Po gorącym prysznicu moja łazienka nieraz przypomina saunę. Na lustrze pojawia się para, na płytkach osiadają drobne kropelki wody, a ręczniki schną znacznie dłużej niż latem. W takich chwilach najbardziej doceniam sprawną wentylację i możliwość szybkiego przewietrzenia pomieszczenia.
Lubię jednak szukać również naturalnych dodatków, które dobrze odnajdują się w takim otoczeniu. Szczególnie podobają mi się rozwiązania, które łączą dekoracyjny wygląd z ciekawymi właściwościami materiału. Właśnie dlatego moją uwagę przyciągnął chrobotek reniferowy. Ten niepozorny porost potrafi reagować na wilgotność powietrza, a przy okazji wygląda jak skrawek skandynawskiego lasu.
Wilgoć w łazience daje się we znaki szczególnie jesienią i zimą. Warto wiedzieć, co pomaga utrzymać ją pod kontrolą
W sezonie grzewczym często skupiamy się głównie na temperaturze w mieszkaniu, a zapominamy o wilgoci. Tymczasem w łazience sytuacja potrafi zmieniać się bardzo szybko. Wystarczy dłuższa kąpiel, żeby ilość pary wodnej w powietrzu wyraźnie wzrosła. Najłatwiej zauważyć to na lustrze. Jeszcze przed chwilą było idealnie czyste, a po kilku minutach trudno zobaczyć w nim własne odbicie. Para skrapla się również na chłodniejszych powierzchniach, szczególnie przy oknach i na płytkach.
Zobacz także:
Sama zawsze zwracam uwagę na to, jak długo łazienka pozostaje wilgotna po kąpieli. Gdy krople wody utrzymują się na ścianach przez wiele godzin, warto sprawdzić działanie wentylacji. Nadmiar wilgoci może bowiem sprzyjać powstawaniu pleśni, zwłaszcza w słabo przewietrzanych miejscach.
Właśnie dlatego tak przydatny jest niewielki higrometr. To urządzenie pokazuje aktualną wilgotność powietrza i pozwala sprawdzić, czy po kąpieli rzeczywiście wraca ona do odpowiedniego poziomu. Nie trzeba wtedy zgadywać na podstawie zaparowanego lustra.
Ja dodatkowo zainteresowałam się również roślinami, które mają naturalną zdolność pochłaniania i oddawania wilgoci. Nie zastępują one wymienionych rozwiązań, ale mogą reagować na zmiany warunków w pomieszczeniu. Jednym z najciekawszych przykładów jest chrobotek reniferowy.
Chrobotek reniferowy pochłania wilgoć z powietrza i oddaje ją, gdy robi się za sucho. Fiński mech nie potrzebuje podlewania
Chrobotek reniferowy jest porostem, choć w sklepach często występuje pod nazwą mech fiński lub mech reniferowy. Tworzy miękkie, gęsto rozgałęzione kępki, które wyglądają jak niewielkie poduszeczki. Naturalnie występuje między innymi w północnej Europie, dlatego tak mocno kojarzy się ze skandynawskimi wnętrzami.
fot. Olga/Adobe Stock
Najbardziej zainteresowały mnie jednak jego właściwości higroskopijne. Oznacza to, że chrobotek potrafi pobierać wilgoć z otaczającego powietrza, a gdy warunki stają się bardziej suche, może stopniowo oddawać część zgromadzonej wody. To właśnie dlatego dekoracje z chrobotka mogą zmieniać swoją strukturę w zależności od wilgotności pomieszczenia. Przy odpowiednim poziomie wilgoci kępki pozostają miękkie i sprężyste. W bardzo suchym powietrzu stają się twardsze, a czasami również bardziej kruche.
A ile kosztuje taki mech? Najmniejsze opakowania można znaleźć już za około 1,90 zł, ale zawierają one niewielką ilość materiału. Na cenę wpływa również klasa materiału, oznaczana na przykład jako premium, klasa 1 lub klasa 2. W sklepach dostępne są zarówno naturalne, beżowe i szarawe odcienie, jak i chrobotek barwiony na różne kolory. Do łazienki najbardziej podoba mi się stonowany beż, ale zielone kępki również wyglądają elegancko.
Dekoracje z chrobotka pięknie wyglądają w łazience i salonie. Wystarczy niewielka kompozycja, żeby uzyskać aranżację jak w SPA
Najchętniej wykorzystałabym chrobotek do stworzenia niewielkiego obrazu ściennego. Taka dekoracja zajmuje mało miejsca, a jej nieregularna, puszysta powierzchnia wygląda znacznie ciekawiej niż zwykły plakat.
W łazience urządzonej w jasnych kolorach postawiłabym na drewnianą ramkę i beżowy środek. Drewno ociepliłoby wnętrze, a chrobotek dodałby mu naturalnego charakteru. Całość dobrze komponowałaby się z białymi ręcznikami, ceramicznymi pojemnikami i jasnymi płytkami. Nie trzeba od razu kupować dużego panelu zajmującego pół ściany. Mały obraz nad szafką może wyglądać równie ładnie. Szczególnie gdy wokół niego zostawimy trochę wolnej przestrzeni.
To również może cię zainteresować: Okna po nocy pociły się jak szalone. Wzięłam 2 składniki z kuchni i włożyłam do miseczki. Koszt żaden, a już nie czuć stęchlizną
Podoba mi się też pomysł połączenia kilku odcieni chrobotka. Ciemniejsza zieleń mogłaby tworzyć środek kompozycji, a jaśniejsze kępki delikatnie rozjaśniać jej brzegi. W ten sposób można uzyskać ciekawy efekt bez dodatkowych ozdób. Dodatkowym atutem jest to, że samodzielne wykonanie takiego obrazu nie jest trudne.

Obserwuj nas na Google







