Jesienne porządki na cmentarzu przed 1 listopada to u mnie stały punkt października. Zwykle wybieram spokojniejszy dzień, zabieram wiaderko, miękkie ściereczki i ruszam na grób bliskich. Lubię zrobić to wcześniej, zanim przy cmentarnych alejkach zrobi się tłoczno. Wtedy mam czas, żeby wszystko dokładnie umyć, uporządkować kwiaty i sprawdzić, czy znicze dobrze stoją.
Przy takich przygotowaniach łatwo wydać więcej, niż się planowało. Nowe wkłady, chryzantemy, wiązanki, a do tego specjalistyczne środki do czyszczenia nagrobków. Zaczęłam więc szukać oszczędności. I wtedy wpadłam na ciekawy przepis na domowy płyn do mycia pomników. Z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że okazał się strzałem w dziesiątkę.
Zobacz także:
Przed 1 listopada nagrobki wymagają dokładnego sprzątania. Miałam dość wydawania pieniędzy na gotowe płyny do czyszczenia
Kiedy przychodzę na cmentarz po kilku tygodniach nieobecności, zwykle mam sporo pracy. Na płycie leżą liście, w zagłębieniach zbiera się kurz, a wokół wazonu zostają ślady po deszczu. Czasami dochodzą do tego zaschnięte resztki kwiatów i ziemia rozsypana podczas wymiany dekoracji.
Właśnie dlatego przez lata zabierałam ze sobą szereg różnych płynów do czyszczenia. To jednak sporo mnie kosztowało, więc postanowiłam poszukać tańszej, a najlepiej darmowej alternatywy dla drogich detergentów. Szczególnie zainteresował mnie jeden sposób z wykorzystaniem tego, co jesienią leży praktycznie przy każdym chodniku. Chodzi o kasztany.
Z kasztanów można przygotować domowy płyn myjący praktycznie za darmo. Wystarczy je rozdrobnić i zalać wodą
Jesienią kasztany leżą na chodnikach, skwerach i pod drzewami. Kiedyś zbierałam je głównie do dekoracji, ale później zainteresowałam się ich właściwościami myjącymi. Chodzi o owoce kasztanowca zwyczajnego, czyli te charakterystyczne, błyszczące, brązowe kulki. Kasztany zawierają bowiem saponiny, czyli naturalne związki, które w kontakcie z wodą wykazują właściwości powierzchniowo czynne. Dzięki nim wodny wyciąg pomaga w pozbywaniu się zabrudzeń od powierzchni.
fot. Henryk Guziak/Adobe Stock
Przygotowanie takiej mikstury jest proste. Najpierw wybieram zdrowe kasztany, bez oznak pleśni i gnicia. Dokładnie je myję, ponieważ te zebrane z chodnika mogą być zabrudzone ziemią, piaskiem albo innymi zanieczyszczeniami. Następnie rozdrabniam je na mniejsze kawałki. Można użyć mocnego noża i stabilnej deski, ale trzeba uważać, ponieważ świeże kasztany bywają twarde i śliskie.
Rozdrobnione kasztany zalewam ciepłą wodą w osobnym naczyniu. Orientacyjnie można użyć kilku kasztanów na szklankę wody. Odstawiam mieszankę na kilkadziesiąt minut i od czasu do czasu mieszam. Woda może stać się lekko mętna, a przy potrząsaniu pojawia się niewielka ilość piany. Na koniec przecedzam płyn przez gęste sitko lub czystą tkaninę i gotowe.
Nie zostawiam też kasztanowej mikstury na wiele dni. To wodny wyciąg bez konserwantów, więc może szybko się zepsuć. Najrozsądniej przygotować małą porcję bezpośrednio przed planowanym użyciem, a resztę wylać.
Pomnik może wyglądać schludnie bez drogich preparatów. Kilka drobiazgów robi większą różnicę, niż się wydaje
Zauważyłam, że o wyglądzie grobu często decyduje nie sam płyn do mycia, ale kolejność wykonywania prac. Kiedy zaczynam od ustawiania kwiatów i zniczy, później tylko przeszkadzają mi podczas sprzątania. Właśnie dlatego najpierw zdejmuję wszystkie dekoracje, które można bezpiecznie przestawić.
Opróżniam stare wazony, usuwam zwiędłe rośliny i zbieram liście z zakamarków. Dopiero wtedy dokładnie widzę, gdzie nagromadził się brud. Zwracam uwagę zwłaszcza na okolice liter, podstawy pomnika i miejsca przy łączeniach elementów. Do zwykłego mycia najchętniej używam dwóch miękkich ściereczek. Jedną zwilżam powierzchnię, drugą zbieram wodę i pozostałości zabrudzeń. Przy polerowanych płytach staram się nie rozcierać drobinek piasku, ponieważ nawet niewielkie zanieczyszczenia mogą zostawić rysy.
Szczególnie ostrożnie obchodzę się z napisami, złoceniami i elementami malowanymi. Ich wykończenie może być delikatniejsze niż sama płyta nagrobna. Dużą różnicę robi też końcowe spłukanie. Pozostawiony na powierzchni środek myjący może po wyschnięciu utworzyć smugi. Dlatego po czyszczeniu dokładnie usuwam jego resztki czystą wodą, o ile sposób pielęgnacji danego kamienia na to pozwala.
To również może cię zainteresować: Nie wyrzuciłam po lecie, tylko pocięłam na części i włożyłam za kaloryfer. Rachunki za ogrzewanie lecą w dół, a ja mam cieplej
Zanim ustawię nowe znicze, sprawdzam ich podstawy. Zdarza się, że pojemniki pozostawiają ślady albo nagrzewają się w sposób niekorzystny dla kamienia. Bezpieczniej korzystać z odpowiednich podstawek i nie stawiać rozgrzanych przedmiotów bezpośrednio na delikatnej płycie. Na koniec układam kwiaty. Nie potrzebuję ogromnej liczby ozdób, żeby grób wyglądał ładnie. Ważniejsze jest dla mnie, żeby wszystko było czyste, stabilne i uporządkowane.

Obserwuj nas na Google







