Pranie wełnianych swetrów zawsze wymaga ode mnie większej ostrożności niż wrzucenie do pralki zwykłych bawełnianych koszulek. Wystarczy źle dobrany program albo zbyt intensywne wirowanie, żeby ulubiona dzianina straciła swój kształt. Dlatego staram się ograniczać tarcie materiału o pozostałe ubrania i nie przeładowuję bębna. Do niedawna myślałam, że potrzebuję do tego specjalnego woreczka ochronnego, który można kupić w sklepach z artykułami gospodarstwa domowego. Okazało się jednak, że podobną funkcję może pełnić zwykła rzecz z sypialni, za którą nie muszę płacić ani grosza.
Zamiast woreczka do prania wełnianych swetrów wykorzystuję poszewkę na poduszkę. Proste rozwiązanie za 0 zł
Nie trzeba kupować specjalnej siateczki ochronnej, żeby delikatny sweter nie ocierał się bezpośrednio o inne ubrania. Wystarczy zwykła poszewka na poduszkę, najlepiej wykonana z gładkiej bawełny. Ważne, żeby była czysta, nie farbowała i miała wygodne zapięcie na zamek lub guziki.
Zobacz także:
Jak wykorzystuję ten patent? Najpierw przewracam sweter na lewą stronę, a następnie wkładam go luźno do poszewki. Nie upycham materiału na siłę, ponieważ musi pozostać miejsce na swobodny ruch tkaniny oraz przepływ wody. Na koniec dokładnie zamykam poszewkę, żeby ubranie nie wysunęło się podczas prania.
Taka osłona może ograniczyć zahaczanie delikatnej dzianiny o inne rzeczy znajdujące się w bębnie. To szczególnie przydatne w przypadku swetrów o luźniejszym splocie, które łatwo zaciągnąć. Trzeba jednak pamiętać, że bawełniana poszewka nie przepuszcza wody tak swobodnie jak siateczkowy woreczek, dlatego nie należy jej przepełniać. Nie daje też gwarancji ochrony przed mechaceniem czy kurczeniem.
fot. Evrymmnt/Adobe Stock
Pranie wełnianych swetrów w pralce wymaga odpowiedniego programu. Sama poszewka nie wystarczy
Zanim włożę sweter do pralki, zawsze zaglądam na metkę. Nie każdą wełnianą rzecz można prać mechanicznie, nawet jeśli została umieszczona w ochronnym woreczku czy poszewce. Gdy producent zaleca wyłącznie pranie ręczne, nie ryzykuję.
Jeżeli metka dopuszcza pranie w pralce, wybieram program przeznaczony do wełny. Zazwyczaj oznacza to delikatne ruchy bębna i niską temperaturę, często 30 stopni, choć zawsze należy kierować się zaleceniami producenta ubrania. Ustawiam również łagodne wirowanie, jeśli jest dozwolone.
Równie ważny jest detergent. Zwykły proszek może zawierać składniki nieodpowiednie dla naturalnych włókien, dlatego sięgam po łagodny płyn przeznaczony do wełny. Nie dodaję też wybielacza ani silnych odplamiaczy. Nawet najlepszy woreczek nie uratuje swetra, jeżeli zostanie wyprany w zbyt wysokiej temperaturze lub na intensywnym programie.
Po praniu wełnianego swetra nie wieszam go na suszarce. Dzięki temu łatwiej zachować jego kształt
Po zakończeniu prania wyjmuję sweter z poszewki i delikatnie rozkładam go na suchym ręczniku. Nie wykręcam materiału ani nie próbuję na siłę wyciągać z niego wody. Jeśli dzianina jest bardzo mokra, zwijam ją razem z ręcznikiem i lekko dociskam, żeby pozbyć się nadmiaru wilgoci.
Następnie rozkładam sweter na płasko, nadając mu pierwotny kształt. Nie wieszam go na cienkim wieszaku, ponieważ ciężka, wilgotna wełna może się rozciągać, szczególnie w okolicach ramion. Unikam również suszenia bezpośrednio na gorącym grzejniku.
Ten domowy patent również warto sprawdzić: Zaparz, ostudź i nie wyrzucaj. Dzięki temu sprytnemu patentowi mojej babci już nie wydaję kasy na maseczki
Warto też pamiętać, że wełnianych swetrów nie trzeba prać po każdym założeniu. Naturalna wełna stosunkowo dobrze radzi sobie z pochłanianiem zapachów, dlatego często wystarczy porządne przewietrzenie ubrania. Dzięki temu rzadziej uruchamiam pralkę, zużywam mniej detergentu, a ulubiony sweter nie jest niepotrzebnie narażony na tarcie i rozciąganie.
Obserwuj nas na Google







