Odkąd zaczęłam dokładniej przyglądać się domowym wydatkom, coraz częściej zastanawiam się, na czym mogę zaoszczędzić bez większych wyrzeczeń. Jedzenie, środki czystości, kosmetyki i rzeczy potrzebne do prania potrafią kosztować całkiem sporo, szczególnie gdy wszystko kończy się w podobnym czasie. Nie zamierzam rezygnować z wygody ani chodzić w niedopranych ubraniach, ale lubię poznawać proste sposoby, które pozwalają wykorzystać to, co mamy pod ręką. Jesień jest pod tym względem wyjątkowo ciekawa. Wystarczy rozejrzeć się podczas zwykłego spaceru, żeby znaleźć coś, co może przydać się nie tylko do ozdobienia mieszkania.
Kasztany zbieram już nie tylko na jesienne dekoracje. Zawierają naturalne saponiny, które pomagają usuwać zabrudzenia
Przez wiele lat kasztany kojarzyły mi się wyłącznie z dzieciństwem. Zbierałam je podczas spacerów, układałam w miseczkach albo przynosiłam do domu, żeby zrobić z nich jesienne ozdoby. Nigdy nie przyszłoby mi do głowy, że mogą mieć coś wspólnego z praniem. Zmieniło się to, kiedy zainteresowałam się naturalnymi sposobami sprzątania.
Zobacz także:
Okazało się, że kasztany zawierają saponiny, czyli związki roślinne, które w kontakcie z wodą wykazują właściwości powierzchniowo czynne. Mówiąc prościej, mogą pomagać wodzie w usuwaniu części zabrudzeń. To właśnie dlatego bywają wykorzystywane do przygotowywania domowych środków piorących.
Najbardziej spodobało mi się to, że jesienią mogę znaleźć kasztany podczas zwykłej drogi z pracy. Nie muszę organizować specjalnej wyprawy ani wydawać pieniędzy na składniki. Zbieram wyłącznie zdrowo wyglądające owoce, które leżą w czystym miejscu, z dala od ruchliwej ulicy. Po powrocie do domu dokładnie je myję.
Domowy płyn do prania z kasztanów robię według przepisu Ziołowego Zakątka Pauli. Potrzebuję 6 owoców i 300 ml wody
Na profilu Ziołowy Zakątek Pauli na Facebooku znalazłam przepis, który spodobał mi się przede wszystkim ze względu na prostotę wykonania. Nie ma w nim długiej listy składników ani skomplikowanych czynności. Podstawą są zwykłe kasztany i gorąca woda. Do przygotowania jednej porcji potrzebuję:
- 6 świeżych kasztanów z kasztanowca,
- 300 ml wrzącej wody,
- opcjonalnie kilku kropli olejku eterycznego.
Zaczynam od dokładnego umycia owoców. Następnie kroję je na możliwie drobne kawałki. To ważny etap, ponieważ rozdrobnione kasztany mają większą powierzchnię kontaktu z wodą. Dzięki temu zawarte w nich saponiny łatwiej przechodzą do wywaru. Pokrojone owoce przekładam do naczynia odpornego na wysoką temperaturę i zalewam 300 ml wrzącej wody. Całość odstawiam na minimum 8 godzin. Najwygodniej przygotować mieszankę wieczorem i zostawić ją na noc.
W przepisie podano również szybszą wersję. Zamiast wielogodzinnego namaczania można podgrzać kasztany z wodą i gotować je przez około 5 minut. Później trzeba poczekać, aż płyn ostygnie.
Na koniec przecedzam zawartość naczynia przez drobne sitko albo gazę. Staram się bardzo dokładnie oddzielić kawałki kasztanów od płynu, żeby żadne drobinki nie trafiły później do pralki. Ja dodaję do mieszanki także 3 krople olejku pomarańczowego. Taki dodatek ma nadać płynowi delikatny cytrusowy aromat. Zaleca się przechowywanie mikstury w lodówce maksymalnie przez 5 dni. Nie przygotowuję więc od razu dużego zapasu. Wolę zrobić tyle, ile potrzebuję na bieżąco.
Domowe pranie może kosztować mniej bez rezygnowania z czystości. Zwracam uwagę na kilka rzeczy, które naprawdę robią różnicę
Sam płyn do prania to tylko część całej historii. Przekonałam się, że na wydatki związane z praniem wpływa również to, jak często uruchamiam pralkę, ile detergentu używam i w jaki sposób suszę ubrania. Kiedyś zdarzało mi się nastawić niemal pusty bęben, bo akurat potrzebowałam jednej bluzki albo kilku ręczników. Dzisiaj staram się lepiej planować pranie. Nie przeładowuję urządzenia, ale też nie uruchamiam go bez potrzeby.
To również może cię zainteresować: Dywan wygląda jak po "kąpieli" w pralni, a wydałam mniej niż 1 zł. Zeszły nawet stare plamy, nie będzie wstydu przed gośćmi
Dużą uwagę zwracam na temperaturę. Nie wszystkie ubrania wymagają prania w bardzo gorącej wodzie. Zawsze sprawdzam metki i wybieram program odpowiedni do rodzaju tkaniny oraz stopnia zabrudzenia. Dzięki temu łatwiej unikam niszczenia delikatniejszych rzeczy. Przestałam też wlewać detergent na oko. Wcześniej wydawało mi się, że większa ilość płynu oznacza czystsze ubrania. Tymczasem nadmiar środka piorącego może utrudniać płukanie i pozostawiać resztki produktu na materiale.

Obserwuj nas na Google







