Kiedy jadę w góry, coraz częściej szukam miejsc, w których można naprawdę odpocząć. Lubię Zakopane, ale po pewnym czasie męczą mnie tłumy, hałas i ciągłe zaglądanie do sklepików z pamiątkami. Zdecydowanie bardziej odpowiada mi spokojny spacer wśród drzew, zapach lasu i widok gór, których nic nie zasłania. Nie jestem też zwolenniczką męczących wypraw. Z racji na wiek nie potrzebuję zdobywać wysokich szczytów ani sprawdzać swojej kondycji na stromych podejściach. Najchętniej wybieram trasy, na których można przystanąć, zrobić zdjęcie i po prostu nacieszyć się otoczeniem. W Tatrach jest sporo takich miejsc. Jedno z nich szczególnie mnie zainteresowało, ponieważ łączy piękną przyrodę, historię i tradycję pielgrzymowania.

Olej oklepane Krupówki. W Tatrach można znaleźć wyjątkowe miejsca bez zdobywania wysokich szczytów

Przyznam, że kiedyś każdą wizytę w Zakopanem zaczynałam od Krupówek. Trzeba było przejść głównym deptakiem, kupić oscypka i zajrzeć do kilku sklepów. Z czasem zauważyłam jednak, że po takim spacerze byłam bardziej zmęczona niż wypoczęta. W sezonie turystycznym na Krupówkach potrafi być naprawdę tłoczno. Trudno znaleźć spokojne miejsce, żeby usiąść i porozmawiać. Do tego dochodzą ceny, które nie zawsze zachęcają do dłuższego pobytu. Kawa, coś słodkiego i drobna pamiątka dla wnuków potrafią uszczuplić portfel szybciej, niż się spodziewamy.

Zobacz także:

Właśnie dlatego coraz bardziej podobają mi się wycieczki, podczas których główną atrakcją jest sama droga. Nie trzeba kupować biletu na kolejkę ani rezerwować stolika z kilkudniowym wyprzedzeniem. Wystarczy wygodne obuwie, coś do picia i odrobina czasu. Dla seniorów szczególnie ważny jest rozsądny wybór trasy. Jednym z ciekawszych kierunków jest okolica Wierchporońca i Zazadniej. To właśnie stamtąd prowadzą popularne trasy w stronę wyjątkowego sanktuarium.

Sanktuarium na Wiktorówkach skrywa historię niezwykłego objawienia. Do drewnianej kaplicy można dotrzeć leśnym szlakiem w około godzinę

Sanktuarium Matki Bożej Jaworzyńskiej Królowej Tatr na Wiktorówkach znajduje się w lesie, niedaleko Rusinowej Polany. To jedno z tych miejsc, które wygląda, jakby zatrzymało się w czasie. Drewniana kaplica, dach pokryty gontem i dwie charakterystyczne wieżyczki pięknie wpisują się w górskie otoczenie.

Najbardziej poruszyła mnie jednak historia tego miejsca. Według przekazów w XIX wieku młoda pasterka Marysia Murzańska miała zobaczyć tutaj Matkę Bożą. Dziewczynka szukała zagubionych zwierząt, kiedy wśród drzew ukazała jej się jasna postać.

fot. Franciszek/Adobe Stock

Marysia miała usłyszeć obietnicę, że szybko odnajdzie swoje zwierzęta, oraz wskazówki dotyczące dalszego życia. Z czasem na miejscu związanym z tym wydarzeniem zawieszono wizerunek Matki Bożej, a okoliczni mieszkańcy zaczęli przychodzić tutaj na modlitwę. W 1902 roku powstała niewielka kaplica przypominająca pasterski szałas. Później sanktuarium stopniowo rozbudowywano. Dziś opiekują się nim dominikanie, a wierni przychodzą tu, by modlić się przed wizerunkiem Matki Bożej Jaworzyńskiej.

Szczególnie podoba mi się to, że Wiktorówki zachowały kameralny charakter. Nie ma tutaj wielkiego placu ani monumentalnej świątyni. Jest za to drewniany kościółek otoczony świerkami i atmosfera, która sprzyja wyciszeniu. Dla osób wierzących może to być przede wszystkim miejsce modlitwy.

