Mam słabość do domowych patentów, które pozwalają wykorzystać rzeczy przeznaczone do wyrzucenia. Ostatnio podczas porządków znalazłam pożółkłą firankę, której nie chciałam już wieszać w oknie. Zamiast wyrzucać ją do śmieci, przypomniałam sobie o uroczym sposobie na zapachowe woreczki do garderoby. Wystarczy kilka skrawków materiału, kawałek tasiemki i coś, co wielu z nas ma w ogrodzie albo kuchennej szafce. Efekt przypomina mi wakacje w Prowansji, gdzie powietrze przesycone jest aromatem lawendy.
Stara firanka dostaje u mnie drugie życie. Zamiast kupować zapachowe saszetki, robię je samodzielnie
Kiedyś regularnie kupowałam gotowe saszetki zapachowe do szafy. Niestety po kilku tygodniach ich aromat słabł, a ja znów musiałam sięgać do portfela. Teraz wykorzystuję stare firanki, szczególnie te delikatne, koronkowe lub z drobną siateczką.
Zobacz także:
Taki materiał idealnie nadaje się do przygotowania niewielkich woreczków. Jest lekki, przewiewny i pozwala zapachowi stopniowo wydostawać się na zewnątrz. Przy okazji wygląda znacznie ładniej niż zwykła papierowa saszetka.
Najbardziej lubię firanki z subtelnymi kwiatowymi wzorami. Wystarczy przewiązać je satynową wstążeczką, żeby przypominały małe upominki z eleganckiego sklepiku. Co ciekawe, nawet lekko pożółkły materiał może wyglądać uroczo, szczególnie w połączeniu z beżowym sznurkiem albo kremową tasiemką.
fot. New Africa/Adobe Stock
Jak zrobić woreczki zapachowe ze starej firanki? Wystarczy kilka minut i kawałek tasiemki
Przygotowanie takich woreczków jest banalnie proste. Nie trzeba mieć maszyny do szycia ani szczególnych zdolności manualnych. Ja zaczynam od dokładnego wyprania firanki i pozostawienia jej do całkowitego wyschnięcia.
Następnie postępuję według kilku prostych kroków:
-
Wycinam z firanki kwadraty o wymiarach około 20 × 20 cm.
-
Na środku każdego kawałka materiału umieszczam 1–2 łyżki suszonej lawendy.
-
Zbieram wszystkie rogi firanki do góry, tworząc niewielki woreczek.
-
Mocno związuję materiał tasiemką lub bawełnianym sznurkiem, żeby zawartość się nie wysypywała.
-
Gotowe saszetki układam w szufladach albo zawieszam na drążku w szafie.
Jeśli firanka ma duże oczka, wystarczy wykorzystać dwie warstwy materiału. Dzięki temu suszone kwiaty nie będą wypadały. Osoby lubiące szyć mogą dodatkowo zrobić klasyczne woreczki z prostokątnych kawałków firanki, zszywając boki i pozostawiając otwór na susz.
Wsypuję suszoną lawendę i cała garderoba pięknie pachnie. Ten domowy odświeżacz kosztuje grosze
Do wypełnienia woreczków najchętniej wykorzystuję suszoną lawendę. Jej charakterystyczny, kwiatowo-ziołowy aromat kojarzy mi się z czystą pościelą, świeżym powietrzem i prowansalskimi domkami. Jeśli ktoś ma lawendę w ogrodzie, może wcześniej ściąć kilka gałązek i wysuszyć je w przewiewnym, zacienionym miejscu.
Nie trzeba jednak ograniczać się do jednego zapachu. Świetnie sprawdzą się również suszone płatki róż, rozmaryn czy odrobina mięty. Ważne, żeby wszystkie składniki były całkowicie suche, ponieważ wilgotne rośliny mogą spleśnieć.
To również warto sprawdzić: Tapicerowane krzesła błagały już o pranie. Nałożyłam pianę za kilka gr i tłuste ślady zeszły w mniej niż minutę
Gotowe woreczki wkładam między ręczniki, pościel i swetry. Jeden zawieszam również przy płaszczach w przedpokoju. Gdy po kilku tygodniach aromat zaczyna słabnąć, delikatnie ugniatam woreczek w dłoniach, żeby uwolnić resztę zapachu. Później wymieniam susz na świeży.
Najbardziej podoba mi się to, że nie muszę wyrzucać całej saszetki. Koronkowy woreczek zostaje na kolejne miesiące, a ja mogę dowolnie zmieniać jego zawartość. Z jednej starej firanki powstaje tyle takich drobiazgów, że wystarcza mi ich do szafy, komody i szuflad z pościelą.
Obserwuj nas na Google







