Jeśli pracujecie od kilkunastu czy kilkudziesięciu lat, dobrze wiecie, że metryka to jedno, a realne zmęczenie organizmu – drugie. Dla wielu kobiet myśl o tym, że trzeba „dociągnąć” do sześćdziesiątki, bywa zwyczajnie przytłaczająca. Nic więc dziwnego, że temat emerytury stażowej wzbudza tak duże emocje i regularnie wraca w publicznych dyskusjach.

Emerytura oparta na latach pracy, a nie na wieku

Obecny system emerytalny jest bezlitosny w swojej prostocie: liczy się wiek. Nieważne, czy zaczęłyście pracę jako nastolatki, czy dopiero po studiach – granica jest sztywna. Tymczasem pomysł emerytur stażowych zakłada zupełnie inne podejście. Kluczowe miałoby być to, jak długo faktycznie pracowałyście i odprowadzałyście składki.

Zobacz także:

W proponowanym rozwiązaniu kobiety mogłyby skorzystać z prawa do emerytury po przepracowaniu 35 lat, a mężczyźni po 40 latach. Bez konieczności czekania do ustawowego wieku. To szczególnie ważne dla osób, które wcześnie weszły na rynek pracy i dziś mają za sobą dekady zawodowych obowiązków – często w trudnych warunkach.

Co istotne, emerytura stażowa nie byłaby obowiązkiem, ale wyborem. Jeśli ktoś chciałby pracować dłużej i zwiększać swoje przyszłe świadczenie, nadal miałby taką możliwość. To raczej dodatkowa opcja dla tych, którzy czują, że ich zawodowy maraton trwa już wystarczająco długo.

Emerytury stażowe od lat bez decyzji

Choć mogłoby się wydawać, że to zupełnie nowy pomysł, w rzeczywistości emerytury stażowe od dawna leżą na sejmowych półkach. Przygotowano już konkretne projekty ustaw, ale na tym etapie wszystko się zatrzymało. Brakuje decyzji, które pozwoliłyby ruszyć z dalszymi pracami.

Problemem nie jest brak chętnych do rozmów, lecz formalny impas. Bez oficjalnego stanowiska rządu procedowanie projektów nie może się rozpocząć. Choć temat był wielokrotnie zapowiadany jako „do rozstrzygnięcia”, w praktyce wciąż pozostaje w fazie przeciągających się ustaleń między resortami.

Dla osób śledzących temat z nadzieją oznacza to jedno: na razie nie ma żadnych terminów ani gwarancji zmian. Emerytury stażowe funkcjonują bardziej jako polityczna obietnica niż realna alternatywa dla obecnych zasad.

Emerytura stażowa to nie świadczenie „za sam staż”

Warto też jasno podkreślić jedną rzecz, o której rzadko mówi się głośno: sama liczba lat pracy nie wystarczyłaby do uzyskania świadczenia. Warunkiem byłoby zgromadzenie odpowiedniego kapitału, który zapewni wypłatę emerytury na sensownym poziomie – co najmniej minimalnym.

Pojawiają się nawet propozycje, by ten próg był wyższy. Rozważane są rozwiązania, w których emerytura stażowa przysługiwałaby dopiero wtedy, gdy wyliczone świadczenie przekroczyłoby minimum o kilkadziesiąt procent. To pokazuje, że celem nie jest masowe przechodzenie na niskie emerytury, ale stworzenie bezpiecznego wariantu dla osób z długim i stabilnym stażem.

Związki zawodowe deklarują gotowość do ustępstw – także w kwestii liczby wymaganych lat pracy. To sygnał, że kompromis jest możliwy. Pytanie tylko, kiedy temat przestanie być odkładany „na później” i trafi na realną ścieżkę legislacyjną.
Na dziś pozostaje uważnie obserwować sytuację i pamiętać, że emerytura stażowa to wciąż plan, a nie obowiązujące prawo.