Mam słabość do jesiennych dekoracji, ale coraz mniej podoba mi się kupowanie rzeczy tylko na kilka tygodni. Z dynią jest trochę inaczej, bo nawet kiedy przestaje zdobić stół czy schody przed domem, wciąż może mieć zastosowanie. Zamiast patrzeć na nią jak na kolejny odpad do wyniesienia, wolę wykorzystać ją do końca. Szczególnie że jesień sama podsuwa wszystko, czego potrzeba. Są suche liście, drobne gałązki i resztki roślin, a do tego dynia, która może trafić do kompostownika. W ten sposób nie kupuję żadnego specjalnego środka i ograniczam ilość tego, co ląduje w koszu.

Stara dynia nie musi kończyć w śmieciach. W kompostowniku może dostać drugie życie i nic mnie to nie kosztuje

Po wydrążaniu dyni zostaje naprawdę sporo. Są skórki, kawałki miąższu, czasem fragmenty, których nie wykorzystałam podczas gotowania. Do tego dochodzą całe dynie, które przez kilka tygodni służyły jako jesienna dekoracja, a później zaczęły mięknąć i straciły ładny wygląd. Właśnie wtedy najłatwiej wyrzucić wszystko do kosza i zapomnieć o sprawie.

Zobacz także:

Ja wolę zrobić inaczej. Czyste resztki dyni przeznaczam do kompostownika. Miąższ i skórka są materią organiczną, więc mogą zostać wykorzystane razem z pozostałymi resztkami z domu i ogrodu. Z czasem stają się częścią kompostu, który później można wykorzystać przy roślinach. I tutaj widzę największą oszczędność. Nie chodzi o to, że wrzucę dynię dziś, a jutro wyjmę gotowy worek nawozu. Kompostowanie wymaga czasu. Jednak resztki, które normalnie uznałabym za śmieci, stają się składnikiem czegoś przydatnego. Zamiast pozbywać się materii organicznej, zostawiam ją u siebie i wykorzystuję ponownie.

Dla osoby, która regularnie pielęgnuje ogród albo działkę, takie drobiazgi mają znaczenie. Gotowe nawozy czy podłoża potrafią kosztować coraz więcej, a tymczasem część tego, czego potrzebujemy do stworzenia własnego kompostu, przez cały rok wyrzucamy. Jesienią dochodzą do tego właśnie dynie.

Trzeba jednak pamiętać o bardzo ważnej zasadzie. Nie każda dynia, która stała na ganku lub parapecie, nadaje się od razu do kompostownika. Jeżeli dekorowałam ją wyłącznie poprzez wydrążenie, sprawa jest prosta. Jeżeli natomiast została pomalowana farbą, posypana brokatem, ozdobiona markerem, naklejkami albo sztucznymi elementami, takich dodatków nie chcę w kompoście. Trzeba je wcześniej usunąć. Gdy farba znajduje się jedynie na zewnętrznej części skórki, można odciąć lub obrać zabrudzony fragment i wykorzystać wyłącznie czystą część owocu.

fot. nungning20/Adobe Stock

Nie wrzucam całej dyni do kompostownika i nie liczę na cud. Kroję ją na mniejsze części, żeby ułatwić jej rozkład

Jest jeden krok, którego nie pomijam. Zanim dynia trafi do kompostownika, rozdrabniam ją. Duży kawał twardej skórki będzie rozkładał się inaczej niż niewielkie fragmenty. Pokrojenie dyni zwiększa powierzchnię dostępną dla organizmów uczestniczących w rozkładzie materii.

Najpierw rozcinam dynię. Usuwam wszystko, czego nie chcę mieć w kompoście, czyli pozostałości dekoracji, naklejki czy inne sztuczne dodatki. Następnie skórkę i miąższ dzielę na mniejsze kawałki. To naprawdę prosta czynność, a przy okazji łatwiej później rozłożyć resztki w różnych częściach kompostownika. Nie tworzę w ten sposób jednej wielkiej warstwy dyni, która zajmuje sporą część pryzmy. Wolę dodawać ją partiami i mieszać z tym, co już znajduje się w środku.

Co ważne, ten sposób przydaje się nie tylko po sezonie dekoracyjnym. Podczas gotowania również zostają kawałki dyni. Gdy robię krem, piekę warzywa czy przygotowuję puree, nie wszystko nadaje się do wykorzystania w kuchni. Czyste resztki mogą mieć dalsze zastosowanie w kompostowniku.

Dynia ma w sobie dużo wilgoci, więc nie zostawiam jej samej. Suche liście i drobne gałązki pomagają wykorzystać jesienne resztki rozsądniej

Dynia jest wilgotna i właśnie dlatego nie wrzucam dużej ilości miąższu w jedno miejsce. Przy kilku owocach mogłaby powstać gruba, mokra warstwa. Zamiast tego przekładam rozdrobnione kawałki suchą materią. Jesienią nie muszę jej daleko szukać. Suche liście leżą pod nogami, a podczas porządkowania ogrodu zostają także drobne gałązki. Można wykorzystać również słomę, jeśli akurat ją mamy. Takie suche składniki warto łączyć z wilgotnymi resztkami dyni. Nie zasypuję więc jednego miejsca grubą warstwą pomarańczowego miąższu. Rozkładam dynię w różnych częściach pryzmy, dodaję suche resztki i w ten sposób buduję bardziej zróżnicowaną zawartość kompostownika.

To też warto sprawdzić: Podsypcie pelargonie tanimi drobinkami z kuchni. Balkon do listopada będzie tonął w kwiatach

Największy błąd widzę natomiast w wrzucaniu do kompostu wszystkiego tylko dlatego, że kiedyś było naturalne. Dynia pomalowana farbą albo oblepiona brokatem wymaga wcześniejszego oczyszczenia. Podobnie jest z plastikowymi ozdobami czy naklejkami. Zanim cokolwiek wrzucę, sprawdzam, czy mam przed sobą rzeczywiście czystą materię organiczną.

Taki sposób nie daje mi gotowego nawozu w kilka dni, ale pozwala wykorzystać coś, co normalnie wylądowałoby w śmieciach. Z czasem kompost powstający z różnych resztek może wrócić do ogrodu. I właśnie dlatego na starą dynię nie patrzę już jak na odpad.