Mój ogród pod koniec lata zawsze wygląda trochę jak plac budowy. Tu przesadzam bylinę, tam zastanawiam się, gdzie wiosną brakuje koloru, a w jeszcze innym miejscu odkrywam świeży kopiec. Właśnie we wrześniu najłatwiej mi zaplanować, co chcę zobaczyć na rabatach w następnym sezonie. Nie szukam przy tym wyłącznie roślin ładnych. Najbardziej interesują mnie takie, które oprócz efektownego wyglądu mają jeszcze dodatkową zaletę. Korona cesarska zdecydowanie należy do tej grupy.
Wygląda, jakby ktoś założył jej koronę z kwiatów. Szachownica cesarska wyrasta nawet na 80 do 100 cm
Jej właściwa nazwa to szachownica cesarska, ale zdecydowanie bardziej podoba mi się drugie określenie, korona cesarska. Kiedy roślina zakwita, od razu wiadomo, skąd się wzięło. Na wysokim pędzie pojawiają się zwisające, dzwonkowate kwiaty, a nad nimi wyrasta charakterystyczny pióropusz zielonych liści. Całość rzeczywiście przypomina roślinną koronę. Nie jest to drobny kwiatek, który ginie pomiędzy tulipanami. Pędy osiągają około 80 do 100 cm wysokości, dlatego korona cesarska staje się jednym z mocniejszych punktów wiosennej rabaty. Kwitnienie przypada na kwiecień i maj.
Zobacz także:
Właśnie wysokość wykorzystuję podczas planowania miejsca. Nie sadzę jej na samym brzegu, gdzie zasłania niższe kwiaty. Daję jej przestrzeń nieco dalej i traktuję jako wyższe piętro kompozycji. Przed nią zostawiam miejsce dla niższych roślin cebulowych. Szczególnie podoba mi się pomysł połączenia jej z tulipanami. Wiosną zamiast płaskiej rabaty powstaje kompozycja o kilku wysokościach. Tulipany zajmują niższy poziom, a nad nimi wyrasta charakterystyczna korona. Nie trzeba sadzić dziesiątek cebul jednego gatunku, żeby uzyskać ciekawy efekt.
fot. Adobe Stock | waechter-media.de
Znajomy ogrodnik nie pozwala mi czekać do wiosny. Koronę cesarską sadzi się już we wrześniu
Najważniejsza praca zaczyna się teraz, a nie wtedy, gdy na roślinie pojawiają się kwiaty. Wrzesień jest kluczowym terminem sadzenia cebul szachownicy cesarskiej. Potrzebują czasu, żeby przed nadejściem zimowych mrozów wytworzyć system korzeniowy. Zbyt późne sadzenie może osłabić roślinę i odbić się na późniejszym kwitnieniu. Znajomy ogrodnik właśnie dlatego przypomina mi o niej we wrześniu. Gdy wiosną wszyscy zaczynają szukać efektownych roślin do ogrodu, na przygotowanie takiej rabaty jest już po prostu za późno.
Szukasz porad do domu? To także warto sprawdzić: Mole wreszcie się wyniosły z moich szafek. Pomógł proszek sypany metodą 4:1
Miejsce też nie jest przypadkowe. Korona cesarska lubi stanowisko słoneczne albo lekko półcieniste. Potrzebuje gleby żyznej, przepuszczalnej i bogatej w próchnicę. Szczególnie ważne jest odprowadzanie nadmiaru wody, ponieważ jej cebula źle znosi zalegającą wilgoć. Cebulę umieszczam mniej więcej 15 do 20 cm pod powierzchnią ziemi. Można ułożyć ją lekko pod skosem i podsypać piaskiem. Dzięki temu w zagłębieniu na szczycie cebuli nie gromadzi się tak łatwo woda, która sprzyja gniciu. Po posadzeniu zaznaczam miejsce niewielkim znacznikiem. Wiosną nie zastanawiam się wtedy, co zaczyna wychodzić z ziemi i gdzie przypadkiem nie wbijać łopatki podczas pierwszych porządków.
Krety i nornice nie przepadają za jej charakterystycznym zapachem. Dlatego sadzę koronę cesarską w strategicznych miejscach rabaty
I tutaj zaczyna się druga część historii tej rośliny. Pod ziemią znajduje się cebula o mocnym, charakterystycznym zapachu. Odpowiadają za niego związki siarkowe, których nie lubią zwierzęta poruszające się pod ziemią. Z tego powodu koronę cesarską wykorzystuje się jako roślinę pomagającą zniechęcać krety oraz nornice. To ważne rozróżnienie, bo kret i nornica nie robią w ogrodzie dokładnie tego samego. Kret jest owadożerny i nie zjada cebulek. Problemem są przede wszystkim jego tunele i kopce. Nornica potrafi natomiast podgryzać korzenie i cebule roślin.
Nie traktuję korony cesarskiej jak magicznej ochrony całej działki. Jedna cebula nie daje gwarancji, że żaden kret czy gryzoń już się nie pojawi. Wykorzystuję ją jako jeden z naturalnych sposobów ograniczania ich zainteresowania konkretną częścią ogrodu. Dlatego nie sadzę wszystkich egzemplarzy w jednym kącie. Umieszczam je w sąsiedztwie rabat z roślinami cebulowymi, szczególnie tam, gdzie wcześniej zauważyłam ślady podziemnych gości. Dla mnie to zdecydowanie ciekawsze rozwiązanie niż roślina, która wyłącznie ładnie wygląda. Wiosną dostaję wysoki, charakterystyczny kwiat, a pod ziemią intensywny zapach pełni dodatkową funkcję.
Po posadzeniu nie zapominam o niej aż do wiosny. Przed mrozem zabezpieczam miejsce, a później pilnuję wilgotności ziemi
Samo wrzucenie cebuli do dołka nie kończy sprawy. Przed nadejściem trwałych mrozów miejsce sadzenia można przykryć korą albo gałązkami roślin iglastych. Taką ochronę szczególnie doceniam podczas zim, gdy mróz przychodzi bez grubej warstwy śniegu. Później czekam już na pierwsze zielone pędy. Wiosną roślinę można zasilić dojrzałym kompostem albo nawozem wieloskładnikowym. Podczas suchej pogody potrzebuje umiarkowanego podlewania, ale ziemia nie powinna pozostawać stale mokra.
To właśnie ten zestaw cech przekonał mnie najbardziej. Jesienią wykonuję jedną konkretną pracę, a kilka miesięcy później z ziemi wyrasta roślina, której trudno nie zauważyć. Nie kończy się jednak na wyglądzie. Charakterystyczny zapach cebul daje mi dodatkowy powód, żeby znaleźć dla niej miejsce w pobliżu innych wiosennych kwiatów. Znajomy ogrodnik miał więc rację z tym wrześniem. Kiedy w kwietniu i maju pojawia się wysoki pęd zakończony kolorową koroną, na sadzenie jest już dawno za późno. O takiej wiośnie trzeba pomyśleć właśnie teraz.

Obserwuj nas na Google







