Suche powietrze w mieszkaniu potrafi dać się we znaki. Rano nakładam krem, wieczorem kolejny, a mimo to skóra na policzkach czy wokół ust bywa nieprzyjemnie ściągnięta. Szczególnie po całym dniu spędzonym w ogrzewanych pomieszczeniach. Zauważyłam też, że kiedy cera jest przesuszona, drobne linie stają się bardziej widoczne. W takich momentach nie zawsze potrzeba kolejnego drogiego kosmetyku. Niekiedy wystarczy trochę inaczej wykorzystać to, co już mamy w łazience.

Wazelina za 4 zł zamiast kolejnego drogiego kremu. Ten prosty trik nazywa się slugging

Kiedy pierwszy raz usłyszałam o sluggingu, pomyślałam, że to pewnie kolejny skomplikowany rytuał pielęgnacyjny. Tymczasem chodzi o coś banalnie prostego - nałożenie cienkiej warstwy wazeliny na skórę, która wcześniej została posmarowana kremem nawilżającym. Zwykły słoiczek wazeliny kosmetycznej można kupić już za około 4 zł.

Zobacz także:

fot: hebe.pl

Cały sekret tkwi w tym, jak działa wazelina. Sama nie dostarcza skórze wody, ale tworzy na jej powierzchni ochronną warstwę, która ogranicza utratę wilgoci. Dzięki temu nawilżenie zapewnione przez wcześniej nałożony krem może utrzymywać się dłużej.
Co to oznacza w praktyce? Przesuszona skóra staje się bardziej miękka, mniej szorstka i wygląda na lepiej nawilżoną. Drobne linie, które mocniej odznaczają się przez suchość, mogą być rano mniej widoczne.

Nie oznacza to oczywiście, że wazelina usuwa zmarszczki w jedną noc. Nie wygładzi trwale bruzd ani nie zastąpi wszystkich kosmetyków pielęgnacyjnych. Potrafi jednak poprawić wygląd przesuszonej cery, a różnicę niekiedy widać już następnego ranka. Taki trik sprawdza się szczególnie jesienią i zimą, kiedy powietrze w pomieszczeniach jest bardziej suche. 

Wieczorem nakładam krem, a potem odrobinę wazeliny. Rano skóra wygląda na gładszą

Najbardziej podoba mi się to, że slugging nie wymaga żadnych dodatkowych przygotowań. Nie trzeba kupować specjalnego serum ani rezygnować z ulubionego kremu. Wieczorem oczyszczam twarz tak jak zwykle, a następnie nakładam krem nawilżający. Dopiero po chwili sięgam po wazelinę. Nabieram naprawdę niewielką ilość i delikatnie rozprowadzam ją tam, gdzie skóra najszybciej robi się sucha.

Najczęściej są to policzki, okolice ust oraz miejsca, w których mocniej zaznaczają się drobne zmarszczki mimiczne. Nie smaruję całej twarzy grubą warstwą. Wystarczy cieniutka powłoka na wybranych fragmentach. Wazelina pozostaje na skórze przez noc, dlatego najlepiej wykonać ten zabieg tuż przed pójściem spać. Rano wystarczy umyć twarz w zwykły sposób i wrócić do codziennej pielęgnacji.

Nie ma też potrzeby stosowania jej każdego wieczoru. Wolę traktować ten sposób jako dodatkową pomoc wtedy, gdy ogrzewanie mocno wysusza powietrze, a zwykły krem wydaje się niewystarczający.

Czytaj także: Zaparz, ostudź i nie wyrzucaj. Dzięki temu sprytnemu patentowi mojej babci już nie wydaję kasy na maseczki

Slugging nie sprawdzi się u każdego. Przy wazelinie łatwo popełnić jeden błąd

Największą pokusą jest nałożenie zbyt dużej ilości produktu. Skoro odrobina pomaga zatrzymać wilgoć, można pomyśleć, że gruba warstwa zadziała jeszcze lepiej. Nic z tego. Nadmiar wazeliny sprawi jedynie, że twarz będzie tłusta i lepka, a część kosmetyku zostanie na poduszce.

Trzeba też pamiętać, że slugging najlepiej sprawdza się na suchej skórze, ale nie każdej cerze będzie odpowiadał. Przy cerze tłustej lub skłonnej do niedoskonałości tak ciężka warstwa może okazać się niekomfortowa. Lepiej zacząć od małego fragmentu twarzy i sprawdzić, jak skóra reaguje.

Uważam również na kosmetyki stosowane pod wazelinę. Nie nakładam jej na silnie złuszczające preparaty z kwasami czy retinolem, ponieważ taka dodatkowa warstwa może nasilić ich działanie i podrażnienie. Najprostsze połączenie to łagodny krem nawilżający i niewielka ilość wazeliny.

Jest jeszcze jeden drobiazg, o którym łatwo zapomnieć. Wazelinę najlepiej nakładać czystymi palcami lub szpatułką, a słoiczek dokładnie zamykać. Dzięki temu korzystanie z niego jest wygodniejsze i bardziej higieniczne.

Dla mnie największą zaletą tego sposobu jest jego prostota. Nie oczekuję, że rano obudzę się bez jednej zmarszczki. Zależy mi raczej na tym, żeby skóra po nocy była miękka, przyjemna w dotyku i nie wyglądała na przesuszoną. A do tego naprawdę nie potrzeba całej półki kosztownych kosmetyków.