Październik w ogrodzie oznacza jedno, grabienie, przycinanie i sprzątanie rabat przed zimą. Worki z liśćmi zapełniają się błyskawicznie, a sterta resztek rośnie z każdym kolejnym dniem. Kiedyś patrzyłam na takie porządki jak na dodatkową robotę. Teraz wiem, że większość tego, co zbieram z trawnika i grządek, może jeszcze przydać się roślinom. Zamiast wszystko wyrzucać, wolę przygotować własny kompost. Nie wymaga to drogich preparatów ani specjalnych umiejętności.
Jesienny kompost to darmowy nawóz do ogrodu. Zamiast wyrzucać liście, robię z nich "czarne złoto"
Jesienne porządki dostarczają mnóstwo materiału do kompostowania. Suche liście, skoszona trawa, drobne gałązki czy pozostałości po zdrowych roślinach mogą zamienić się w wartościową próchnicę. Trzeba tylko odpowiednio je połączyć i dać im czas na rozkład.
Zobacz także:
Gotowy kompost poprawia strukturę ziemi, pomaga jej zatrzymywać wilgoć i dostarcza roślinom składników pokarmowych. Dzięki temu gleba staje się bardziej żyzna, a korzenie mają lepsze warunki do wzrostu. To szczególnie ważne na grządkach, które przez cały sezon były intensywnie użytkowane.
fot: GT77/AdobeStock
Najbardziej podoba mi się jednak to, że do przygotowania kompostu wykorzystuję to, co już mam w ogrodzie. Nie muszę kupować kolejnych worków polepszaczy gleby, a przy okazji ograniczam ilość zielonych odpadów. Trzeba tylko pamiętać o jednej rzeczy: Kompost nie zastąpi każdego nawożenia, szczególnie w przypadku roślin o dużych wymaganiach pokarmowych. Świetnie sprawdza się jednak jako naturalny sposób na poprawę jakości ziemi.
Kompost układam metodą 1:3 i pilnuję kolejności warstw. Ten prosty sposób ułatwia rozkład resztek
W kompostowaniu nie chodzi o wrzucenie wszystkiego na jedną stertę. Dużo lepsze efekty daje połączenie dwóch rodzajów materiałów. Pierwsze to składniki zielone, bogate w azot, takie jak świeża trawa, resztki warzyw i miękkie pędy. Drugie to składniki brązowe, bogate w węgiel, czyli suche liście, słoma i rozdrobniona tektura.
Stosuję prostą zasadę 1:3, czyli jedną część zielonych resztek na około trzy części suchych, brązowych materiałów, licząc objętościowo. To orientacyjna proporcja, którą można dostosować do wilgotności i rodzaju odpadów. Pomaga uniknąć zbitej, mokrej masy, która zamiast się rozkładać, zaczyna nieprzyjemnie pachnieć.
Jak układam taki ogrodowy tort?
- Na samym dnie umieszczam około 10 do 15 cm drobnych gałązek. Dzięki nim powietrze łatwiej dociera do wnętrza kompostownika.
- Następnie dokładam suche liście, słomę albo rozdrobnioną tekturę.
- Na nich rozkładam skoszoną trawę, resztki warzyw i zdrowe, miękkie części roślin.
- Dorzucam kilka garści dojrzałego kompostu lub ziemi ogrodowej. Nie jest to konieczne, ale może pomóc wprowadzić mikroorganizmy.
- Powtarzam układanie, przeplatając zielone składniki brązowymi.
- Na koniec sprawdzam wilgotność. Kompost powinien przypominać wyciśniętą gąbkę, być wilgotny, ale nie ociekać wodą. Gdy jest zbyt suchy, delikatnie go podlewam. Warto też co jakiś czas przemieszać zawartość, żeby zapewnić dostęp powietrza.
To również cię zainteresuje: Kostkę z kuchni zalewam wodą i pamiętam o proporcji 1:5. Dzięki domowemu nawozowi pelargonie zalały balkon morzem kwiatów
Nie wszystko z ogrodu nadaje się na kompost. Kilka błędów może zepsuć całą pracę
Największy błąd? Wrzucanie do kompostownika samych mokrych liści albo grubej warstwy świeżo skoszonej trawy. Taka masa szybko się zbija, ogranicza dostęp tlenu i może zacząć gnić. Dlatego trawę zawsze lepiej przeplatać suchym materiałem, a liście rozdrobnić, żeby szybciej się rozkładały.
Do kompostownika nie dodaję też chorych części roślin, chwastów z dojrzałymi nasionami ani resztek pokrytych pleśnią. W przydomowym kompoście temperatura nie zawsze jest wystarczająco wysoka, żeby zniszczyć patogeny czy nasiona chwastów.
A kiedy można wykorzystać własny nawóz? Tu potrzebna jest cierpliwość. Kompost przygotowany w październiku zazwyczaj nie będzie gotowy jeszcze tej samej jesieni. Rozkład może potrwać kilka miesięcy, a nawet dłużej, zwłaszcza gdy zimą temperatura spadnie.
Dojrzały kompost ma ciemny kolor, sypką strukturę i przyjemny, ziemisty zapach. Nie powinno być w nim widać większości pierwotnych resztek. Wtedy można rozłożyć go na rabatach, wymieszać z wierzchnią warstwą gleby lub wykorzystać przy sadzeniu roślin.
Ja najbardziej lubię tę myśl, że z liści, które jeszcze niedawno trzeba było grabić i wynosić, powstaje coś przydatnego na kolejny sezon. Mniej worków z odpadami, mniej wydatków na poprawę ziemi i całkiem dobry powód, żeby nie pozbywać się wszystkiego podczas październikowych porządków.

Obserwuj nas na Google







