Początek października to u mnie czas porządkowania grobów i przygotowywania dekoracji. Wolę rozłożyć wszystko na kilka dni, a nawet tygodni, zamiast zostawiać zakupy i sprzątanie na ostatnią chwilę. Szczególnie dużo uwagi poświęcam zniczom, bo ich wygląd to jedno, a długość palenia wkładu to drugie. Właśnie dlatego przed zakupami czytam oznaczenia na opakowaniach, a później stosuję jeszcze prosty domowy sposób. Dzięki temu palą się dłużej.

Wszystkich Świętych zbliża się wielkimi krokami, więc wcześniej przygotowuję listę zakupów. Dzięki temu pod koniec października mam spokojną głowę

Przygotowania do Wszystkich Świętych zaczynam od sprawdzenia, co zostało mi z poprzedniego roku. Część rzeczy można przecież wykorzystać ponownie. Szklane znicze, osłonki czy niewielkie narzędzia do sprzątania nie muszą co roku lądować w koszyku.

Zobacz także:

Na mojej liście zakupów przed 1 listopada znajdują się przede wszystkim wkłady do zniczy. Sprawdzam wcześniej, ile zniczy zamierzam ustawić i czy wszystkie mają odpowiedni rozmiar. Dzięki temu nie kupuję przypadkowych wkładów, które po powrocie do domu okazują się za wysokie albo za szerokie.

Do tego dochodzą rękawiczki, worki na odpady, miękkie ściereczki oraz środki odpowiednie do czyszczenia konkretnego rodzaju nagrobka. Jeżeli planuję dekorację, dopisuję kwiaty, gałązki lub gotową kompozycję. Przed wyjazdem na cmentarz zabieram również zapałki albo zapalarkę.

Wcześniejsze zakupy mają dla mnie jeszcze jedną zaletę. Mogę spokojnie porównać ceny i nie biorę pierwszego produktu tylko dlatego, że 31 października zostało mi niewiele czasu. Przy kilku grobach liczba potrzebnych zniczy i wkładów szybko rośnie, więc nawet niewielkie różnice w cenach zaczynają mieć znaczenie.

Przy wkładach do zniczy nie patrzę wyłącznie na cenę i wielkość opakowania. Najważniejszy jest dla mnie deklarowany czas palenia

Na sklepowej półce wkłady do zniczy wyglądają bardzo podobnie, dlatego zawsze zaglądam na etykietę. Szukam przede wszystkim informacji o przewidywanym czasie palenia podanym przez producenta. Nie zakładam, że największy wkład automatycznie będzie palił się najdłużej.

Szczególnie interesują mnie wkłady olejowe do zniczy. Zawierają masę palną z dodatkiem oleju i często są wybierane właśnie wtedy, gdy zależy nam na dłuższym paleniu. Zwracam też uwagę na to, czy wkład rzeczywiście pasuje do mojego znicza. Płomień potrzebuje odpowiednich warunków, dlatego nie wciskam zbyt dużego wkładu do niewielkiej osłony. Przed zakupem dobrze jest więc znać przynajmniej przybliżoną wysokość i szerokość wnętrza znicza.

fot. Pawel Gruntowicz/Adobe Stock

Trzeba również pamiętać, że liczba godzin umieszczona na opakowaniu nie jest obietnicą identycznego wyniku w każdych warunkach. Na rzeczywisty czas palenia mogą wpływać między innymi temperatura, wiatr oraz konstrukcja samego znicza. Ja mam jednak sprawdzony patent, który co roku stosuję przed wizytą na cmentarzu. Dzięki niemu wkłady palą się dłużej.

Przed wyjściem na cmentarz moje wkłady zaliczają małe „morsowanie”. Dzięki temu palą się dłużej

Ten domowy patent jest banalnie prosty i nie wymaga kupowania żadnych dodatkowych produktów. Wkłady do zniczy wkładam wcześniej do zamrażarki, najlepiej na kilka godzin. Zwykle robię to wieczorem, kiedy przygotowuję rzeczy potrzebne na cmentarz, dzięki czemu następnego dnia mam je już gotowe.

Cały pomysł opiera się na wcześniejszym schłodzeniu masy znajdującej się we wkładzie. Po wyjęciu z zamrażarki nie zapalam go jednak od razu. Najpierw sprawdzam, czy na powierzchni lub knocie nie zebrała się wilgoć i czekam, aż wkład będzie suchy. Dopiero później umieszczam go w zniczu i zapalam.

To również może cię zainteresować: Już nie targam całej torby płynów na cmentarz. Domowa mikstura sprawia, że nagrobek odzyskuje schludny wygląd. Koszt zerowy

Patent z zamrażarką ma sprawić, że mocno schłodzona masa będzie potrzebowała więcej czasu na ogrzanie i roztopienie. Dzięki temu wkład ma spalać się wolniej i palić dłużej niż bez wcześniejszego schłodzenia. To z kolei sprawia, że nie muszę kupować ich aż tak dużo.