzeczy na zwykły dzień i takie, których prawie bałam się dotknąć bez okazji. Lepsze filiżanki czekały na gości, eleganckie talerzyki na święta, a kieliszki potrafiły spędzić rok na najwyższej półce. Z czasem zupełnie zmieniłam podejście. Skoro coś mi się podoba, chcę z tego korzystać również we wtorek rano. Dlatego te szklanki widzę przede wszystkim na zwykłym kuchennym stole. Nie jako wielką inwestycję w wyposażenie domu, tylko mały sposób na uprzyjemnienie codziennego rytuału. Szczególnie że ich forma nie jest przesadnie elegancka. Są proste i dzięki temu nie wyglądają dziwnie obok kanapki z serem czy miski owsianki.

Mogą też pomóc uporządkować szafkę ze szkłem. Zamiast kilku przypadkowych modeli kupowanych przez lata wolę mieć kilka takich samych. Łatwiej je ustawić, stół wygląda spokojniej, a gdy przychodzą goście, nie muszę urządzać poszukiwań dwóch podobnych szklanek. Sama uważałabym tylko na jeden zakupowy odruch. Niska cena potrafi sprawić, że zaczynam brać coś wyłącznie dlatego, że jest tanie. Tutaj najpierw zadałabym sobie proste pytanie: czy naprawdę będę z tych szklanek korzystać? Jeżeli w szafce już stoją dwa pełne komplety, kolejny nie jest potrzebny. Jeżeli jednak zostało w niej kilka niedopasowanych sztuk, taki prosty zestaw ma znacznie więcej sensu. Mnie najbardziej przekonuje jego uniwersalność. Nie muszę czekać na urodziny, kolację z przyjaciółmi ani niedzielny obiad. Mogę zrobić latte, usiąść przy stole i przez chwilę udawać, że jestem w małej kawiarni. Tylko rachunku na koniec nikt mi nie przyniesie.