Wrzesień na działce zawsze wydaje mi się miesiącem porządków. Zbieram ostatnie owoce, zaglądam do warzywnika, sprzątam suche liście i powoli myślę o tym, co trzeba przygotować przed chłodami. Dawniej maliny schodziły wtedy na dalszy plan. Skoro przestały owocować, uznawałam temat za zamknięty. To błąd, bo koniec zbiorów nie oznacza końca pracy krzewu. W glebie i pędach nadal sporo się dzieje, a sposób pielęgnacji malin jesienią ma znaczenie dla ich kondycji przed zimą i następnego owocowania.

Maliny skończyły owocowanie, ale nie kończą jeszcze sezonu. Jesienne nawożenie malin warto zrobić przed pierwszymi przymrozkami

Po zbiorach mam odruch, żeby zająć się innymi częściami ogrodu i zostawić maliny w spokoju. Tymczasem właśnie przełom września i października jest okresem, w którym warto pomyśleć o ich nawożeniu, zanim przyjdą pierwsze przymrozki. Krzewy po długim owocowaniu wykorzystały sporą część składników dostępnych w podłożu, a jednocześnie przygotowują się do zimowego spoczynku. Jesienią zmienia się jednak to, czego potrzebują. Nie stosuję wtedy nawozów bogatych w azot. Azot pobudza roślinę do wypuszczania nowych przyrostów, a młode pędy przed zimą są ostatnią rzeczą, na której mi zależy. Mogą nie zdążyć odpowiednio zdrewnieć przed nadejściem mrozów. O tej porze ważniejsze stają się potas i fosfor, związane między innymi z rozwojem korzeni i przygotowaniem pędów do chłodniejszych miesięcy.

Zobacz także:

I tutaj pojawia się bardzo prosty sposób, który szczególnie zainteresuje osoby mające kominek albo miejsce na ognisko. Czym nawozić maliny jesienią? Zamiast traktować pozostałość po spalonym drewnie jak odpad, część wykorzystuję przy malinach. Jest jednak jeden warunek. Nie każdy popiół nadaje się do ogrodu.

fot. mat. własne Story.pl

Popiół z kominka może trafić pod maliny, ale liczy się jego pochodzenie. Na metr pasa krzewów wystarczy około jednej szklanki

Do jesiennego nawożenia malin nadaje się popiół powstały ze spalania czystego, nieprzetworzonego drewna liściastego. Zawiera między innymi potas, fosfor, wapń i magnez, a jednocześnie nie dostarcza azotu. Nie używam natomiast popiołu z węgla, płyt meblowych ani drewna lakierowanego czy w inny sposób przetworzonego. Sam zabieg jest prosty. Po zakończeniu zbiorów rozsypuję około jednej szklanki popiołu na metr bieżący pasa malin. Następnie delikatnie mieszam go z wierzchnią warstwą ziemi i podlewam. Nie sypię go jednak garściami bez żadnej kontroli. Tutaj więcej wcale nie znaczy lepiej.

Chcesz więcej praktycznych porad? To również warto sprawdzić: Zamiast wyrzucać - chowam do szafy. Folia bąbelkowa przydaje się, gdy od szyby zaczyna ciągnąć chłodem, tak oszczędzam na ogrzewaniu

Powód jest ważny. Popiół ma odczyn zasadowy i odkwasza podłoże, natomiast maliny najlepiej czują się w glebie lekko kwaśnej. Zbyt duża ilość może więc przynieść efekt odwrotny od zamierzonego. Ten szczegół łatwo pominąć, szczególnie gdy domowy nawóz nic nie kosztuje i mamy go pod dostatkiem. Dlatego trzymam się niewielkiej ilości. Nie wysypuję pod krzew całego wiaderka pozostałego po czyszczeniu kominka. Odmierzona porcja i delikatne wymieszanie z ziemią w zupełności wystarczają. To jeden z tych ogrodowych sposobów, przy których umiar jest równie ważny jak sam składnik.

Nie masz popiołu z czystego drewna? Dojrzały kompost również przyda się malinom jesienią

Brak kominka nie jest żadnym problemem. Jesienne nawożenie malin nie opiera się wyłącznie na popiele. Dobrym rozwiązaniem jest dojrzały kompost, który wzbogaca ziemię w próchnicę i poprawia jej strukturę. Rozkładam wokół krzewów warstwę o grubości około 2 do 3 cm. Taka ściółka jednocześnie osłania płytko położone korzenie przed chłodem. Wśród jesiennych możliwości jest również przekompostowany lub granulowany obornik. Świeżego nie stosuję, ponieważ zawiera dużo azotu i może zaszkodzić płytkiemu systemowi korzeniowemu malin. Kolejną opcją jest biohumus, który można podać po zbiorach podczas podlewania ziemi wokół roślin.

Najważniejsze jest dla mnie to, żeby jesiennego nawożenia nie traktować jak wyścigu na liczbę zastosowanych preparatów. Nie mieszam wszystkiego naraz tylko dlatego, że każdy z tych produktów ma swoje zalety. Wybieram rozwiązanie dopasowane do tego, co mam na działce i w jakim stanie jest podłoże. Popiół ma jeszcze jedną cechę, o której szczególnie pamiętam. Ponieważ zmienia odczyn gleby, nie stosuję go bez opamiętania rok po roku. Gdy nie znam pH ziemi, podchodzę do niego ostrożnie. Maliny nie potrzebują zasadowego podłoża, więc domowy nawóz nie może stać się powodem do pogorszenia warunków, w których rosną.

Sama odżywka nie załatwi całej jesiennej pielęgnacji. Po zbiorach maliny potrzebują też cięcia, wody i porządku wokół krzewów

Na obfite owocowanie wpływa znacznie więcej niż jedna szklanka popiołu. Kondycja malin zależy również od odmiany, pogody, gleby, podlewania, cięcia i całej pielęgnacji prowadzonej w sezonie. Po zakończeniu zbiorów zajmuję się więc również pędami. W przypadku malin owocujących na pędach dwuletnich usuwa się przy ziemi te, które już wydały owoce. Przy odmianach powtarzających owocowanie sposób cięcia wygląda inaczej, można usuwać górne części pędów po owocowaniu albo wykonać pełne cięcie późną jesienią. Nie zapominam również o wodzie. Wrzesień potrafi być ciepły i suchy, a maliny nadal jej potrzebują. Przed zimą ważne jest odpowiednie nawodnienie roślin, szczególnie gdy deszczu jest niewiele. Wokół krzewów rozkładam też ściółkę z kompostu, kory lub trocin. Pomaga zatrzymać wilgoć, ogranicza chwasty i chroni płytki system korzeniowy przed niską temperaturą.