Czynsz w spółdzielniach mieszkaniowych będzie w 2026 roku wyraźnie wyższy. Mieszkańcy w całym kraju już teraz dostają pisma z zapowiedziami podwyżek. Co szczególnie boli, to wzrost składowych, które mają spory wpływ na miesięczne opłaty: funduszu remontowego, ubezpieczeń i usług technicznych. Eksperci nie mają złudzeń: to dopiero początek. Wyższa płaca minimalna i galopujące ceny usług technicznych wymuszają działania zarządów, które nie mają innego wyjścia, jak przerzucać koszty na mieszkańców. 

Czynsz w górę. Spółdzielnie tłumaczą, co tak naprawdę drożeje

To nie tylko suche procenty na papierze, ale realne kwoty, które co miesiąc uderzają w domowe budżety. Przykładowo, jak informuje Fakt, w warszawskiej spółdzielni „Służew nad Dolinką” fundusz remontowy wzrośnie aż o 20%, a koszty związane z obsługą domofonów, nawet o kilkadziesiąt procent. Podobne decyzje będą zapadać w wielu innych spółdzielniach, zarówno w dużych miastach, jak i w mniejszych miejscowościach. Bez tych podwyżek zarządy nie będą w stanie zapewnić podstawowego utrzymania budynków.

Zobacz także:

Najbardziej dotkliwe są zmiany tam, gdzie budynki są starsze, korzystają z ciepła systemowego i wymagają regularnych napraw instalacji, dachów czy elewacji. W takich przypadkach podwyżki rzędu 10–20% przestają być wyjątkiem, a stają się nową normą. Co istotne, nie chodzi wyłącznie o bieżące utrzymanie, ale także o zabezpieczenie środków na przyszłe remonty, które, przy obecnych cenach, pochłaniają coraz większe kwoty.

Jednym z głównych czynników napędzających wzrost opłat jest płaca minimalna. Od 2026 roku wyniesie ona 4806 zł brutto, co automatycznie podnosi koszty wszystkich usług zlecanych przez spółdzielnie. Sprzątanie klatek schodowych, ochrona, konserwacja wind, instalacji elektrycznych czy systemów grzewczych: wszystko to drożeje, bo firmy muszą płacić pracownikom więcej. Do tego dochodzą rosnące ceny energii, materiałów budowlanych oraz coraz wyższe składki ubezpieczeniowe.

Firmy remontowe nie narzekają na brak zleceń, ale coraz częściej brakuje im rąk do pracy. Niedobór fachowców sprawia, że stawki za usługi techniczne szybują, a terminy realizacji się wydłużają. W efekcie spółdzielnie płacą więcej, a mieszkańcy otrzymują kolejne informacje o wzroście opłat. Wielu lokatorów zaczyna się zastanawiać, gdzie jeszcze można szukać oszczędności, choć w praktyce pole manewru jest coraz mniejsze.

Czynsze w spółdzielniach coraz większym obciążeniem dla budżetów domowych

Problem wysokich czynszów przestał być domeną wyłącznie największych miast. Podwyżki dotykają mieszkańców w całej Polsce, bo koszty utrzymania budynków rosną niezależnie od lokalizacji. Ubezpieczenia nieruchomości w ostatnich latach podrożały średnio o kilkanaście procent. To kolejny element, który automatycznie przekłada się na wyższe opłaty eksploatacyjne.

Jeszcze bardziej niepokoją prognozy dotyczące remontów. Eksperci szacują, że w ciągu najbliższych dwóch lat koszty prac budowlanych i modernizacyjnych mogą wzrosnąć nawet o 50%. Przy braku fachowców i drogich materiałach odkładanie remontów staje się ryzykowne: im później, tym drożej. Z drugiej strony dla wielu mieszkańców kolejne podwyżki czynszu oznaczają konieczność rezygnacji z innych wydatków lub poważne problemy finansowe.

Lokatorzy stają więc przed trudnym wyborem: zaakceptować wyższe opłaty i liczyć na utrzymanie budynków w dobrym stanie albo zgodzić się na odkładanie remontów, co w dłuższej perspektywie może prowadzić do jeszcze większych kosztów i pogorszenia warunków życia. Specjaliści rynku nieruchomości ostrzegają, że rok 2026 nie będzie końcem podwyżek. Jeśli inflacja utrzyma się na podwyższonym poziomie, a rynek pracy nadal będzie zmagał się z brakami kadrowymi, spółdzielnie mogą być zmuszone do kolejnych korekt stawek. Jedno jest pewne: czasy taniego czynszu w spółdzielniach mieszkaniowych bezpowrotnie odchodzą w przeszłość.