Zakupy spożywcze to dziś dla wielu osób jedno z największych domowych obciążeń. Choć inflacja „na papierze” wyhamowała, realne ceny na półkach wciąż potrafią zaskakiwać. Tym bardziej uwagę przyciągają najnowsze dane z raportu ASM SFA, które pokazują czarno na białym, gdzie faktycznie jest najtaniej. I tu pojawia się zaskoczenie – bo najtańszy sklep w Polsce to nie dyskonty, które zwykle kojarzą się z oszczędzaniem, lecz sieć, która z miesiąca na miesiąc coraz mocniej tnie ceny i buduje ogromną przewagę nad resztą rynku.

Najtańszy sklep w Polsce coraz tańszy. Auchan daleko przed konkurencją

Zgodnie z grudniowym raportem ASM SFA, najtańszym sklepem w Polsce pozostaje Auchan. Średnia wartość koszyka zakupowego w tej sieci wyniosła 285,84 zł, podczas gdy średnia rynkowa sięgnęła 330,22 zł. Różnica jest wyraźna i trudna do zignorowania – mówimy o niemal 45 zł oszczędności na tych samych zakupach.

Zobacz także:

Co szczególnie istotne, Auchan nie tylko utrzymał pozycję lidera, ale jeszcze bardziej obniżył ceny. W porównaniu z listopadem koszt koszyka spadł o 0,65%, czyli o 1,87 zł. W okresie przedświątecznym, gdy większość sieci mierzy się z presją inflacyjną i rosnącymi kosztami, taki ruch wyróżnia się na tle rynku.

Kolejne miejsca w rankingu zajęły sieci typu Cash & Carry, jednak dystans do lidera jest spory. W Selgrosie Cash & Carry analogiczny koszyk kosztował 313,42 zł, czyli o 27,58 zł więcej niż w Auchan. Jeszcze drożej było w Makro Cash & Carry – 317,31 zł, co oznacza różnicę aż 31,47 zł. To pokazuje, że najtańszy sklep nie tylko wygrywa, ale robi to z dużą przewagą, której konkurencja na razie nie potrafi zniwelować.

Najtańszy sklep kontra reszta rynku. Ogromne różnice w cenach koszyków

Na drugim końcu cenowego zestawienia znalazł się POLOmarket. To właśnie tam grudniowy koszyk zakupowy był najdroższy i wyniósł 358,31 zł. Oznacza to, że różnica między najtańszym a najdroższym sklepem sięgnęła ponad 72 zł. A jeśli spojrzeć szerzej – na minimalne i maksymalne ceny produktów – rozpiętość cenowa na rynku wyniosła aż 142,34 zł i była większa niż miesiąc wcześniej.

Eksperci ASM SFA podkreślają, że te dane doskonale pokazują rozdźwięk między statystykami a codziennym doświadczeniem konsumentów. Stabilizacja inflacji nie oznacza automatycznie tańszych zakupów, zwłaszcza w okresach zwiększonego popytu, takich jak grudzień. Wiele sieci wciąż przerzuca na klientów wcześniejsze koszty energii, logistyki i pracy, co bezpośrednio odbija się na cenach.

Ciekawie wygląda też analiza poszczególnych kategorii produktów. Najmocniej w ujęciu miesięcznym podrożały pomidory – aż o 21,08%. Z kolei na oszczędności można było liczyć m.in. przy zakupie herbaty (spadek cen o 8,28%) oraz pasty do zębów (taniej o 5,19%). Różnice te dodatkowo wzmacniają znaczenie wyboru miejsca zakupów.

Warto też zwrócić uwagę na dostępność produktów. Najłatwiej było skompletować pełną listę w Intermarché, gdzie dostępność badanych towarów sięgnęła 92%. Najtrudniej było w Dino – tam wskaźnik wyniósł zaledwie 64%. Nawet najtańszy sklep traci sens, jeśli nie da się w nim kupić wszystkiego, co jest potrzebne.