Sypialnia potrafi znudzić mi się szybciej niż salon. Wszystko jest niby w porządku, meble stoją na swoim miejscu, lampki nadal mi się podobają, a jednak mam ochotę coś zmienić. Zamiast kupować nowe dodatki, najczęściej zaczynam od tekstyliów. To najprostszy sposób, żeby pobawić się kolorem i fakturą bez urządzania całego pomieszczenia od początku. Tym razem skusił mnie chłodny błękit i detal, który pamiętam jeszcze z dawnych sypialni. Falbanki wróciły, ale w tej wersji wcale nie wyglądają staroświecko.

Teściowa od progu wypatrzyła falbanki i zaczęła swoje śledztwo. Była przekonana, że pościel znalazłam w sklepie z wyposażeniem sypialni

„Gdzie kupiłaś tę hotelową pościel?”, zapytała, zanim zdążyłyśmy przejść do kuchni na kawę. Wiedziałam, o co jej chodzi. Błękitny komplet jest wykończony szerokimi falbankami, które od razu przyciągają uwagę. Szczególnie dobrze widać je przy poduszkach i na brzegu poszwy. To właśnie ten detal sprawia, że zwykłe łóżko wygląda trochę inaczej niż po założeniu klasycznej, gładkiej pościeli. Teściowa zaczęła zgadywać, gdzie ją kupiłam, a ja specjalnie pozwoliłam jej chwilę kombinować. W końcu powiedziałam, że komplet znalazłam podczas zakupów w Lidlu. Na zdjęciu opakowania widnieje marka Livarno i określenie „pościel z mikrowłókna satynowego”. Komplet jest w rozmiarze king size. W środku znajdują się dwie poszewki na poduszki o wymiarach 70 na 80 cm oraz poszwa na kołdrę 220 na 200 cm.

Zobacz także:

To ważne, bo mamy do czynienia z kompletem na naprawdę dużą kołdrę. Sama przy zakupach pościeli zawsze zaczynam właśnie od wymiarów. Nawet najładniejsze falbanki niewiele mi dadzą, gdy po powrocie do domu okaże się, że poszwa nie pasuje do kołdry. Błękit też robi swoje. Jest spokojny, jasny i nie potrzebuje wielu dodatków. Przy takiej pościeli zostawiam resztę łóżka w spokoju. Nie dokładam kilku dekoracyjnych poduszek, wzorzystej narzuty i kolejnych ozdób. Falbanki są już wystarczająco mocnym akcentem.

fot. mat. własne Story.pl

Cena na czerwonej etykiecie była drugim zaskoczeniem tego dnia. W Lidlu komplet king size kosztował 59,99 zł

Na sklepowej etykiecie widniała cena 59,99 zł zamiast 69,99 zł, czyli o 10 zł mniej. I właśnie wtedy historia z teściową zrobiła się jeszcze zabawniejsza, bo po usłyszeniu, skąd jest pościel, natychmiast chciała wiedzieć, ile kosztowała. Nie dziwię się jej reakcji. Falbanki mają tę ciekawą cechę, że wizualnie robią znacznie więcej niż zwykłe obszycie. Kojarzą mi się z pościelą z pensjonatów, małych butikowych hoteli i sypialni urządzonych w romantycznym stylu. Tutaj zestawiono je z prostym, błękitnym kolorem, dlatego całość nie wygląda przesadnie słodko.

Szukasz ciekawych dodatków do wnętrz? To także może wpaść ci w oko: Najpierw poczułam kaszmirowy zapach, potem usłyszałam charakterystyczne trzaskanie. Ta perełka z Action robi klimat jak kominek

Nie kupuję jednak pościeli wyłącznie oczami. Przy tej zwróciłam uwagę również na wielkość kompletu. Poszwa 220 na 200 cm pasuje do dużej kołdry, a dwie poszewki 70 na 80 cm pozwalają od razu przygotować całe łóżko w jednym stylu. Nie muszę później szukać podobnego odcienia błękitu albo kombinować z przypadkowymi poszewkami. Promocja była miłym dodatkiem, ale to falbanki zatrzymały mnie przy półce jako pierwsze. Gdybym zobaczyła zwykły błękitny komplet bez żadnego charakterystycznego wykończenia, pewnie przeszłabym dalej. Tutaj od razu wyobraziłam sobie, jak będzie wyglądał na dużym łóżku.

Falbanki robią efekt bez dokładania sterty dekoracyjnych poduszek. Błękit najlepiej łączę z prostymi dodatkami

Pościel z falbankami łatwo poprowadzić w dwóch zupełnie różnych kierunkach. Pierwszy jest bardziej romantyczny. Wystarczy jasna narzuta, niewielka lampka z materiałowym abażurem i kilka delikatnych dodatków. Ja jednak wolę drugą wersję, prostszą i spokojniejszą. Błękit zestawiam z bielą, jasnym drewnem i ciepłym światłem. Dzięki temu falbanki pozostają najciekawszym elementem łóżka, ale cała sypialnia nie robi się przesłodzona. Podoba mi się też kontrast między chłodnym kolorem a miękkim wizualnie wykończeniem. Falbany układają się warstwowo przy brzegach i od razu zwracają uwagę. Z tego powodu nie chowam ich pod ciężką narzutą. Szkoda byłoby przykrywać element, dla którego w ogóle zainteresowałam się tym kompletem.

Właśnie tutaj wraca moje skojarzenie z hotelową pościelą, o której mówiła teściowa. Nie twierdzę, że jest to profesjonalna pościel hotelowa. Chodzi wyłącznie o efekt wizualny. Duże łóżko, jednolity kolor i ozdobne wykończenie tworzą razem bardziej dopracowaną całość niż przypadkowo dobrane poszewki. Przy okazji falbanki pozwalają mi ograniczyć liczbę rzeczy na łóżku. Kiedyś układałam trzy dekoracyjne poduszki, które każdego wieczoru trzeba było zdejmować, a rano znowu poprawiać. Teraz wolę efektowną pościel i znacznie mniej dodatków. Jest szybciej, a łóżko nadal nie wygląda pusto.

Pościel kupuję na lata, dlatego sam wygląd nigdy mi nie wystarcza. Przed pierwszym praniem zawsze zaglądam do metki

Na opakowaniu widać najważniejsze informacje o tym konkretnym komplecie, czyli rodzaj pościeli oraz jej wymiary. Przy dalszym użytkowaniu trzymam się już zaleceń z metki. To szczególnie ważne przy ozdobnych falbankach, których nie traktuję tak samo jak grubego ręcznika czy zwykłej bawełnianej ścierki. Nie ustawiam temperatury prania na chybił trafił i nie dokładam środków tylko dlatego, że ładnie pachną. Najpierw patrzę na symbole pielęgnacji. Dzięki temu materiał i ozdobne brzegi mają większą szansę zachować swój wygląd po kolejnych praniach. Mam też prosty nawyk przed pierwszym użyciem nowej pościeli. Zawsze ją piorę. Dopiero później trafia na kołdrę i poduszki. Przy okazji sprawdzam zamknięcia, szwy oraz to, jak falbanki układają się po wyschnięciu.