Jesienią cmentarne alejki zmieniają się nie do poznania. Pojawiają się chryzantemy, stroiki i coraz więcej świateł, a ja przy okazji porządkowania grobów zawsze sprawdzam też stan starych lampionów. Nie wszystkie trzeba przecież wyrzucać i zastępować nowymi. Czasem wystarczy je umyć, wymienić to, co znajduje się w środku, i znów wyglądają schludnie. W tym roku szczególnie zainteresowała mnie możliwość wykorzystania światła LED. Nie ze względu na modę, ale przez brak otwartego płomienia i funkcję automatycznego wyłączania.

Zamiast kolejnej paczki tradycyjnych wkładów wzięłam pudełko z Jyska. Jedna świeczka LED wychodzi za niewiele ponad 2 zł

W opakowaniu znajduje się sześć białych podgrzewaczy LED Morgan. Cały zestaw kosztuje 12,50 zł, czyli jedna sztuka wychodzi za około 2,08 zł. Każda świeczka ma 4 cm średnicy i tyle samo wysokości, więc jest naprawdę niewielka. Daje ciepłe światło o temperaturze 2700 K, które wizualnie bardziej przypomina blask świecy niż chłodne, białe światło małej latarki. Mnie od razu zainteresował pomysł wykorzystania takich podgrzewaczy w osłoniętych lampionach. I właśnie słowo „osłoniętych” jest tutaj ważne. Jysk przeznacza ten model do wnętrz, nie jest to produkt opisany jako zewnętrzny ani odporny na deszcz. Nie zostawiam go więc luzem na płycie nagrobka i nie traktuję jak klasycznego wkładu przygotowanego do pracy na dworze. Wykorzystuję je zatem do zniczy, które mają odpowiednią osłonę przed deszczem. 

Zobacz także:

Mam za to kilka dekoracyjnych lampionów, które wykorzystuję również w domu i właśnie w takim zastosowaniu małe świeczki LED są dla mnie ciekawe. Nie ma płomienia, nie kopci i nie zostawia roztopionej parafiny. Przy tradycyjnych świecach zdarzało mi się później skrobać resztki wosku ze środka lampionu. Tutaj ten problem znika. Nie wyrzucam też dobrych osłon tylko dlatego, że wypaliła się znajdująca się w nich świeca. Lubię takie podejście znacznie bardziej niż przynoszenie przy każdej wizycie kolejnych dużych dekoracji.

fot. jysk.pl

Najbardziej spodobał mi się timer, bo nie trzeba pamiętać o wyłączaniu. Światło działa przez 6 godzin, a później robi 18 godzin przerwy

Małe podgrzewacze mają jedną funkcję, która zdecydowała o moim zainteresowaniu. To wyłącznik czasowy. Po uruchomieniu świeczka działa przez sześć godzin, następnie automatycznie wyłącza się na osiemnaście godzin. Taki cykl pozwala ustawić światło na konkretną porę dnia. Dla mnie to praktyczniejsze niż LED, który po włączeniu świeci bez przerwy aż do wyczerpania baterii. Nie potrzebuję przecież światła przez całą dobę. Timer ogranicza czas działania do wybranych godzin, a później urządzenie odpoczywa.

Szukasz ciekawych i tanich rozwiązań? W takim razie to też warto sprawdzić: "Gdzie kupiłaś tę hotelową pościel?" - teściowa nie dawała za wygraną. W końcu przyznałam, że te boskie falbanki to Lidl z promki

Każda sztuka potrzebuje jednej baterii. Nie ma ich w opakowaniu, trzeba kupić je osobno. Przy sześciu świeczkach potrzebujemy sześciu baterii. Jysk podaje przy produkcie trwałość źródła światła wynoszącą około 20 tysięcy godzin. Nie oznacza to jednak, że jedna bateria zasila świeczkę przez 20 tysięcy godzin. To parametr samego źródła LED. Faktyczny czas działania zależy między innymi od zastosowanej baterii, dlatego nie zakładam z góry konkretnej liczby dni czy tygodni na jednym ogniwie.

Brak płomienia rozwiązuje kilka problemów, ale nie zmienia tych świeczek w produkt zewnętrzny. Na cmentarzu liczy się przede wszystkim dobre osłonięcie

Przy tradycyjnym ogniu zawsze zwracam uwagę na to, co znajduje się w pobliżu. Jesienią nietrudno o suche liście, papierowe dekoracje czy wysuszone elementy stroika. LED eliminuje otwarty płomień, dlatego w odpowiednim lampionie daje mi zupełnie inny sposób tworzenia symbolicznego światła. 

Te małe świeczki wykorzystuję tam, gdzie mam możliwość zabezpieczenia ich przed pogodą. Widzę dla nich również sporo zastosowań poza cmentarzem. Pasują do domowych latarenek, dekoracyjnych szklanych pojemników czy stroików, w których nie chcę używać prawdziwej świecy.I właśnie ta uniwersalność podoba mi się najbardziej. Po okresie Wszystkich Świętych pudełko nie musi wylądować na dnie szafy aż do kolejnego roku. Światełka mogą wrócić do domu i przydać się przy jesiennych oraz świątecznych dekoracjach.

Przed 1 listopada liczę nie tylko cenę zniczy, ale też późniejsze dokładanie wkładów. Tutaj największą różnicę robi dla mnie możliwość ponownego użycia

Przy cmentarnych zakupach łatwo patrzeć wyłącznie na cenę pojedynczego produktu. Ja wolę zastanowić się również nad tym, co zostaje po jego wykorzystaniu. W klasycznym wkładzie wypala się parafina i potrzebuję następnego. Przy małej świeczce LED wymieniam źródło zasilania i korzystam z niej ponownie, dopóki urządzenie działa prawidłowo. Nie traktuję tego jednak jako rozwiązania idealnego dla każdego grobu. Trzeba doliczyć baterie, pamiętać o ograniczeniu do zastosowania i mieć odpowiednio zabezpieczony lampion. Kto szuka produktu, który po prostu stawia na odkrytej płycie i zostawia niezależnie od pogody, powinien sięgnąć po oświetlenie wyraźnie przeznaczone do użytku zewnętrznego.

U mnie takie małe LED mają inną rolę. Pozwalają ponownie wykorzystać lampiony, które już mam, nie zostawiają wosku i same pilnują czasu świecenia. Nie kupuję ich po to, żeby zastąpić absolutnie każdy tradycyjny znicz. Wybieram je tam, gdzie ich konstrukcja rzeczywiście pasuje do sposobu, w jaki korzystam z dekoracji. I chyba właśnie takie oszczędzanie lubię najbardziej. Nie polega na kupowaniu czegoś wyłącznie dlatego, że kosztuje niewiele. Najpierw patrzę, czy naprawdę wykorzystam produkt więcej niż raz. W przypadku tych małych światełek odpowiedź znalazłam bardzo szybko.