Jesienią moja pralka właściwie nie odpoczywa. Dochodzą grubsze bluzy, swetry, ręczniki, koce i rzeczy, które schną znacznie dłużej niż latem. Tym bardziej irytuje mnie sytuacja, gdy robię całe pranie, zużywam wodę i prąd, a po otwarciu bębna zamiast świeżości pojawia się nieprzyjemny zapach. Kiedyś w takiej sytuacji automatycznie kupowałam specjalny środek do czyszczenia pralki. Teraz najpierw sprawdzam prostsze rozwiązanie. Jest tanie, nie wymaga szorowania wnętrza urządzenia i nie dokładam do koszyka kolejnego produktu, którego użyję kilka razy, a później będzie miesiącami stał w łazience.

Brzydki zapach z pralki nie zawsze wymaga drogiego preparatu. Pół szklanki sody kosztuje grosze i może pomóc odświeżyć wnętrze urządzenia

Moim pierwszym wyborem jest soda oczyszczona. To jeden z tych produktów, które lubię mieć w domu właśnie dlatego, że przydają się nie tylko podczas gotowania. W przypadku nieprzyjemnego zapachu z pralki można wykorzystać ją do pustego cyklu czyszczącego.

Zobacz także:

Sposób jest bardzo prosty. Do pojemnika na proszek wsypuję pół szklanki sody oczyszczonej, a następnie uruchamiam pralkę bez ubrań. W opisanej metodzie wykorzystuje się program w temperaturze 90 stopni.

I właśnie ten brak dodatkowych zakupów podoba mi się najbardziej. Nie muszę szukać osobnego płynu, proszku czy tabletki przeznaczonej wyłącznie do czyszczenia pralki. Soda jest tania i często już stoi w domu, więc zanim wydam pieniądze na kolejny specjalistyczny preparat, zaczynam od niej. Jej zadaniem jest przede wszystkim pomoc w neutralizowaniu nieprzyjemnych zapachów i usuwaniu części zabrudzeń oraz osadów. Dla mnie ma to znaczenie szczególnie wtedy, gdy sama pralka po otwarciu nie pachnie świeżo, a zapach zaczyna być wyczuwalny także na upranych rzeczach.

Nie traktuję jednak sody jak magicznego środka na każdą awarię. Jeżeli problem jest poważniejszy albo mimo czyszczenia ciągle wraca, sama soda nie zastąpi sprawdzenia urządzenia. To dla mnie pierwszy, tani krok, a nie sposób na naprawienie wszystkiego.

Zanim uruchomię bardzo gorący program, zaglądam też do instrukcji mojego modelu. Nie każda pralka musi mieć identyczne programy i zalecenia. Jeżeli producent dopuszcza pusty cykl w takiej temperaturze, wtedy korzystam z tego sposobu bez wrzucania do bębna żadnych ubrań.

fot. Sergey Mironov/Adobe Stock

Wsypuję sodę do pojemnika na proszek i uruchamiam pusty cykl. Temperatura 90 stopni pozwala przeprowadzić proste czyszczenie bez dodatkowego preparatu

Cała metoda zajmuje mi dosłownie chwilę przygotowania. Najpierw upewniam się, że bęben jest pusty. Nie dorzucam ręczników, ścierek ani ubrań, bo tym razem chodzi o pracę samej pralki.

Pół szklanki sody trafia do miejsca, do którego normalnie wsypuję detergent. Potem ustawiam pusty cykl w temperaturze 90 stopni i pozwalam urządzeniu przejść cały program.

Lubię takie rozwiązania, bo nie wymagają ode mnie stania nad pralką i szorowania jej przez pół godziny. Nie muszę również przygotowywać skomplikowanej mieszanki z pięciu składników. Soda, pusty bęben i odpowiedni program, właściwie tyle.

Najważniejsze jest dla mnie jednak to, co dzieje się później. Po zakończeniu cyklu otwieram pralkę i sprawdzam zapach. Jeżeli wcześniej wyraźnie czułam stęchliznę, łatwo zauważyć, czy sytuacja się poprawiła.

Dzięki temu unikam też dość absurdalnej sytuacji, w której piorę rzeczy drugi raz tylko dlatego, że za pierwszym razem przejęły nieprzyjemny zapach z urządzenia. Powtórne pranie oznacza przecież kolejne zużycie wody, detergentu i energii. Wolę więc zadbać o samą pralkę, zanim zacznę zastanawiać się, dlaczego czyste ubrania nie pachną tak, jak powinny.

Nie przesadzam też z ilością sody. Skoro w tym sposobie wystarcza pół szklanki, nie wsypuję całego opakowania z myślą, że więcej zadziała lepiej. Domowe patenty najbardziej lubię właśnie wtedy, gdy są proste i konkretne.

Najbardziej lubię ten patent za prostotę i niski koszt. Zanim kupię kolejną butelkę chemii, sprawdzam to, co już mam w kuchni

Przez długi czas miałam odruch, żeby do każdego problemu w domu kupować osobny produkt. Płyn do jednego urządzenia, preparat do drugiego, spray do trzeciego. Później otwierałam szafkę i znajdowałam w niej kilkanaście butelek, z których połowy prawie nie używałam.

Dlatego pół szklanki sody oczyszczonej wydaje mi się sensownym pierwszym krokiem. Produkt kosztuje niewiele, jest łatwo dostępny i nie kupuję go tylko po to, żeby raz na jakiś czas wyczyścić pralkę.

To może cię również zainteresować: Mole spożywcze omijają moje szafki szerokim łukiem. Co 2 tygodnie przecieram je miksturą 1:5

Po takim pustym cyklu zwracam po prostu uwagę na efekt. Pralka powinna pachnieć neutralniej, a następne pranie nie powinno przejmować wcześniejszej stęchlizny. Jeżeli mimo tego nieprzyjemny zapach nadal się utrzymuje, nie dokładam kolejnej porcji sody w nieskończoność. Wtedy wiem już, że problem może wymagać dokładniejszego sprawdzenia urządzenia.

Pół szklanki sody, pusty cykl i odpowiednio wysoka temperatura to metoda, którą mogę wypróbować praktycznie bez dodatkowego wydatku. A kiedy po następnym praniu wyjmuję ubrania i nie czuję już tej charakterystycznej stęchlizny, wiem, że właśnie o taki efekt mi chodziło. Prosto, tanio i bez kupowania kolejnego środka.