Są takie mieszkania, w których niby wszystko stoi na swoim miejscu, a jednak od razu zauważamy, że coś się zmieniło. Nie zawsze chodzi o nową kanapę czy przemalowane ściany. Czasem wystarczy jedna rzecz położona na podłodze. Właśnie tak miałam ostatnio u teściowej. Weszłam, zdjęłam buty i zanim zdążyłam usiąść, już patrzyłam pod nogi. Salon wydawał mi się bardziej przytulny, a meble jakby nagle lepiej do siebie pasowały.

U teściowej od razu spojrzałam pod nogi i pomyślałam o perskim dywanie. Dopiero po chwili zdradziła mi, gdzie go znalazła

„Nowy dywan?” zapytałam niemal od progu. Teściowa od razu się uśmiechnęła, bo chyba dokładnie na taką reakcję czekała. Przyjrzałam się wzorowi i byłam przekonana, że tym razem zaszalała w którymś ze sklepów wnętrzarskich. Duży ornament, szarości, delikatnie przygaszone kolory i klasyczny charakter od razu skojarzyły mi się z dywanami w orientalnym stylu. Wtedy usłyszałam: „Złotko, to z Lidla”. I przyznam, że musiałam spojrzeć jeszcze raz.

Zobacz także:

Oczywiście nie jest to prawdziwy perski dywan i nie ma sensu tak go przedstawiać. Chodzi o pierwsze wrażenie, jakie robi dekoracyjny wzór. Na zdjęciu widać duże kwiatowe i roślinne ornamenty oraz ozdobne obramowanie. Całość nawiązuje do klasycznych dywanów orientalnych, ale kolorystyka jest znacznie spokojniejsza. Dzięki temu dywan z Lidla nie wygląda ciężko i łatwo zestawić go ze współczesnymi meblami. To właśnie spodobało mi się najbardziej. Teściowa nie zmieniła kanapy, stolika ani szafki. Położyła nowy dywan i nagle całe pomieszczenie dostało inny charakter. Nie był to remont ani wielka metamorfoza, tylko jeden dodatek, który od razu zauważyłam.

fot. mat. własne Story.pl

Orientalny wzór wygląda dekoracyjnie, ale kolory pozostają spokojne. Dzięki temu dywan z Lidla łatwo połączyć z meblami, które już mamy

Przy mocno wzorzystych dywanach zawsze mam jedną obawę. Pięknie wyglądają zwinięte w sklepie, a po rozłożeniu w domu zaczynają konkurować ze wszystkim dookoła. Tutaj wzór jest wyraźny, ale utrzymano go w stonowanej palecie. Widzę przede wszystkim szarości, jasne tło i ciemniejsze kontury ornamentów. Dla mnie to duża zaleta, bo taki wzorzysty dywan do salonu nie wymaga urządzania całego pomieszczenia od początku. Przy jasnej kanapie wygląda spokojnie i elegancko. Do drewna wnosi odrobinę klasycznego charakteru. Przy szarych meblach wzór może z kolei przełamać monotonię jednolitych powierzchni.

Chcesz więcej inspiracji aranżacyjnych? To też warto sprawdzić: Wystarczy musnąć ją palcem, a salon zalewa ciepły blask. Lampka wielokrotnego ładowania z Action ma dotykową regulację

Teściowa zestawiła go z tym, co miała już w domu. I właśnie wtedy dotarło do mnie, dlaczego tak szybko zauważyłam zmianę. Dywan zebrał wizualnie meble w jedną całość. Nie musiała dokupować pasujących zasłon ani poduszek. Sam ornament wystarczył, żeby podłoga przestała być pustym tłem. Na sklepowej etykiecie widać również rozmiar 100 na 150 cm. To nie jest więc ogromny dywan przykrywający niemal całą podłogę. Taki format widzę przede wszystkim przy stoliku kawowym, obok fotela, przed niewielką sofą albo w sypialni. Można nim zaznaczyć konkretną część pomieszczenia bez zakrywania całej podłogi.

Myślałam, że za taki efekt trzeba zapłacić znacznie więcej. Na czerwonej etykiecie zobaczyłam 49,99 zł

I właśnie tutaj zrozumiałam zadowolenie teściowej. Na widocznej przy dywanach etykiecie znajduje się również przekreślona wcześniejsza kwota oraz informacja o obniżce, aktualnie kosztuje 49,99 zł. Przy dekoracji, która tak mocno wpływa na wygląd pokoju, aktualna cena rzeczywiście zwraca uwagę. Najbardziej podoba mi się jednak to, że nie trzeba patrzeć na ten model wyłącznie przez pryzmat salonu. Mały dywan potrafi rozwiązać kilka wnętrzarskich problemów. W sypialni można położyć go obok łóżka. W większym przedpokoju zaznaczy fragment przy komodzie. W salonie stworzy niewielką strefę przy fotelu i lampie. Sama najchętniej wykorzystuję takie rozmiary właśnie do wydzielania małych kącików.

Przed zakupem sprawdzam jednak nie tylko wzór. Dywan jest rzeczą użytkową, więc liczy się miejsce, w którym go kładziemy. Przy drzwiach trzeba upewnić się, że skrzydło swobodnie przechodzi nad powierzchnią. Przy stoliku mierzę przestrzeń wcześniej, żeby po rozłożeniu całość nie wyglądała przypadkowo. Na śliskiej podłodze zwracam też uwagę na stabilność dywanu i w razie potrzeby stosuję odpowiednie zabezpieczenie przed przesuwaniem. 

Jeden wzorzysty dywan wystarczył, żeby salon teściowej wyglądał inaczej. Ja połączyłabym go z prostymi dodatkami i pozwoliła ornamentom grać pierwsze skrzypce

Najłatwiej przesadzić, dokładając do takiego dywanu kolejne wzorzyste rzeczy. Ja zrobiłabym dokładnie odwrotnie. Skoro na podłodze pojawiają się kwiatowe ornamenty, na kanapie zostawiłabym gładkie poduszki. Zasłony również wybrałabym jednolite. Dzięki temu wnętrze nadal jest spokojne, a dywan staje się jego najbardziej dekoracyjnym elementem. Pasują mi do niego kremy, beże, szarości i naturalne drewno. W bardziej klasycznym salonie dołożyłabym lampę z materiałowym abażurem. W nowocześniejszym wystarczy prosty stolik i jasna sofa. Nie próbowałabym natomiast na siłę tworzyć orientalnego wnętrza. Wzór sam daje wystarczająco dużo charakteru.

I chyba właśnie dlatego tak dałam się nabrać u teściowej. Nie zobaczyłam dywanu na sklepowej półce, zwiniętego w rulon i otoczonego cenówkami. Zobaczyłam go już w mieszkaniu, między meblami, gdzie prezentował się zupełnie inaczej. Teściowa miała z mojej reakcji niezłą zabawę. Ja natomiast dostałam kolejne przypomnienie, że niedroga zmiana nie musi wyglądać niedrogo. Czasem wystarczy dobrze dobrany wzór i odpowiednie miejsce. A gdy następnym razem zobaczę u niej coś nowego, najpierw zapytam, skąd to ma, zanim w głowie przypiszę zakup do drogiego sklepu wnętrzarskiego.