Gdy włosy wypadają bardziej niż zwykle, wiele osób zaczyna szukać czegoś, co realnie wesprze skórę głowy, a nie tylko ładnie pachnie i obiecuje cuda. Właśnie dlatego takie produkty jak wcierka Anwen Aware Scalp Care z mentolem budzą teraz tyle emocji. Ma nie tylko pobudzać cebulki, ale też ograniczać wypadanie, zagęszczać fryzurę i dawać uczucie odświeżenia. Przy regularnym stosowaniu może stać się tym kosmetykiem, po który sięga się niemal odruchowo.
Wcierka na porost włosów robi furorę. Baby hair wyskakują przy czole i skroniach
Nie dziwię się, że o tej wcierce mówi się coraz więcej. Już sam opis działa na wyobraźnię, bo producent obiecuje przyspieszenie porostu, ograniczenie wypadania, zagęszczenie włosów i regulację sebum. To właśnie takie połączenie najczęściej przyciąga osoby, które czują, że fryzura straciła objętość, a włosy nie wyglądają już tak dobrze jak kiedyś. Do tego dochodzi mentol, który daje charakterystyczne uczucie chłodzenia i mrowienia. Dla wielu osób to znak, że produkt naprawdę pracuje na skórze głowy.
Zobacz także:
To również może cię zainteresować: Mam suchą skórę i znalazłam krem idealny. Ujędrnia, wygładza i rozjaśnia przebarwienia
Największe wrażenie robi jednak to, co zaczyna być widać po pewnym czasie. Przy linii czoła, przy przedziałku, nad uszami pojawiają się krótkie, nowe włoski. Na początku bywają niesforne i sterczą we wszystkie strony, ale właśnie to dla wielu jest najlepszym dowodem, że coś ruszyło. Takie baby hair potrafią być trochę uciążliwe przy stylizacji, jednak mało kto narzeka, skoro oznaczają zagęszczenie. W końcu lepiej ujarzmiać nowe włoski niż patrzeć, jak fryzura robi się coraz rzadsza.
Mentol chłodzi skórę głowy i daje mocny sygnał działania. To nie powinno dziwić ani niepokoić
W opisie tej wcierki wyraźnie zaznaczono, że chłodzenie i mrowienie mogą utrzymywać się nawet do 60 minut. I właśnie to może zaskoczyć osoby, które nigdy wcześniej nie używały takiego kosmetyku. Uczucie jest wyraźne, czasem nawet intensywne, ale przy tego typu formule nie musi oznaczać nic złego. Dla wielu użytkowniczek to wręcz największy atut, bo po aplikacji czuć świeżość, lekkość i takie przyjemne pobudzenie skóry głowy.
To ważne szczególnie wtedy, gdy włosy szybko się przetłuszczają i fryzura już dzień po myciu traci świeżość. Wcierki stymulujące często mają wspierać nie tylko porost, ale też lepszą kondycję skóry. A kiedy skóra głowy jest zadbana, łatwiej o odbicie włosów od nasady, mniejsze przetłuszczanie i bardziej lekką fryzurę. Nie bez znaczenia jest też fakt, że ten produkt ma 97 procent składników pochodzenia naturalnego. Dla wielu osób to dodatkowy plus, bo coraz częściej zwracamy uwagę nie tylko na efekt, ale też na skład i codzienny komfort stosowania.
fot. Screen strona internetowa hebe.pl
Jak stosować wcierkę na wzrost włosów, żeby zobaczyć efekt. Regularność robi tu całą robotę
Przy takich kosmetykach najważniejsza jest systematyczność. Nawet najlepsza wcierka nie pokaże pełni możliwości po dwóch użyciach, bo cebulki włosów potrzebują czasu. Warto traktować ją jak element rutyny, tak samo jak mycie twarzy czy nakładanie kremu. Najczęściej najlepiej sprawdza się aplikacja bezpośrednio na skórę głowy, szczególnie w miejscach, gdzie włosy wyraźnie się przerzedziły albo gdzie najbardziej zależy ci na zagęszczeniu. Potem dobrze jest delikatnie wmasować produkt opuszkami palców. Taki masaż nie tylko pomaga rozprowadzić wcierkę, ale też pobudza mikrokrążenie.
Trzeba też pamiętać, że pojawienie się baby hair nie zawsze od razu oznacza spektakularną zmianę długości włosów. Najpierw widać krótkie odrosty, potem fryzura zaczyna wyglądać pełniej, a dopiero później łatwiej dostrzec większą różnicę w ogólnej gęstości. To właśnie dlatego wiele osób porzuca wcierki zbyt szybko, bo oczekuje natychmiastowego efektu. Tymczasem tu działa cierpliwość. Gdy nowym włoskom da się czas, fryzura potrafi naprawdę pozytywnie zaskoczyć. A kiedy przy czole robi się ich coraz więcej, trudno nie zerkać do lustra z satysfakcją.








