Moda na rośliny doniczkowe bardzo mi odpowiada, ale nie mam ochoty urządzać w mieszkaniu dżungli. Wolę jeden większy okaz ustawiony przy fotelu niż dziesięć małych doniczek zajmujących każdy wolny parapet. Przez lata takim naturalnym wyborem była monstera. Jest łatwo rozpoznawalna, efektowna i dobrze wygląda w różnych wnętrzach. Tyle że po pewnym czasie zaczęłam szukać czegoś mniej oczywistego. Tak trafiłam na alokazję zebrina, która daje zupełnie inny efekt, a nadal może pełnić rolę głównej zielonej dekoracji salonu.

Monstera nie jest jedynym sposobem na efektowną zieleń w salonie. Alokazja zebrina wygląda bardziej strzeliście i egzotycznie

Lubię kwiaty nie tylko w ogrodzie, ale również w domu. Monstera ma charakterystyczne, podziurawione lub powcinane liście i z czasem potrafi zajmować sporo miejsca. Alokazja zebrina prezentuje się inaczej. Jej duże liście wyrastają na długich ogonkach, dzięki czemu cała roślina sprawia wrażenie lżejszej i bardziej strzelistej. Mnie właśnie to przekonuje najbardziej. Nie potrzebuję kolejnej rośliny, która szeroko rozkłada się na boki. Zebrina mocno zaznacza swoją obecność, ale robi to w nieco bardziej uporządkowany sposób.

Zobacz także:

Największym wyróżnikiem są ogonki liściowe. Mają charakterystyczny pasiasty wzór, od którego pochodzi nazwa rośliny. To ciekawa odmiana po wielu gatunkach, w których całą uwagę skupiamy wyłącznie na liściach. Tutaj ozdobna jest praktycznie cała część znajdująca się nad ziemią. Same liście też robią wrażenie. Ich wyraźny kształt kojarzy mi się z zielonymi rzeźbami. Właśnie dlatego porównanie do ręki Michała Anioła tak dobrze pasuje. W salonie nie dokładałabym do zebryny zbyt wielu dekoracji. Prosta osłonka, jasna ściana i trochę wolnej przestrzeni w zupełności wystarczą. Pasuje do drewna, beżu, bieli i szarości, ale dobrze wygląda również na tle mocniejszych kolorów. Dla mnie jest więc alternatywą dla monstery nie dlatego, że próbuje ją naśladować. Wręcz przeciwnie. Daje podobną możliwość stworzenia mocnego zielonego akcentu, ale wygląda zupełnie inaczej.

fot. Adobe Stock | Danny

W Castoramie różnica cenowa jest naprawdę duża. Alokazja 60 cm kosztuje 44,98 zł, a wskazana monstera 89,98 zł

Alokazja zebrina o wysokości 60 cm kosztuje w Castoramie 44,98 zł. Roślina sprzedawana jest w doniczce o średnicy 17 cm. Dla porównania wskazana monstera Monkey Mask o wysokości 40 cm kosztuje 89,98 zł, czyli dokładnie 45 zł więcej. Oba produkty są dostępne stacjonarnie. W tym konkretnym przypadku różnica jest wyraźna. Za mniej niż połowę ceny wskazanej monstery dostajemy alokazję opisaną jako okaz o wysokości 60 cm. Dla osoby, która chce postawić w salonie większą roślinę bez wydawania dużej kwoty, taka oferta może być ciekawą opcją.

fot. castorama.pl

Alokazja zebrina nie lubi ciemnego kąta i przypadkowego podlewania. Odpowiednie światło oraz wilgotność mają duże znaczenie

Piękny wygląd zebryny ma swoją cenę i tym razem nie chodzi o pieniądze. Ta roślina wymaga nieco więcej uwagi. Nie kupuję jej z myślą, że postawię doniczkę w dowolnym miejscu i przypomnę sobie o podlewaniu, kiedy liście zaczną opadać. Najważniejsze jest światło. Alokazja zebrina lubi jasne stanowisko, ale lepiej zapewnić jej światło rozproszone. Mocne słońce padające bezpośrednio na liście przez wiele godzin nie jest dobrym pomysłem. Z drugiej strony ciemny kąt daleko od okna również jej nie służy. U mnie szukałabym dla niej miejsca niedaleko okna, ale niekoniecznie na samym parapecie. Dzięki temu dostaje sporo światła, a jednocześnie może stać na podłodze i pełnić rolę dużej dekoracji.

Szukasz ciekawych porad? To również warto sprawdzić: Chryzantemy to nie wszystko. Ta efektowna roślina zdobi grób aż do Świąt, ale pod 1 warunkiem

Druga sprawa to podlewanie. Zebrina nie lubi ani długiego przesuszania, ani stania w stale mokrej ziemi. Podłoże powinno być przepuszczalne, a przed kolejnym podlewaniem warto sprawdzić jego stan zamiast automatycznie sięgać po konewkę w określony dzień tygodnia. Znaczenie ma także wilgotność powietrza. To tropikalna roślina, dlatego suche powietrze w ogrzewanym mieszkaniu może być dla niej problemem. Nie ustawiam jej bezpośrednio przy gorącym kaloryferze. Zimą obserwuję też liście uważniej, bo właśnie wtedy warunki w mieszkaniu zmieniają się najbardziej. To jedna z różnic, o których pamiętałabym przy zamianie monstery na alokazję. Monstery mają opinię bardziej wyrozumiałych roślin domowych. Zebrina potrafi być kapryśniejsza. Nie przekreśla jej to w moich oczach, ale przed zakupem warto wiedzieć, że piękna doniczka nie wystarczy.

Daję jej przestrzeń zamiast wciskać między inne doniczki. Alokazja zebrina najlepiej wygląda, gdy gra w pokoju pierwszą rolę

Największy błąd, jaki mogłabym zrobić z taką rośliną, to ustawić ją na zatłoczonym parapecie pomiędzy pięcioma innymi doniczkami. Zebrina zdecydowanie lepiej prezentuje się wtedy, gdy ma trochę miejsca. W salonie postawiłabym ją przy fotelu, obok niskiej komody albo niedaleko dużego okna. W sypialni może zająć pusty kąt, o ile dociera tam wystarczająco dużo światła. Nie potrzebuje wzorzystej osłonki. Pasiasta łodyga i duże liście są już wystarczającą dekoracją.

To właśnie pod tym względem widzę w niej świetną alternatywę dla monstery. Nadal dostaję dużą, egzotyczną roślinę, która potrafi zmienić charakter pomieszczenia, ale efekt jest mniej oczywisty. Nie patrzę na kolejne charakterystyczne dziurawe liście, które znam z mieszkań, restauracji i katalogów wnętrzarskich. Zebrina ma też lekkość, którą bardzo lubię. Długie ogonki unoszą liście wyżej, a pomiędzy nimi pozostaje wolna przestrzeń. Dzięki temu większa roślina nie wygląda jak zwarta zielona ściana. Nie oznacza to oczywiście, że monstera rzeczywiście powinna trafić do lamusa. Sama nie pozbywałabym się zdrowego okazu tylko dlatego, że spodobała mi się inna roślina. Moda na konkretne gatunki przychodzi i odchodzi, a w domu najważniejsze jest przecież to, co podoba się nam.