Kuchenne zapasy lubię mieć na dłużej. Mąka, kasza, ryż, płatki, bakalie czy orzechy sprawiają, że nie muszę biec do sklepu za każdym razem, gdy najdzie mnie ochota na ciasto albo szybki obiad. Jest tylko jeden problem. Właśnie w takich suchych produktach mogą ukrywać się szkodniki, których podczas zakupów zwyczajnie nie zauważymy. Mole spożywcze potrafią pojawić się nawet w zadbanej kuchni, ponieważ zainfekowany produkt możemy nieświadomie przynieść ze sklepu.
Mole spożywcze możemy przynieść razem z zakupami. Dlatego część produktów najpierw wkładam do zamrażarki
Widok mola latającego po kuchni zwykle wywołuje jedno pytanie: skąd on się tutaj wziął? Wcale nie musi oznaczać, że zaniedbaliśmy porządki. Szkodniki magazynowe mogą dostać się do produktu na różnych etapach, zanim żywność trafi do naszego domu. Co więcej, mogą znajdować się również w opakowaniach, które wyglądają na nienaruszone. Larwy potrafią przedostawać się przez cienki plastik, papier czy karton oraz wykorzystywać niewielkie szczeliny i zagięcia opakowań. Dlatego szczególną uwagę zwracam na suche produkty. Problem może dotyczyć między innymi mąki, ryżu, makaronu, płatków i innych produktów zbożowych, a także nasion, orzechów, suszonych owoców, przypraw czy herbaty. Na liście potencjalnych źródeł znajdują się nawet sucha karma dla zwierząt i nasiona dla ptaków.
Zobacz także:
Prosty patent polega na wykorzystaniu zamrażarki. Zaleca się w przypadku starszych produktów, co do których nie mamy pewności, zamrożenie ich w temperaturze około minus 18 stopni Celsjusza na co najmniej cztery dni. Takie warunki zabijają obecne w produkcie jaja i owady. Tę metodę można więc wykorzystać profilaktycznie przy produktach szczególnie podatnych na obecność szkodników. Po zakupach zamiast od razu układać paczkę w szafce, wkładam ją najpierw do zamrażarki. Oczywiście wybieram tylko żywność, której takie przechowywanie nie zaszkodzi, a przed schowaniem sprawdzam opakowanie i odpowiednio je zabezpieczam. Po wyjęciu warto poczekać, aż produkt wróci do temperatury pokojowej, zanim trafi do docelowego szczelnego pojemnika. Chodzi o to, aby nie zamknąć go z wilgocią powstałą wskutek kondensacji.
fot. Adobe Stock | Paweł Kacperek
Mąkę i kaszę przesypuję do szczelnych pojemników. Cienka torebka nie stanowi dobrej bariery dla szkodników
Zamrażarka to dopiero pierwszy element mojego kuchennego systemu. Nie chcę później trzymać mąki czy kaszy miesiącami w otwartej papierowej paczce. Po otwarciu produkty przesypuję do szczelnie zamykanych pojemników. I tutaj nie chodzi tylko o to, że szafka wygląda schludniej. Specjaliści zalecają szkło, metal albo grube tworzywo i szczelne zamknięcie. Tak przechowywane zapasy są znacznie lepiej odizolowane od pozostałej żywności. To szczególnie ważne, ponieważ szkodniki obecne w jednej paczce mogą z czasem rozprzestrzenić się na inne produkty.
Szukasz praktycznych porad? To też może cię zainteresować: Już chciałam wymienić firanki z kuchni na nowe. Na tłusty osad pomógł proszek z szafki, a kupuję go za 49 groszy
Raz na jakiś czas warto też zrobić zwykły przegląd szafki. Nie kupuję ogromnych zapasów produktów, których używam sporadycznie. Starsze paczki ustawiam z przodu, żeby zużyć je jako pierwsze, a rozsypaną mąkę, płatki czy kaszę od razu sprzątam. A co zrobić, gdy mole spożywcze już się pojawiły? Wtedy nie ma sensu ograniczać się do zabijania latających osobników. Trzeba znaleźć źródło problemu. Niepokojące są między innymi larwy oraz delikatne oprzędy widoczne w żywności. Zainfekowane produkty należy wyrzucić, a półki, narożniki i szczeliny dokładnie odkurzyć. To ważne, bo samo złapanie kilku dorosłych moli nie rozwiązuje problemu ukrytego wewnątrz opakowania.
Liść laurowy wkładam do kuchennej szafki jako domowy odstraszacz. Nie zastąpi jednak zamrażania i szczelnych pojemników
Jest jeszcze stary domowy sposób, który wiele osób zna od swoich mam czy babć. Wystarczy kilka suszonych liści laurowych umieścić na półkach w szafce z suchymi produktami. Można położyć je na małym spodeczku albo wsypać do niewielkiego otwartego słoiczka i ustawić pomiędzy pojemnikami. Pomysł bierze się z intensywnego zapachu liści laurowych, któremu przypisuje się działanie odstraszające niektóre owady. Sama traktuję taki słoiczek jako dodatkowy domowy patent, a nie główne zabezpieczenie zapasów.
Nie wkładałabym również liści bezpośrednio do żywności. Wolę trzymać je osobno i wymieniać, kiedy tracą aromat. Dzięki temu nie mieszają się z produktami, których później używam do gotowania. Najważniejsza jest dla mnie zupełnie inna zasada. Nie czekam, aż zobaczę pierwszego mola. Kontroluję suche produkty, część nowych zakupów profilaktycznie przemrażam, a otwarte zapasy przechowuję w szczelnych pojemnikach. Liść laurowy pozostaje jedynie dodatkiem do tych działań. Bo gdy mole spożywcze rzeczywiście zadomowią się w kuchni, kilka aromatycznych listków nie rozwiąże sprawy. Znacznie łatwiej utrudnić im rozprzestrzenienie się, niż później opróżniać całą szafkę i wyrzucać zapasy.

Obserwuj nas na Google