Do sanktuarium można dotrzeć między innymi niebieskim szlakiem z Zazadniej. Na przejście warto przeznaczyć około godziny lub nieco więcej, zależnie od tempa. Trasa prowadzi przez las i miejscami wymaga podejścia, dlatego wygodne buty z dobrą podeszwą to podstawa. Po deszczu kamienie i korzenie mogą być śliskie. Osobom starszym poleciłabym również kijki trekkingowe, szczególnie przy schodzeniu.

Samo wejście do sanktuarium jest darmowe, ale za bilet do Tatrzańskiego Parku Narodowego (TPN) trzeba zapłacić 11 zł. Bilet ulgowy kosztuje z kolei 5,50 zł. Nie każdy emeryt automatycznie otrzymuje zniżkę, dlatego warto wcześniej sprawdzić, czy przysługuje nam ustawowa ulga. Gdybym chciała połączyć spacer z uczestnictwem we mszy świętej, sprawdziłabym wcześniej godziny nabożeństw. Według harmonogramu dominikanów od października do czerwca niedzielne msze odbywają się o 9:00, 11:00 i 13:00, a w dni powszednie o 12:00.

Rusinowa Polana leży niedaleko Wiktorówek i zachwyca panoramą Tatr. To idealne miejsce na odpoczynek po odwiedzeniu sanktuarium

Będąc w sanktuarium, szkoda byłoby nie zajrzeć na pobliską Rusinową Polanę. To jedno z najbardziej znanych miejsc widokowych w tej części Tatr. I wcale mnie to nie dziwi, bo przy dobrej pogodzie można stamtąd podziwiać szeroką panoramę górskich szczytów. Największe wrażenie robi kontrast między otwartą, zieloną przestrzenią a wysokimi górami na horyzoncie. Na pierwszym planie widać trawę, pojedyncze drzewa i pasterskie zabudowania, a dalej wznoszą się potężne tatrzańskie masywy.

Można usiąść, wyjąć kanapkę z plecaka i spokojnie rozejrzeć się dookoła. Rusinowa Polana ma też długą tradycję pasterską. Przez wieki była wykorzystywana do wypasu owiec. Dzięki temu zachowała charakterystyczny krajobraz otwartej górskiej łąki, otoczonej lasami.

Na Rusinową Polanę prowadzi także zielony szlak z Wierchu Porońca. To często wybierana trasa na spokojniejszą wycieczkę. Przejście w jedną stronę zajmuje około godziny, choć osoby idące wolniejszym tempem powinny zaplanować więcej czasu. Można więc ułożyć trasę na dwa sposoby. Pierwszy to dojście z Zazadniej do sanktuarium, a następnie spacer na Rusinową Polanę. Drugi to rozpoczęcie wycieczki na Wierchu Porońcu, odwiedzenie polany i zejście w stronę Wiktorówek. Przy wyborze drugiego wariantu trzeba jednak pamiętać o powrocie do punktu startowego lub wcześniej zaplanować transport. Nie wszystkie trasy tworzą bowiem wygodną pętlę.

To również może cię zainteresować: W tym roku sprawiłam rodzicom emerytom taki rarytas na andrzejki. 2 noce w hotelu, bal z muzyką na żywo i SPA bez limitu. Cena adekwatna

Nie namawiałabym też każdego seniora do przedłużania wędrówki na Gęsią Szyję, choć jest to kolejny popularny punkt widokowy w okolicy. Podejście wymaga pokonania licznych schodów i może być męczące dla kolan. Sama wolałabym nacieszyć się Rusinową Polaną, zamiast wracać z wycieczki zupełnie bez sił.

Jesienią szczególnie uważałabym też na pogodę. Nawet kiedy w Zakopanem świeci słońce, na szlaku może być zimno, mokro i wietrznie. W październiku możliwe są również przymrozki oraz pierwsze opady śniegu. Właśnie dlatego przed wyjściem sprawdziłabym komunikat turystyczny TPN i prognozę dla Tatr.