Latem suszenie prania właściwie nie zaprząta mi głowy. Rozwieszam ubrania rano, otwieram okno i po kilku godzinach większość jest już sucha. Jesienią zaczyna się zupełnie inna historia. W mieszkaniu jest chłodniej, powietrze bardziej wilgotne, a bluza potrafi jeszcze wieczorem być mokra przy szwach i kieszeniach. Najbardziej irytuje mnie wtedy suszarka stojąca pół dnia na środku pokoju, zwłaszcza gdy w koszu czeka już kolejna porcja prania.

Dlatego zanim cokolwiek rozwieszę, robię jeszcze jedną prostą rzecz. Do mokrego wsadu dokładam duży, czysty i całkowicie suchy ręcznik, a następnie włączam samo wirowanie. Nie potrzebuję żadnych specjalnych akcesoriów. Wystarcza coś, co i tak mam pod ręką.

Zobacz także:

Suchy ręcznik dokładam dopiero po praniu. Potem włączam dodatkowe wirowanie

Tutaj kolejność ma znaczenie. Ręcznika nie wrzucam na początku cyklu, tylko wtedy, gdy pranie jest już skończone. Mokre ubrania zostają w bębnie, dokładam do nich jeden chłonny bawełniany ręcznik i uruchamiam program samego wirowania. Po co? Ręcznik podczas kontaktu z mokrymi tkaninami może przejąć część wilgoci, ale największą pracę i tak wykonuje obracający się bęben. Siła odśrodkowa usuwa wodę z materiałów, dlatego dodatkowe wirowanie ma tu kluczowe znaczenie. 

Nie oczekuję, że po kilku minutach wyjmę z pralki gotowe do założenia ubrania. To nie jest domowa suszarka bębnowa. Różnicę zauważam raczej po rozwieszeniu, a najbardziej przy bluzach, spodniach dresowych i grubszych rzeczach, które jesienią zwykle schną najdłużej.

fot. Rychko Yevhen/Adobe Stock

Im mniej wody zostanie w tkaninach, tym mniej musi później odparować

Nie ma tu żadnej magii. Zasada jest banalnie prosta: im mniej wody pozostanie w materiale po wyjęciu z pralki, tym mniej musi później odparować podczas suszenia. Właśnie dlatego dodatkowe wirowanie jest w tym sposobie ważniejsze niż sam ręcznik. Traktuję go jako pomocnika, który podczas obracania się bębna może przejąć część wilgoci. Samo wrzucenie suchego ręcznika do mokrych ubrań bez ponownego wirowania nie dałoby mi takiego efektu.

Najlepiej sprawdza mi się zwykły bawełniany ręcznik, który dobrze chłonie wodę. Przy okazji warto pamiętać, że ręczniki z czasem mogą tracić chłonność, zwłaszcza gdy na włóknach odkładają się resztki detergentów lub używamy zbyt dużo płynu do zmiękczania.

Nie ustawiam najwyższych obrotów bez zastanowienia. Najpierw patrzę na metkę

Prędkość wirowania dobieram do rodzaju materiału. Bawełniane T-shirty, ręczniki czy pościel zwykle lepiej znoszą mocniejsze wirowanie niż wełna, jedwab albo delikatne dzianiny. Dlatego zamiast automatycznie wybierać maksymalną ilość obrotów, sprawdzam metkę i ustawienia programu.

Nie dokładam też kilku ręczników naraz. Mokry wsad już sam w sobie jest ciężki, a pralka musi prawidłowo rozłożyć rzeczy w bębnie. Jeden duży ręcznik w zupełności mi wystarcza. Przy swetrach i delikatniejszych ubraniach wolę z kolei odpuścić ten patent albo wybrać łagodniejsze wirowanie. Kilkadziesiąt minut dłuższego suszenia jest dla mnie lepszą opcją niż rozciągnięta dzianina.

Po wyjęciu z pralki robię jeszcze 2 rzeczy. Inaczej wilgoć i tak zostanie w mieszkaniu

Nawet dobrze odwirowane ubrania będą schły długo, jeśli rozwieszę je ciasno jedno obok drugiego. Dlatego po wyjęciu z bębna każdą rzecz porządnie strzepuję i zostawiam trochę przestrzeni między ubraniami. Najbardziej pilnuję tego przy bluzach, spodniach i grubych koszulach. Jeśli mokre rękawy albo nogawki przylegają do siebie przez kilka godzin, powietrze nie ma jak swobodnie krążyć i cały proces wyraźnie się wydłuża.

To też warto sprawdzić: Wszyscy wyrzucają starą dynię, a to ogrodowy skarb. Wrzucam do kompostownika i mam darmowy nawóz

Druga rzecz to wentylacja. Jesienią mam pokusę, żeby zamknąć wszystkie okna i zatrzymać ciepło w mieszkaniu, ale wilgoć z prania przecież nie znika. Dlatego zamiast trzymać okno uchylone przez pół dnia, wietrzę pomieszczenie krótko i intensywnie.

Najlepsze w tym sposobie jest jednak to, że niczego nie muszę kupować. Bawełniany ręcznik mam już w domu, dodatkowe wirowanie jest jednym z podstawowych programów w pralce, a cały trik zajmuje kilka minut. Nie obiecuje cudów i nie zastąpi suszarki bębnowej, ale jesienią naprawdę robi różnicę. Zwłaszcza wtedy, gdy nie mam ochoty przez cały dzień omijać suszarki stojącej na środku pokoju.