Jesienią coraz chętniej zostaję wieczorem w domu. Zamiast dużego światła zapalam małą lampkę, robię herbatę i szukam czegoś do obejrzenia. Nie mam kominka, choć zawsze podobał mi się ten charakterystyczny dźwięk palącego się drewna. Ostatnio odkryłam, że namiastkę takiego nastroju można uzyskać znacznie prościej. Wystarczy świeca z odpowiednim knotem. Nie zastępuje oczywiście prawdziwego ognia w kominku, ale podczas spokojnego wieczoru robi naprawdę przyjemne tło.

Kaszmirowy zapach poczułam jako pierwszy, ale to nie on zaskoczył mnie najbardziej. Świeca Treewick z Action skrywa drewniany knot

Świeca zapachowa z drewnianym knotem Treewick z Action od początku zwróciła moją uwagę czymś innym niż klasyczne świece, które zwykle stawiam na komodzie. Chodzi o drewniany knot. Po zapaleniu nie tylko podtrzymuje płomień, ale również wydaje charakterystyczne, delikatne trzaski. To właśnie ten szczegół odpowiada za skojarzenie z palącym się drewnem. I przyznam, że właśnie tego potrzebowałam. Nie oczekuję od świecy wielkich cudów. Ma dawać przyjemne światło, zapach i sprawiać, że wieczorem salon staje się trochę przytulniejszy. Tutaj dochodzi jeszcze dźwięk, więc wrażenie jest ciekawsze niż przy zwykłym bawełnianym knocie.

Zobacz także:

Wybrałam wariant o kaszmirowym zapachu. To określenie, które kojarzy mi się przede wszystkim z miękkimi, otulającymi kompozycjami i właśnie w takim wydaniu najbardziej pasuje mi do jesieni. Nie potrzebuję wtedy bardzo świeżych, letnich aromatów. Wolę zapach, który dobrze współgra z kocem, kubkiem herbaty i spokojnym wieczorem. Sama świeca nie udaje luksusowej dekoracji. Jej największą atrakcją pozostają zapach oraz drewniany knot. Stawiam ją na stoliku w salonie i właściwie nie potrzebuję już wielu innych dodatków, żeby stworzyć sobie wieczorny kącik do odpoczynku.

fot. action.pl

Drewniany knot delikatnie trzaska podczas palenia i właśnie za to polubiłam tę świecę. Dźwięk przypomina mi wieczór przy kominku

Pierwszy raz najbardziej zaskoczył mnie właśnie dźwięk. Wiedziałam, że świeca Treewick ma drewniany knot, ale czym innym jest przeczytać taką informację, a czym innym usiąść wieczorem obok i rzeczywiście usłyszeć lekkie trzaski. Nie jest to oczywiście odgłos dużego kominka wypełnionego drewnem. Nie chcę tworzyć takiego wrażenia. To subtelny efekt dochodzący z niewielkiej świecy. Przy włączonym telewizorze łatwo schodzi na dalszy plan, ale podczas czytania książki albo spokojnej rozmowy zwracam na niego uwagę.

Szukasz ciekawych inspiracji do wnętrz? To też może wpaść ci w oko: Wystarczy musnąć ją palcem, a salon zalewa ciepły blask. Lampka wielokrotnego ładowania z Action ma dotykową regulację

Mąż też szybko go wychwycił. Zapytał nawet, co tak delikatnie trzaska, bo nie patrzył w stronę stolika. Pokazałam mu świecę i dopiero wtedy zauważył drewniany knot. Niby drobiazg, ale właśnie takie drobiazgi sprawiają, że zwyczajny jesienny wieczór staje się przyjemniejszy. Najbardziej lubię zapalać ją wtedy, gdy w mieszkaniu jest już cicho. Zamiast górnego światła zostawiam lampę przy kanapie, a świecę ustawiam w bezpiecznym miejscu na stabilnej powierzchni. Płomień daje niewielkie światło, zapach powoli rozchodzi się po pomieszczeniu, a od czasu do czasu słyszę trzask drewnianego knota.

Nie mam kominka i wcale nie próbuję udawać, że świeca może go zastąpić. Daje jednak ten drobny efekt, którego brakowało mi podczas jesiennych wieczorów

Kominek to ciepło, prawdziwe drewno, duży płomień i zupełnie inne doświadczenie. Świeca z drewnianym knotem z Action tego nie zastępuje. Daje za to jeden charakterystyczny element, czyli delikatne trzaskanie, które natychmiast uruchamia znajome skojarzenie. Właśnie dlatego określenie „klimat jak przy kominku” pasuje mi bardziej niż stwierdzenie, że świeca działa jak kominek. Chodzi o atmosferę, nie o funkcję. Nie ogrzeje salonu i oczywiście nie jest źródłem ciepła dla pomieszczenia.

Za to przy urządzaniu małego kącika do odpoczynku sprawdza mi się bardzo dobrze. Stawiam ją obok fotela, na stoliku kawowym albo na komodzie. Obok układam książkę i zostawiam niewielką lampkę. Nie dokładam wielu dekoracji, bo sam płomień wystarcza mi jako wieczorny akcent. Widzę też tę świecę jako prosty dodatek na chłodniejsze miesiące. Latem częściej otwieram okna i spędzam wieczory na zewnątrz. Jesienią wracam do świec, koców i cieplejszego światła. Kaszmirowy wariant pasuje mi właśnie do takiego okresu. Trzeba tylko pamiętać, że nadal mamy do czynienia z otwartym ogniem. Świecę ustawiam z dala od firan, papieru i innych łatwopalnych rzeczy. Nie zostawiam jej również zapalonej bez nadzoru. Przy drewnianym knocie szczególnie pilnuję zaleceń dotyczących użytkowania umieszczonych na produkcie.

Najbardziej lubię ją za połączenie zapachu, płomienia i charakterystycznego dźwięku. Ta świeca z Action daje mi trzy drobne przyjemności naraz

Mam w domu świece, które wybierałam głównie ze względu na wygląd. Inne kupowałam dla zapachu. W przypadku Treewick najbardziej podoba mi się połączenie kilku rzeczy. Dostaję aromat, ciepłe światło płomienia i delikatne trzaski drewnianego knota. Nie potrzebuję do niej specjalnej aranżacji. Czasami stawiam ją po prostu na stoliku obok kubka z herbatą. Innym razem zapalam podczas wieczornego czytania. Dla mnie najlepiej wypada właśnie wtedy, gdy w domu nie ma wielu innych dźwięków. Wtedy łatwiej usłyszeć to, co odróżnia ją od klasycznej świecy.

Kaszmirowy zapach jest dodatkowym argumentem dla osób, które podobnie jak ja jesienią ciągnie w stronę bardziej otulających kompozycji. Jednocześnie przy świecach zapachowych każdy ma własne preferencje. Aromat, który mnie kojarzy się z przytulnym wieczorem, dla kogoś innego może być zbyt intensywny albo po prostu nie trafiać w gust. Dlatego przed zakupem zawsze sprawdzam dostępny wariant. Najbardziej cieszy mnie jednak to, że nie próbuję za pomocą tej świecy urządzać salonu od nowa. Dodatkowym atutem jest też niska cena, która wynosi tylko 18,95 zł. Nie kupuję dodatkowych poduszek, lamp ani dekoracji tylko po to, żeby wieczorem zrobiło się przyjemniej. Zapalam knot, siadam na kanapie i po chwili słyszę charakterystyczne trzaskanie. Mały detal, a właśnie jego najbardziej brakowało mi w jesiennych wieczorach bez kominka.